poniedziałek, 16 marca 2015

ROZDZIAŁ I

Budzi mnie z samego rana niesamowity zapach naleśników dochodzący z kuchni. Szybko się podnoszę, rozciągam i w piżamie schodzę na dół by zobaczyć co się dzieje.
- Dzień dobry księżniczko. Jak się spało? - tato spogląda na mnie kątem oka trzymając w dłoni patelnie.
- Świetnie. Śniło mi się, że dziś są moje urodziny.
- To nie sen. Sto lat Ines! - kładzie ostatni naleśnik na talerz, wbija szesnaście świeczek, zapala je i trzyma tuż przy czubku mojego nosa. - Powiedz życzenie i zdmuchnij.
Wypowiadam po cichu z zamkniętymi powiekami i zabieram się do jedzenia.
- To moje ulubione naleśniki z truskawkami, bitą śmietaną i polewą czekoladową. - zaczynam kroić kawałek po kawałku.
- Wiem. - uśmiecha się do mnie i wraca do czynności. - Jakieś plany na dziś?
- Pomyślałam o piżama party. - podnoszę wzrok tak, że styka się ze wzrokiem taty. - Oczywiście bez chłopców.
- Czyli mam się wynieść?
- Nie trzeba. - chichoczę pod nosem.
Wracam do pokoju, szybko wyciągam ciuchy na przebranie i wychodzę na dwór. Pogoda jest przepiękna, a zapach pierwiosnków jeszcze bardziej mnie uszczęśliwia. Wyciągam telefon z tylnej kieszeni spodni i wybieram numer do przyjaciółek, po czym wysyłam im SMS-a o spotkaniu w centrum handlowym za pół godziny.
Pierwsza docieram na miejsce i czekam na resztę, siedząc przy fontannie w środku galerii. 
- Cześć dziewczyny! - zaczęłam, witając się z nimi gorącym uściskiem - dosłownie gorącym. - Macie coś dzisiaj w planach?
- Nie. - Zoe odpowiada za wszystkie tak szybko że żadna z nich już nie ma nic do powiedzenia.
- To świetnie! Może przyjdziecie dzisiaj do mnie na noc?
- Czemu nie. - mówią wszystkie do siebie, ciszej niż przeciętny ton ludzki.
Chodzimy po sklepach, kupując potrzebne rzeczy na imprezę urodzinową. Po dwóch godzinach zakupów wracam do dom razem z Katy, która pomaga mi w przygotowaniach. Znamy się od dziecka, razem się wychowywałyśmy. Jest moją najlepszą z najlepszych przyjaciółek, prawie jak siostra. Mieszka tak blisko, że kiedy dzwoni do mnie o równej 08:00, to o 08:01 stoi już przed moimi drzwiami.
- Wróciłam tato!
Nie słychać odzewu. Mówił coś przed wyjściem, że idzie do Banku, czy coś takiego. Byłam tak podekscytowana, że nawet go nie słuchałam,
- Ines, gdzie to zawiesić? - pyta Katy stojąc na stołku z balonem w ręku.
- Tutaj będzie dobrze. - wskazuje jej palcem miejsce, przy którym trzyma dłonie.
Postanawiam zostawić dekoracje dla Katy, a sama zajmę się sprzątaniem. Mimo czasochłonnej pracy, jestem jeszcze gotowa upiec babeczki, które dziewczyny bardzo lubią. Czekoladowe z nadzieniem orzechowym, smakują jak... Hmm, aż nie do porównania. Po kilku godzinach stania, plecy bolą mnie niemiłosiernie. Czuję się jak staruszka która nic innego by nie robiła, tylko siedziała na bujanym fotelu i oglądała telenowele.
Od samego rana ludzie do mnie dzwonią i wysyłają wiadomości z życzeniami. To na prawdę miłe, że pamiętają o dzisiejszym dniu. Każdemu z nich odsyłam podziękowania. Aż nie do wiary, że już tyle czasu upłynęło. Katy dopiero skończyła rozwieszać dekoracje, a pierwszy gość właśnie zapukał do drzwi. Biegnę otworzyć z fartuszkiem obwiązanym w pasie. Pierwsza jak zawsze przychodzi Olivia. Zawsze jest punktualna, a dokładnie za nią biegnie do drzwi Zoe. Nasza najmłodsza wariatka. Jej po prostu nie da się nie lubić. Katy przejmuje mój obowiązek i zaprasza je do salonu. Zanosi przygotowane jedzenie i napoje na stół, a ja znów wracam do przedpokoju i otwieram już ostatniemu gościowi.
- Pizza. - odzywa się nieznajomy, stojąc tuż przede mną.
Wygrzebuje z kieszeni kilka dolarówek, które zostawił mi tato przed wyjściem na stole i podaję mu do ręki, po czym zabieram od niego karton i zamykam przed nim drzwi. Zoe podskakuję w moją stronę i zabiera ode mnie pizzę. Jest uradowana, jakby po raz pierwszy od kilku dni zobaczyła jedzenie.
- Puk, puk. - ktoś stuka na wprost mnie w okno kiedy zmywam naczynia. Ruchem głowy pozwalam jej wejść.
- Przepraszam, że tak późno, ale miałyśmy z mamą nieduży problem.
- Coś poważnego?
- Skądże. - ściąga z siebie żakiet i ostrożnie wiesza na haczyku.
To jest właśnie Mia. Często jest poważna i używa formalnych słów, co nigdy nie pasuje do naszych rozmów.
Zapraszam ją do reszty siedzącej w salonie i kończę z babeczkami, które jeszcze tylko muszę wyłożyć na talerz. Zabieram go ze sobą i dołączam do chichoczących przyjaciółek.
- Ze mnie się śmiejecie? - pytam, sama rechocząc, ale jeszcze nie wiem z czego.
- Nie. Zoe miała dzisiaj wypadek w sklepie.
- Długa historia. - machnęła ręką.
- Gdzie masz ten super kawałek, który mi kiedyś dałaś posłuchać? - pyta mnie Olivia stojąc przy szafie zapełnionej starymi płytami kompaktowymi.
- Gdzieś na dolnej półce musi leżeć. Z resztą nie pamiętam, to było na prawdę dawno.
Mija dziesięć minut, później pół godziny i straciłam kompletnie rachubę czasu. Kieruję wzrok na zegar i podchodzę do radia, by ściszyć trochę muzykę. Jest świeżo po ciszy nocnej, a nie chcę by zapukał do nas dzielnicowy. Widzę zmęczenie w oczach dziewczyn, chociaż Zoe jeszcze daje radę. Sama nieco zasypiam, a tato jeszcze nie wrócił do domu. To bardzo dziwne, skoro miał tylko coś załatwić w ''banku''. Jeśli w ogóle to coś co miał załatwić znajduje się tam.
Sięgam po telefon, bo martwię się o niego i wystukuje numer. Po chwili słyszę dźwięk dzwonka taty, dobiegający z korytarza. Wyglądam za próg i widzę tatę, który skradał się do nas, a teraz stoi czerwony na twarzy jak burak i trzyma w ręku małe papierowe pudełko.
- Niespodzianka?! - wyjąkał z zamkniętych ust i patrzy na mnie z jakby przestraszonym wzrokiem.
- Gdzie byłeś? - podchodzę do niego i wtulam się tak mocno, że mogę złamać mu rzebro. - Nie odbierałeś telefonów. Martwiłam się.
- Wszystko w porządku. Musiałem coś załatwić. - uśmiechnął się kłamliwie.
Czuję, że coś jest nie tak. Mam tak od zawsze, że o czym sobie pomyśle, to potem się dzieje. Mam nadzieje, że moje przypuszczenia są tylko moim słabym wymysłem. Co takiego mogłoby się stać?
- Chodźcie tu dziewczyny! Zaśpiewamy Ines piosenkę urodzinową! - krzyczy do nich tato.
Chwilę później stoimy przed tortem, który kupił. Wszyscy nabierają głębokiego wdechu i zaczynają śpiewać, a ja uśmiecham się jakbym zjadła plaster cytryny. Aż bolą mnie policzki.
Teraz to ja nabieram głębokiego wdechy i z całej siły wydmuchuje ogień palący się na świeczkach.
- Czas na prezenty! - huknęła Zoe, podnosząc ręce do góry jak na wyraz kapitulacji.
Pierwszy więc otworzyłam właśnie od niej. Dostałam pluszowego misia, dokładnie takiego samego, którego kiedyś mi ukradła. I to był dokładnie ten sam. Mimo że powinnam się zdenerwować, to zaczęłam się śmiać, bo ta sytuacja na prawdę tego wymaga. Drugi prezent postanowiłam otworzyć od Mii, która kupiła mi płyty mojego ulubionego zespołu. Następnie sięgam po prezent Olivii i Katy, które obie się na niego złożyły. Perfumy i koszulka Beatelsów, tak bardzo o niej marzyłam. Przytuliłam je wszystkie bardzo mocno i podziękowałam za prezenty. Są wspaniałe.
- Jeszcze ja. - zaśmiał się tato, a po chwili jego twarz zrobiła się stanowcza. - To ode mnie taki skromny prezent. - podał mi torebeczkę i popatrzył na mnie smutnymi oczami.
Patrzę wciąż na niego i palcami rozplątuje wstążeczkę, która związana była wokół pudełka. Otwieram go i spuszczam wzrok z taty. Wyciągam drewniane, wylakierowane pudełko i próbuje otworzyć, ale nie mogę.
- Tutaj jest korbka. - pokazuje mi palcem. - Nakręć ją.
I tak robię. Kręcę kilka razy, ale nic się nie dzieje. Wszyscy jesteśmy wpatrzeni w drewniane pudełeczko. Nie poddaję się, chociaż chcę to zrobić. Powoli odczuwam zmęczenie w dłoni, ale nagle pudełko zaczyna grać i otwiera się tak powoli, że przy jej melodii zaczynam usypiać. Widzę buty, po czym zamykam na chwilę powieki i otwieram, a po kilku sekundach widzę małą postać. To porcelanowa baletnica, która kręci się z każdym ruchem korbki. Spoglądam na tatę i uśmiecham się, a łza kręci mi się w oku. Chociaż nie mam pojęcia, dlaczego kupił mi pozytywkę, to jestem szczęśliwa, że dostałam ją właśnie od niego. Od dzisiaj będzie miała dla mnie duże znaczenie. Tak czuję.
- A to... - wyciąga coś z wewnętrznej kieszeni marynarki. - to jest od mamy. Przed śmiercią kazała mi obiecać, że dam ci ten list na szesnaste urodziny. Obiecałem jej także, że przeczytasz go w odpowiednim dla ciebie czasie.
Popłynęła mi łza z oczu, ta która zbierała się w oku od nakręcania pozytywki. To była łza szczęścia, ale teraz jest też łzą z tęsknoty za mamą. Kocham ją najmocniej na świecie i chociaż prawie każdej nocy odwiedza mnie we śnie, to do końca nie potrafię rozpoznać jej twarzy. Kreuję sobie jej postać tak jak chce i tak jak pamiętam, kiedy byłam bardzo mała.
- Czas do łóżek. - klaszczę w dłoń tato i zaprasza nas do mojego pokoju.
Dziewczyny przytakują głową i z kawałkami pokrojonego tortu biegną do góry. Robię to samo, ale nagle zatrzymuje się na widok załamanego taty.
- Coś się stało? - podchodzę do niego na kanapę i kładę ciepłą dłoń na jego zimnym przedramieniu.
- Nic takiego Ines. - uśmiecha się mętnie.
- Wiesz, że zawsze możesz mi powiedzieć o wszystkim. Zawsze dawaliśmy rade we dwoje i teraz też damy. - zaciskam silniej dłoń na jego ręce - No to co się dzieje?
- Byłem dzisiaj w urzędzie. Od dwóch tygodni moje konto maleje. - mówi z załamanym głosem.
- Co to znaczy? - spytałam martwiąc się.
- To znaczy, że będziemy musieli sprzedać dom i się wyprowadzić. Milknę. To tak jakby ktoś zadał nam obojgu cios tą samą strzałą. Próbuje do wierzyć tego co usłyszałam, ale myśli nie chcą tego przetrawić.
- To niemożliwe.
- Możliwe Ines.
- A co z pizzerią? - spoglądam na tatę, który sprzecznie kiwa głową i zakrywa twarz w dłoniach. - Mieliśmy tyle klientów. Od tak nie mogło się coś zmienić.
- Mieliśmy ... Ale od trzech miesięcy jesteśmy na pozycji straconej. Powstały obok nas dwie konkurencje. Już prawie nikt nas nie odwiedza. Nie mamy pieniędzy, a za dwa dni będziemy musieli wynieść się z tego mieszkania.
- Za dwa dni? - wytrzeszczam oczy bezsilnie, bo prawie zasypiam. - Przecież ... To tak mało czasu. Nie da się nic zrobić?
- Nie stać nas Ines. Ten rok był przepełniony wydatkami. Przykro mi, że musiałaś dowiedzieć się tego właśnie dzisiaj.
Przełykam ciężko ślinę i próbuje zrozumieć to co się dzieje. Zrobię to dla taty, bo jego bezsilność mnie osłabia. Czternaście lat temu pozwoliłam mu na cierpienie, nie powtórzę tego błędu drugi raz.
- Damy radę. Zobaczysz. - pocieszam go, chociaż sama nie wierzę w znaczenie tych słów. - Więc, gdzie zamieszkamy?
Spojrzał na mnie i milczy. Jego wzrok tłumi mój oddech. Zaczynam robić się blada, a ciepło znika ze mnie jak para.
- Do Tennessee. - mówi głosem stanowczym jak nigdy wcześniej.
- Gdzie?!
- Do Tennessee. Na farmę mojej cioci. - odparł. - Dzwoniłem już do niej. Możemy już jutro stawić się u niej.
- Tato, to osiem godzin stąd... - mówię zdezorientowana, nogi i ręce są pod kontrolą zespołu niespokojnych nóg, a reszta jest sparaliżowana. - Dlaczego nie możemy wyjechać do cioci Klary?
- Nie komplikuj tego Ines.
- Super. - oburzona podrywam się z kanapy i udaję się w stronę schodów.

9 komentarzy:

  1. Kiedy następne rozdziały? :D Pozdro :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieje, że jeszcze w tym tygodniu. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham to! Dziękuje za linka, serio ( nieważne, że chciałam linka i o tym napisałam XD) Cudny rozdział :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na następny rodział! :) 👌👌

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam na następny rodział! :) 👌👌

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie się zaczyna =D czekam na kolejny rozdział =D

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie się zaczyna :D czekam na nexta:*

    OdpowiedzUsuń