piątek, 23 października 2015

ROZDZIAŁ VIII

Stałam wpatrzona w niebo, mając chęć wykrzyczeć miłości "Co ty kurw.a robisz?!". 
- Idziesz Ines? - spytała Katy.
- Jasne. - uśmiechnęłam się.

Pies sąsiadów zbudził mnie przed dziesiątą. Przetarłam oczy i rozbudziłam się. Od razu zadzwonił mój telefon. 
- Cześć tato.
- Dzień dobry Ines. - mówił za pewne uśmiechnięty. - Co u ciebie?
- Dobrze, a u was? Jak ciocia i Piorun?
- U mnie dobrze, ciocia też jakoś się trzyma, a Piorun jak zawsze. Chyba tęskni.
- Kiedy mogę przyjechać?
- Za niedługo na święta.
- Na święta?! - uniosłam głos. - Przecież to ze cztery miesiące jeszcze
- Musisz się uczyć, pomagać w obowiązkach cioci.
- Przecież to robię. Kilka dni opuszczę to nikt nie umrzę.
- Ines... Na święta... - odrzekł stanowczo.
- Super. - wkurzona podłożyłam brodę pod dłoń, którego łokieć trzymałam na udzie.
Chwile rozmawialiśmy i rozłączyłam się. Poszperałam w szafie i wyciągnęłam jakiekolwiek ciuchy. Poszłam się przebrać i zeszłam na dół do kuchni.
Kompletnie zapomniałam, że wszyscy śpią w domu. Kilka osób jeszcze drzemało, a kilka po cichu szeptało robiąc śniadanie.
- O Ines. - uśmiechnęła się Jasmine mieszając jajecznice na patelni.
Odpowiedziałam jej uśmiechem, po czym nalałam soku do szklanki. Oparłam plecy o brzeg blatu i patrzyłam na wszystkich zza szklanki.
- Wstawać! - krzyczała Lu waląc łyżką o garnki.
- Zamknij się! 
- Wyłączcie to!
Krzyczeli obudzeni.
- Wstawać bo mam do was pytanie. 
- Jakie? - spytała trzymająca się za głowę Tina.
- Może pojedziemy pod namioty?
- Dzisiaj? 
- No, a co?
- Zwariowałaś chyba. - powiedziała Olivia rzucając twarz na poduszkę.
- Niektórzy się zgodzili.
- Ja mam naukę. - uniosła do góry rękę Tina.
- Ja mam korki wieczorem. - oznajmił Aaron.
- Ja mam szlaban. - odrzekłam.
- No weźcie no... 
- Co wam szkodzi jak opuścicie dwie noce?
- Pewnie... Mierny ze sprawdzianu? - przedrzeźniała ją Mia.
- Nie zawsze musicie być idealni.
- Ehh... 
- No co? - spytała Lu.
- Nic. Dobra!
- powiedziała Katy.
- Serio? - skrzywiła się Mia.
- No, niech jej będzie. Może będzie fajnie.
- Musi być. - sprostowała Zoe.
Ze schodów właśnie zszedł Matthew. Wymieniliśmy się tylko kontaktem wzrokowym i poszedł do picie.
- A ty? - spytała Jasmine.
- Co ja? 
- No... Czy chcesz jechać pod namioty?
- Obojętne. - wzruszył ramionami.
Przewróciłam oczami i dopijając sok wrzuciłam szklankę do zlewu.
- No to super. A ma ktoś jakieś namioty?
- Ciocia ma trzy duże w piwnicy. - powiedziałam bez żadnego zainteresowania.
- Git, a jedzenie, picie?
- Pojedziemy z Aaronem na zakupy.
- Dołączymy się. - powiedziała Tina w imieniu swoim i Toma.
- A reszta co ma robić? - spytała Zoe do Lu.
- Jakieś jedzenie, niech coś przygotują. 
- Okey. 
Wszyscy mieli zajęcie na dzisiaj. Chodziłam po salonie udając, że coś robię. Zastanawiałam się czy ciocia pozwoli mi na wypad z przyjaciółmi. Dostałam SMS-a.
- I co? Nadal chcesz odzyskać chłopaka?
- To znowu ty?
- Źle ci? Myślałem, że ci na nim zależy.
- Bo zależy. Gdzie on jest.
- Uspokój się, ochłoń. Bez nerwów. Spotkajmy się za godzinę w kinie.
- Czemu tam?
- Bo może chce cię zaprosić na film?
- Nie potrzebuje twojej dobroci. Daj mi Luke i skończ z tym wszystkim jak nie chcesz kłopotów.
- Grozisz mi?
- A nie mogę?
- A byłaś taka fajna.
- Jaką mam pewność, że masz Luke'a?
- Nie wierzysz mi?
- No raczej nie.
- Za godzinę w kinie.
Wkurzona schowałam telefon do kieszeni i poszłam do pokoju się przebrać.
Kilka minut później do pokoju weszła Tina.
- Co się dzieje? - spytała, kładąc dłoń na moim ramieniu.
- To znowu ten koleś. - spojrzałam w dół. 
- Chce się spotkać?
- Tak. 
- Iść z tobą?
- Nie. I tak nie przyjdzie jak ostatnio.
- Będzie dobrze. - przytuliła mnie. - Zobaczysz.
Do pokoju weszła Katy.
- Tu jesteście. - spojrzała na mnie. - Co się dzieje?
- Nic takiego. - otarłam łzy.
- No widzę właśnie. - spojrzała na Tinę. - Co jest.
- Przejmuje się egzaminami. Za niedługo je ma i ma stresa.
- Rozumiem. Zdasz spokojnie. - położyła dłoń na moich plecach. - Idziemy na te zakupy. Idziesz Tina?
- Tak. 
Kiedy wyszły przebrałam się, ogarnęłam do wyjścia i wyszłam idąc powoli. Mam jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam się przejść niż jechać autobusem. 
Siedzę w parku, patrząc na fontannę przed sobą. Myślę o Luke'u. Dlaczego ta miłość jest dla mnie okrutna? Gdzie moja szczęście, które obiecywał mi Luke'u?
Już trace nadzieje na cokolwiek. Wstaje i ruszam w kierunku kina.
Stoją w środku, kręcąc się w około. Ludzi jest mało, więc mogę swobodnie wypatrywać kogoś kto wyglądałby inaczej niż wszyscy. 
Chodzę powoli, udając że czytam plakaty. Przesuwam się w lewo, a po chwili obracam się by iść dalej. Wpadam na kogoś, zahaczając o jego ramię. 
- Bardzo przepraszam. - wyjąkałam, ale poszedł dalej obojętnie.
Wodziłam za nim wzrokiem i ruszyłam. Stanęłam na kartce, po którą się schyliłam. Otworzyłam i spojrzałam na tekst: "E,C,A''.
Uniosłam brew do góry i spojrzałam do tyłu, mając wrażenie, że ten ktoś nadal tam może być. 
Wróciłam do domu. Wszyscy przygotowują się do wyprawy. Z kuchni dobiegają pyszne zapachy. Lu, Jasmine i Olivia składają śpiwory, a chłopaki pakują namioty do samochodów.
- I jak? - spytała szeptem Tina.
Podałam jej kartkę, spojrzała na mnie i zerknęła na kartkę, po czym zrobiła ten sam wyraz twarzy co ja w kinie. 
- Zbierajcie się! - mówiła Mia.
- Co? Obiadu nawet nie jedliśmy. - powiedziała Lu.
- No właśnie. - dodała Zoe z miną szczeniaczka.
- To wstąpimy gdzieś. 
- Dobra. Chce hamburgera. - uśmiechnęła się szeroko Lu.
- Z zestawem dla dzieci. - przybiła sobie piątkę z Lu.
- Dobra faktycznie chodźcie, bo nie chce żeby ciocia mnie zauważyła.
- Będzie wściekła co? - spytała zaciekawiona Olivia.
- No pewnie tak, ale wole żeby się wydarła tam, niż przy was.
- Dobra, to faktycznie zbierajmy się.
Zabraliśmy wszystkie torby, koszyki, itd. I wyszliśmy z domu.
- Tylko dwa samochody? - skrzywiła się Jasmine.
- No, a ile byś chciała? - zaśmiał się Aaron.
- Jest tylko dziesięć miejsc, a nas jest jedenaście. - wtrąciła się Lu.
- To usiądzie ci na kolanach Katy już. - pomyślała Mia.
- Ale ja prowadzę. Tom też. - powiedział Aaron.
- To Ines usiądzie na kolanach Matthew i już. - wzruszyła ramionami Katy.
- Nie dzięki, wole siedzieć normalnie. Nie wygodnie mi na kolanach.
- To ja usiądę. - uśmiechnęła się uroczo Jasmine.
Matthew stał obojętnie obok samochodu.
Wsiedliśmy i pojechaliśmy do Mcdonald's.

niedziela, 11 października 2015

ROZDZIAŁ VII

Tina wysłała SMS-a wszystkim dziewczynom. Nawet do Katy, Zoe, Mii i Olivii. Byłby fajnie, gdyby przyjechały. Tak strasznie się za nimi stęskniłam.
- Okey, wysłane. - uśmiechnęła się. - To pasowałoby tu trochę ogarnąć i na jakieś zakupy iść.
- Yhym. - podparłam dłoń o brodę.
- Ines, daj już spokój z tym. - pociągnęła mnie za nadgarstek drugiej ręki. - Chodź!
Jesteśmy w sklepie. Tina podaję mi wózek i powoli, od niechcenia go wiozę przed siebie. Położyłam łokieć na rurce, którą trzymałam drugą ręką i lekko ugięta patrzyła ze zmrużonymi oczami na sięgającą do wyższych półek Tinę. Byłam zmęczona, ale próbowałam za bardzo tego nie pokazywać.
- Kurczę, zapomniałam wziąć portfel. - poklepywała się po kieszeniach.
- Na mnie nie patrz. - mówiłam z dłonią przyciśnięta na policzku.
- Ja zapłacę. - powiedział mężczyzna stojący za nami w kasie.
- Nie, nie możemy tego... - mówiła Tina.
- Spokojnie. - sprostował z uśmiechem.
Tina patrzyła na niego i uśmiechała się, a moja poza nadal był niezmienna.
Wyszliśmy razem ze sklepu. Coś tam rozmawiali ze sobą, ale nie chciało mi się ich słuchać. Tina tylko chichotała pod nosem. Stanęliśmy przed jego samochodem, w którym siedziało dwóch mężczyzn. Z tego co udało mi się wychwycić, kiedy mówili to to, jak mają na imię i że cała ich trójka ma 25-26 lat.
- Tina czas wracać. - upomniałam ją.
- Już, już.
- Może podwieziemy? - zaproponował jeden z nich.
- Czemu nie. - spojrzała na mnie.
- Tina! - ogarnęłam się. - Wam nikt nie powiedział, że na przejażdżkę dziewczyny nie poderwiecie.
- A ktoś tu mówił o podrywaniu? - powiedział drugi z nich.
- Daj spokój Ines. Chodź.
Nie chciałam puszczać Tiny samą  z tymi kolesiami, więc się zgodziłam. Ale jak najszybciej chciałam stamtąd wyjść. ina ciągle się podlizywała, a oni patrzyli na mnie i na Tinę, jak tygrys na łanię. Okropne uczucie, kiedy siedzisz pomiędzy dwoma tygrysami i jesteś bezbronna. Nie wiedziałam co to za kolesie i mam nadzieję, że się nie dowiem.
- Powiedziałam specjalnie, żeby zatrzymali się kilka domów przed domem cioci, by nie poznali naszej lokalizacji. Tina na szczęście była tak zajęta flirtowaniem z facetem, który zapłacił za nasze zakupy, że nie sprostowała adresu zamieszkania.
- Może pomożemy z zakupami.
- Nie dzięki. Damy sobie radę. - odpowiedziałam nieco wulgarnie.
Poczekałyśmy, aż odjadą i ruszyłyśmy ostrożnie do drzwi.
- Na głowę upadłaś?!
- O co ci chodzi? - nadal była rozkojarzona. - Widziałaś jakie ciacha?
- Taa... I dużo starsi.
- I co z tego. - spojrzała na mnie. - Mogłabyś do któregoś zagadać. Tylko Michael jest mój.
- Z tego co wiem to jesteś z Tomem.
- A ty z Luke'em.
Stanęłam rozkojarzona. Faktycznie to co miało się zdarzyć z Matthew'em nie powinno mieć miejsca. To kompletnie nie fair.
- Ines, przepraszam... - Jąkała się. - Ja nie chciałam tego powiedzieć.
- Yhmm... - pokręciłam głową. - Masz rację.
Siedzę w kuchni i rozpakowuje reklamówki. Tina wzięła się za sprzątanie całego domu. Poprosiła mnie, bym upiekła babeczki, na szczęście to nie filozofia bo są z pudełka.
Rach ciach i zrobione. Teraz Tina zajęła miejsce w kuchni, a ja poszłam do swojego pokoju przygotować śpiwory i materace. Chwilę później przyniosła miski z przekąskami, napoje i razem przeniosłyśmy X-BOX do pokoju. Poszperałam w jej płytach z muzyką, ale samo średniowiecze.
- Nie masz nic lepszego? - krzyknęłam.
Pokręciła głową, bo odpisywała po kryjomu SMS-y.
- Z kim tak romansujesz?
- Z Tomem.
- Yhym. - uśmiechnęłam się. - Pozdrów go.
- Okey.
Pół godziny później zaczęło się dzwonienie do drzwi. Dziewczyny przyniosły torby pełne jedzenia, ubrania na przebranie i kosmetyki. Jasmine miała z nich wszystkich najbardziej przepełnioną torbę, co mnie nie zdziwiło.
Spojrzałam na telefon, na którym znalazły się dwa SMS-y od Matthew'a i kilka nieodebranych połączeń od cioci.
Zadzwoniłam do niej, bo nie wiem o co chodzi, skoro tyle razy chcieli się ze mną skontaktować.
- Dlaczego nie dobierasz? - zaczęła ciocia.
- Nie słyszałam dzwonka. Przepraszam, a coś się stało?
- Tak. Czekamy z Matthew'em na ciebie na lotnisku.
- Na lotnisku? - wytrzeszczyłam oczy.
- Matthew napisał do ciebie SMS-a. Miałam was zabrać na weekend.
- Jeju. - zakryłam usta dłońmi ze wstydu. - Tak mi przykro. Przepraszam.
- Za godzinę wracamy, więc siedź w domu. - powiedziała z wściekłym głosem.
Pierwszy raz słyszę ją taką wściekła. Zawsze jest taka miła, szczególnie dla mnie.
- Czyli nie mogę zaprosić koleżanek na noc?
- Nie denerwuj mnie.
Rozłączyłam się i poszłam otworzyć drzwi. Przede mną stała Katy, Zoe, Mia i Olivia.
Rzuciły się na mnie od razu, kiedy otworzyła drzwi. Weszły do środka i przywitały się z resztą.
Otworzyłam lekko usta, by je poinformować, że impreza odwołana, ale dziewczyny tyle jechały, że nie miałabym serca im tego powiedzieć. Kiedy zamykałam drzwi, ktoś złapał moje ramię.
- Cześć Ines. - powiedział znany mi już głos.
Odwróciłam się, by sprawdzić czy mój słuch ma rację. I tak. Ma całkowitą rację.
- Co ty tu robisz?!
- Nie krzycz Ines. - uspokajała mnie Katy. - Aaron nas tu przywiózł.
- Jak... Ty... Co? - byłam w szoku. Zamurowało mnie totalnie. - Ty tak spokojnie mówisz.
- Tak. - spojrzeli na siebie i złapali się za dłonie.
- No nie wierzę. Po tym jak cię zranił, tu mu wybaczyłaś?
- Ines... On tak strasznie się starał, nie dawał mi spokoju i.. na prawdę się zmienił.
- Daj mi szansę Ines. - wtrącił się.
Otrzepałam głową, zamknęłam oczy i przez sekundę próbowałam się obudzić.
- Dobra... - uniosłam dłonie równo do klatki piersiowej. - To wasze życie. Jeśli z nim jesteś szczęśliwa to zaakceptuje to, ale jeśli ją znowu zranisz...
- Nie zranię. - sprostował.
Weszli do środka i usiedli na kanapie.
- Zadzwońcie po Toma. - ktoś krzyknął z grupy.
- A Luke nie mógł przyjechać? - spytała Zoe.
Spojrzałam na Tinę, a ona na mnie.
- Niestety nie mógł. - wytłumaczyła Tina.
Łza poleciała mi z oka i chyba Katy z Mią zwróciły na to uwagę. Odeszłam kawałek, by uspokoić ból i łzy.
Godzinę później siedzimy w moim pokoju oglądając jak Zoe i Lu tańczą Break dance na X-BOX.Tom przyszedł dosłownie dziesięć minut temu. Słyszę jak ktoś wchodzi do drzwi.
Schodzę na dół, by poinformować ciocię o imprezie.
- Wiesz ciociu...
- Nie wygoniłaś ich?
- Nie, nie miałam serca, bo przyjechała Katy i reszta.
- Niech zostaną. I tak Jack zaprosił mnie na dzisiaj, więc na razie ci odpuszczam, ale od jutra masz szlaban.
- Okey. - skinęłam głową.
Ciocia poszła na górę do swojego pokoju, a ja zostałam sama z Matthew'em. Poszedł po szklankę soku pomarańczowego do kuchni. Weszłam do salonu i wzięłam duże poduszki takie jakby płaskie pufy, czy coś w tym rodzaju. Były trzy, więc Matthew pomógł mi się z nimi zabrać.
- Mogę się dołączyć do was?
- Jeśli chcesz.
- A ty chcesz?
Wzruszyłam ramionami.
- Masz Lu. - rzuciłam do niej jedną poduszkę.
- Dzięki. - krzyknęła roześmiana.
- Ja też chce.- podbiegła do mnie Zoe, wyrywając mi z ręki drugą poduszkę.Przecież położyłam gdzieś w wolnym miejscu i usiadłam razem z Matthew'em, który dosiadł się nie proszony. Usiadł za mną, trzymając mnie delikatnie, ale nieco mocniej w tali. To było miłe uczucie, ale nie warte zapamiętania.
- Wychodzę. - powiedziała ciocia, wchodząc do pokoju.
- Dzień dobry. - wszyscy mówili jedno za drugim.
Ciocia patrzyła na mnie, ale w głębi duszy poznaję ten wzrok: ''Ines tylko się nie zakochaj''. I wyszła. Ma rację. Jestem za bardzo uczuciowa, za bardzo rozkojarzona i za bardzo pełna nadzieii. To samo czynię w przeciwną stronę.
- Oglądnijmy coś! - zaproponowała Olivia.
- Właśnie! - krzyknęła Mia.
- Co na przykład? - spytałam.
- ''Pięćdziesiąt twarzy Grey'a?'' - zasugerowała Zoe.
- Nie masz skończonych szesnastu lat.
- To co?
- Ja jestem za. - uniosła rękę Lu. - Ktoś jeszcze?
Powoli wszystkie dłonie podnosiły się do góry, więc odpuściłam i sama podniosłam.
Zeszliśmy na dół. Katy zapoznała Matthew z Aaronem. Katy i reszta dobrze znają Matthew'a.
Kanapa była dość szeroka, więc kilku osobom udało się swobodnie usadowić. Dwa fotele leżały po bokach kanapy. Zoe i Lu przyniosły dla siebie z góry poduszki, które wcześniej przyniosłam. Chłopaki wyszukiwali filmu na bezpłatnej stronie i bez logowania. Ja, Mia, Jasmine, Olivia i Katy poszłyśmy po przekąski. Wzięłyśmy chipsy, popcorn, słone orzeszki, chrupki kukurydziane i napoje. Fotele były zajęte, więc usiadłam gdzieś po środku na kanapie. Było wolne miejsce obok mnie. Nie za duże, ale było. Wiedziałam, że Matthew koło mnie usiądzie. Nie przegapiłby takiej okazji. Ale tak się nie stało. Miejsce obok mnie zajęła Katy, koło której już wcześniej siedział Aaron. Matthew rozgląda się i patrzy czy są wolne miejsca. Szperam w komórce, by odizolować się od tej sytuacji. Nagle Katy krzyczy, że film się zaczyna i żebyśmy byli cicho. Jasmine mówi Matthew, aby usiadł obok mnie. Więc Jasmine i Mia robią mu miejsce, schodząc parter niżej prosto na dywan. Tina i Tom także zeszli na dół po drugiej stronie kanapy. Poszłam po koce, bo w domu robiło się chłodniej. Dałam wszystkim i zaczęliśmy oglądać film. Musiałam podzielić się z Matthew kocem, bo na moje na szczęście, ciocia nie potrzebowała tylu koców w domu. Mijają minuty, a mi co raz zimniej. Tom obejmuje Tinę, która kładzie głowę na jego ramieniu. Katy obejmuje dłońmi żebra Aarona, po czym delikatnie kładzie skroń na jego klatce piersiowej. Matthew próbuje także być romantyczny. Sięga dłonią do mojego ramienia, a drugą ręką próbuje znaleźć moją pod kocem. Schlebia mi to, ale myśli o Luke'u tłumią wszystkie uczucia. Powtarzam sobie w myślach: ''Nie kocham Matthew'a, nie kocham Matthew'a'', po czym mówię na głos, ale szeptem do jego ucha: Nie mogę. Odsuwa się, a po chwili znów sięga do mojego ramienia, jakby to co mówię w ogóle nie miła dla niego znaczenia. Obejmuje mnie i trzyma mnie za dłoń pod kocem, którą delikatnie muska opuszkami palców. Przyjemne, ale niebezpieczne dla moich uczuć. Potrzebuje Luke'a. Właśnie teraz. Jednak to o potrzebuje mnie. Właśnie teraz, a co ja robię? Pozwalam kolesiowi rozwalić mój związek.
- Oooo Zoe nie patrz! - odezwała się Mia.
- Trudno. - mówiła. - Kiedyś też tak skończę.
- Jeśli w ogóle.
- Dla ciebie zostanę lesbijką. - wspierała ja Lu.
- Ha,ha. - zaśmialiśmy się.
- Cicho! Teraz najlepszy moment... - powiedziała Tina.
Ciepła dłoń Matthew'a jeździła mi po udzie, przez co dostałam gęskiej skórki. Jechał wyżej, aż łzy same chciały spływać mi po policzkach. Wstałam, tak by nikomu nie zakłócić oglądania i poszłam na górę niezauważalnie. Czułam na plecach wgapiony we mnie jego wzrok. Poszłam do swojego pokoju na balkon. Stanęłam przy barierce i patrzyłam w dół, by łzy mogły swobodnie spływać mi po twarzy. Nie ukrywam emocji, bo jestem tu tylko ja. Przynajmniej byłam.
- Co się dzieje? - Jego dłoń spoczęła na moim ramieniu.
- Nic. - wytarłam ręką łzy.
- Przecież widzę.
- Daj mi spokój.
- Nie mogę.
- Możesz.
- Mogę, ale nie potrafię.
- O co ci chodzi?
- O nic.
- To czego ty chcesz.
- Tylko ciebie.
Mój wzrok utkwił w jego oczach przez krótki moment.
- Nie możemy być razem.
- Dlaczego?
- Bo nadal go kocham.
- Zostawił cię.
- Nie zostawił! - krzyknęłam, po czym spuściłam ton. - To ja go zostawiłam.
- Nie rozumiem.
- To jest skomplikowane.
- Opowiedz mi o tym.
- Przykro mi, ale jesteś ostatnią osobą, której miałabym zamiar o tym opowiedzieć.
- Dlaczego? - jego głos robił się co raz bledszy i cichszy.
- Bo oczekujesz ode mnie czegoś, czego nie chcę.
- A tamta noc? - pogłaskał mnie po twarzy.
- Nic nie znaczy dla mnie.
Przez chwile zapadła niezręczna cisza. Jego ręka odsunęła się ode mnie, tak jak i jego ciało. Spojrzał do góry na gwiazdy, wydychając dym z ust.
- Szkoda... - powiedział urywającym głosem. - Dla mnie miała wielkie znaczenie.
- Przykro mi.
- Mi też. - powiedział i odszedł.

piątek, 9 października 2015

ROZDZIAŁ VI

Dzień był monotonny, czyli taki jak zawsze. W szkole albo było duszno, albo ja dostałam napadu dusznicy. Pan od wf kazał mi robić sto przysiadów za niewykonanie wydanych przez niego ćwiczeń. Skandal! Ma problem, bo szybko się męczę. Niech porozmawia z moim od spełna kryzysów serca, bo to ono jest winne temu napadu. Że on jeszcze tu uczy. Szkoda, że dyra nic o tym nie wie. Chodzą plotki, że oni ze sobą kręcą, ale czy ja wiem. Może jakiś bujdy na resorach.
Wychodzę ze szkoły z Isabell. Jest piątek i jak zawsze idziemy na deser lodowy, na który dostajemy zawsze po zakupionych deserach bony na następny tańszy, ale taka sama duża porcja. Opłaca się wydać parę miedziaków na chwile przyjemności. Szybko topiąca się ciecz, ale jak cieszy.
- Przepraszam, muszę odebrać. - powiedziała Isabell, odchodząc od stolika.
Siedzę i poruszam nogami, które zwisają mi swobodnie na krześle barowym. Ekran komórki daje sie we znaki. Tapeta w serduszka na ekranie blokady... Hmm?! Muszę ją wreszcie zmienić.
- Co się dzieje? - zaczęłam.
- Spotykamy się dzisiaj? - mówi Jasmine.
- Czemu nie. - wzruszyłam ramionami. - O której?
- Szesnasta?
- Jasne.
- To do zobaczenia.
- Pa. - rozłączyłam się, kiedy Isabell usiadła przede mną.
- Rozmawiaj. Nie przeszkadza mi to.
- Ale i tak już nie było o czym. O szesnastej muszę wyjść.
- Pewnie. Dojemy lody i pójdziemy.
Zjadłyśmy, zostawiłyśmy pieniądze na stoliku i wyszłyśmy. Wstąpiłyśmy do biblioteki, bo Isabell miesiąc przetrzymuje "Pięćdziesiąt twarzy Grey'a". Nie wnikam dlaczego.
Pożegnałyśmy się i poszłyśmy w dwóch innych kierunkach. Przypomniał mi się dzisiejszy list. Nie była na nim podana godzina. Muszę teraz szybko wykombinować, co zrobić, by ani się nie spóźnić, ani długo nie czekać. Jednak mam obawy. Nie znam tego kogoś, a sama muszę tam iść. Z drugiej strony bardzo zależy mi na Luke'u i muszę coś zrobić, a nie bezczynnie siedzieć.
- Cześć Tina. - zaczęłam.
- Możemy spotkać się za 10 minut obok twojego internatu? Musimy porozmawiać.
- Jasne. Zaraz będę.
Czekam 7 siedem minut, oparta o murek. Rozglądam się, bo mój mózg tak chce. Wzrokiem śledzę kroki przechodni.
- Jestem. - przytuliła mnie na powitanie. - To o czym chciałaś porozmawiać.
- O Luke'u. - pociągnęłam ją za nadgarstek.
W dwadzieścia minut skróciłam jej ostatnie informacje plus-minus pięć minut na wczorajszą poprawka dzisiejszą noc z Matthew'em.
- Huhu dziewczyno. - przykryła usta dłońmi. - Nie poznaje cię tygrysico.
- Weź przestań. To poważna sprawa. - Nie wiem co mam robić.
- Hmm... Musisz na pewno coś zrobić, by dowiedzieć się co jest z Luke'em. Skup się na nim, a nie na przyjemnościach. Pamiętaj, że możesz kochać tylko jednego z nich. Wybór należy do ciebie, a co z nim zrobisz to już nie mój biznes. Jednak dobrze się zastanów.
- Nie pomagasz.
- Pójdziemy na to spotkanie razem. Ukryje się gdzieś na wszelki wypadek. Też chce wiedzieć co się z nim dzieje. Wisi mi piątaka.
- Przestań! - lekko się zaśmiałam. - Ale dzięki, że ze mną tam pójdziesz.
- A o której?
- Nie wiem. Pójdziemy tam o dziewiętnastej.
- Jasne.
- Dobra chodź, bo umówiłam się z Jasmine i resztą.
Na umówionym spotkaniu Jasmine zaprosiła nas do kina. W sumie to nie jest zły pomysł. Jednogłośnie się zgodziliśmy i ruszyliśmy czwartą aleją, aż dotarliśmy do kina. Chłopaki z Jasmine poszli kupić bilety, a my zajęłyśmy kolejkę do przekąsek. Stoimy rozproszone w kolejce obok siebie. Tak na prawdę wyglądało, jakby tylko Tina w niej stała, a my towarzyszymy jej. Śmiech mnie nie opuszcza. Jest mi strasznie wstyd za Lu, która naśladuje starszego faceta przed nią, o nietypowych gestykulacjach.
- Ines chyba dzwoni ci telefon. - krzyknęła Lu.
- Faktycznie. - patrze na ekran komórki. Nieznany numer.
Idę kawałek za wielki marmurowy słup. Odbieram i natychmiast przykładam słuchawkę do ucha.
- Tak? - zaczęłam.
- Oj nie ładnie cukiereczku...
- Kto mówi?
- Pamiętasz o naszym spotkaniu?
- Nie podałeś godziny. I z kim rozmawiam?
- Ja na twoim miejscu stałbym pod umówionym miejscem nawet cały dzień dla ukochanego. Najwidoczniej ci nie zależy. Ja już dobrze wiem, co z nim zrobić, ale się upiera, że tobie zależy... Nie ładnie...
- Zamknij się! Cholernie mi na nim zależy, a jeśli go skrzywdzisz...
- No, no, no. - przerwał pieszczotliwym głosem. - To co mi zrobisz?
- Gdzie jest Luke?!
- Sekret.
- Przestań chrzanić!
- Nie grzeczna.... Lubię takie. Może pójdziemy na jakiś układ. Co ty na to? - zaśmiał się szyderczo.
- Na nic z tobą nie pójdę. Daj nam spokój wreszcie. Co on ci zrobił?
- On? Nic...
- To po co to robisz?
- Nie jesteś moją matką.
- Mam cię już dość. Przestań ze mną grać. Masz go wypuścić!
- Ja wciąż czekam, a czas ucieka cukiereczku. TIK-TAK.
- Czekaj tam gnoju!
Rozłączyłam się i uciekłam niezauważalnie z kina. Kierowałam się siódmą aleją, aż dotarłam na miejsce. Stare wysypisko śmieci. Rozglądam się, by dostrzec jakąkolwiek żywą istotę. Ciemne chmury zasłoniły całe światło. Mrok się rozprzestrzenił na całą powierzchnie. Chyba będzie padać. W powietrzu, aż czuć deszcz... I odór odpadków. Idę obracając się wokoło.
Kurczę jak tu cuchnie. Mówię do siebie, by nie zdradzić swojej lokalizacji. Wibruje telefon w kieszeni. Wyłączyłam dźwięk, by nie dawać znaków życia.
- Idź w lewo, aż dojdziesz do kontenera z plakietką "szkło".
Czytam,analizuje,idę. Dochodzę do kontenera. Nikogo nie widzę, nie słyszę szeptów, czy kroków. Jestem tu sama? Zastanawiam się. Strach już dawno mnie opuścił. Próbuje uporać się z myślami o Luke'u. Nadal go kocham. Nadal jest częścią mnie i wiem, że ja jego też. Sięgam do kontenera. Stoję na palcach i przeszukuje wierzch śmieci. Widzę kartkę w środku butelki. Patrze na nią, rozglądam się i biegnę do wyjścia.
Jestem już w domu. Telefon podłączyłam do ładowania. Miałam cztery nieodebrane połączenia od znajomych. Kurczę mam nadzieje, że niczego nie spartaczyłam. Ktoś przekręca kluczyk w zamku. To Matthew.
- I jak film? - pytam na wstępie, by przewietrzyć złą atmosferę.
- Ni jak.
- Nie rozumiem?
- Dlaczego cię nie było? - sięgnął po czekoladowe mleko z lodówki.
- Miałam pilny telefon od wychowawczyni.
- Ukrywasz coś przede mną.
- Nic nie ukrywam.
Podszedł do mnie, stanął na wprost mnie i przyjrzał się uważnie moim oczom. Krople deszczu doszczędnie zmoczyły jego włosy i ubrania. Końcówki opadały mu na czoło. Mokra bluza dotykała moich gołych ramion. Przeszła mnie gęsia skórka.
- Idź się przebierz, bo będziesz chory.
- Nie zmieniaj tematu.
- Idź. - odepchnęłam go lekko.
Zrobił to co mu powiedziałam. Przebrał się w mgnieniu oka i zszedł na dół. Akurat zdążyłam z kanapkami. Podałam mu talerz, kiedy siadał na krzesło barowe. Otrzepałam dłonie o siebie i powoli idę w kierunku salonu.
- Stój Ines. - zatrzymał mnie łapiąc jedną ręką w tali. Przysunął do siebie, a później obrócił, by mieć ze mną kontakt wzrokowy. - Powiedz mi co się dzieje. Chce wiedzieć.
- Nie mogę.
- Chodzi o Luke'a?
- Hmm... - mruknęłam. - Nie...
- Nie kłam. Odzywał się?
- Powiedzmy.
- Dlaczego nie mówiłaś?
- To jest sprawa moja i jego. Bez osób trzecich.
- Kochasz go? Nadal go kochasz prawda?
- Matthew... - pokiwałam głową.
- Odpowiedz mi.
Wzięłam głęboki wdech, ale za nim mu odpowiedziałam, zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Stój tu. Pójdę sprawdzić kto to. - powiedział z pełną odwagą.
Jest na prawdę późno, więc nie mam bladego pojęcia kto to może być. Toffu szczeka na zamknięte drzwi.
Chwile później do kuchni przychodzi Matthew.
- Kto to?
- Ktoś sobie żartuje.
- Yhym...
Stoimy chwilę w ciszy. Pierwszy krok zrobił on. Podszedł po talerz i wziął go na górę. Nie wraca do tematu i raczej nie wróci. Ja sama nie wiem co miałabym mu odpowiedzieć. To wszystko jest pochrzanione.
Wchodzę do pokoju, a przede mną otwarty balkon. Przecież zawsze go zamykam. Dziwne. Zamykam drzwi balkonowe, poprawiam zasłony i przechodzę obok łóżka po laptopa. Wchodzę na facebook'a. Isabell napisała mi zadanie z matematyki. Dobrze jest mieć koleżankę prymusa.  Sięgam do stolika nocnego po kartkę i długopis. Na wierchu leży niechlujna kartka.
"Otwórz"
Duże, drukowane litery mnie przerażają. Wytrzeszczam oczy i sięgam do torebki. Wyciągam butelkę i jej zawartość.
"Cześć Ines. Wiem, nie odzywałem się, ale musiałem pilnie wyjechać. Rodzice dostali umowę, więc nie miałem prawa głosu w tej sprawie. Ale kocham cię i nie ważne, czy miałby to być koniec świata, czy najdłuższa podróż w kosmos. Zawsze przy tobie będę, a moja miłość do ciebie nie będzie miała prawa zgasnąć. Chciałbym mieć z tobą częstsze kontakty, móc rozmawiać godzinami jak kiedyś, ale tutaj mam rygor. Koszmarne piekło, koszmarny kraj. Ale jako tako nie jest najgorzej. Poznałem kilku ludzi. Szkoła też nie najgorsza, ale wiedząc że moja ukochana siedzi ze łzami w oczach, zamknięta w pokoju i myśli gdzie jestem to boli mnie serce. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało i jesteś tą jedyną, na którą warto było tyle czekać. Mimo kilometrów nasza miłość nie powinna mieć tak wielkiego znaczenia. Robię wszystko, by na święta wrócić do USA i stanąć przed drzwiami twojego pokoju. Tylko na to czekam od kąt tu jestem. Kocham cię Ines. Czekam na odpowiedź. Bądź dzielna księżniczko.
P.S. Na zawsze razem. Jak nasza obietnica."
Łzy kręciły mi się w oku. Dlaczego list został zaadresowany do mnie, a wdarł się w ręce brudnego kolesia z telefonu.
Na odwrocie kartki widnieje: "S,R,1". Co to ma niby znaczyć?!

- "S,R,1" - pyta zdziwiona Tina. - co to niby znaczy?
- No właśnie nie wiem, dlatego przychodzę z tym do ciebie.
- Wiesz, że na takim czymś to najlepiej zna się...
- Tom... - przewróciłam oczami. - Tak wiem, ale jest za wcześnie by im mówić.
- Za wcześnie? Chyba za późno... - zaczęła szybko mówić.
- Wszystko w swoim czasie. - przegłuszyłam ją.
- Ines...
- Tina, na razie muszę ogarnąć o co chodzi.
- Ale nie dzisiaj.
- Czemu?
- Jest sobota, odpręż się trochę, bo za dużo się u ciebie ostatnio dzieje. - zaczęła masować moje ramiona.
- Hmm... - zamknęłam oczy. - Mam tak po prostu się odprężyć, kiedy Luke'u może być w niebezpieczeństwie.
- Na razie dostajesz podpowiedzi, więc musisz tylko czekać. To ci pozostało.
- Nie zawsze będę szła na łatwiznę Tina. Boje się o niego. Jeszcze ten list.
- Ja też się boje, ale będzie dobrze. Zobaczysz jeszcze wróci do nas i będziecie znowu razem.
Razem? Bardzo chcę, ale jeśli Matthew zniknie z mojego punktu widzenia. Oboje mieszają mi w głowie. Tina ma racje... Nie ma miejsca dla nich obojga w moim życiu. Jednak Luke'a mimo wszystko i tak mam zamiar znaleźć. Za bardzo jest dla mnie ważny. Najważniejszy. Teraz chyba żałuje tej niedoszłej nocy z Matthew'em. Yhh...
- Może zrobimy sobie babski wieczór? - zaproponowała Tina.
- No nie wiem.
- Ines. Zrelaksuj się. Te problemy cię wykończą.
- No dobra.
Zgodziłam się. Może to dobry pomysł.

niedziela, 4 października 2015

ROZDZIAŁ V

- Myślisz, że dobrze robimy? - zaczęłam, a głos urywał się po każdym słowie. 
- A dlaczego nie?
- No nie wiem. - kręciłam palcem wskazującym po jego torsie. - Trochę się krępuje i...
- I? - przesuwał dłonią po moim policzku. Lekko ją przytrzasnęłam między policzkiem i ramieniem.
- I... - zamknęłam oczy, ocierając policzkiem jego wewnętrzną stronę dłoni. - Nigdy tego nie robiłam. Trochę się boje.
- Jeśli pocieszy cię fakt, że też jestem amatorem, to było by super. Lubię jak się uśmiechasz. Jesteś taka urocza i masz seksowne dołeczki w policzkach. - lekko uderzył czołem o moje czoło.
Zachichotałam.
- Jest ciemno, więc i tak nic nie będziemy widzieć. Na dworze też ciemno więc drugi plus. 
- Ale będziemy się dotykać. - wymamrotałam.
- Nie zrobię ci krzywdy. - powiedział spokojnym i wiarygodnym głosem. - Nie chcę cię skrzywdzić Ines.
- Wiem. - przytaknęłam głową. 
Nastałam chwila ciszy. Czułam jego ciepły oddech na ustach, później na karku, ramieniu i co raz niżej. 
- Jeśli nie chcesz... 
- Chcę. - powiedziałam stanowczo. - Tylko muszę się przygotować.
- Dobrze.
Podniósł moją koszulkę i wsadził pod nią głowę, muskając delikatnie mój brzuch. Kierował się do góry, nie przestawając ślinić mojego ciała. Było mi przyjemnie, co powodowało mętlik w mojej głowie. Boje się, ale chce tego. Nie wiem czy Matthew, to właśnie ta osoba, z którą tego chce, ale... Chce tego... Chce tego z nim, ale nie wiem czy on jest odpowiednim kandydatem. To nie logiczne. Nie spójne, ale co może być racjonalne dla 16-latki... Chce zapomnieć o problemach, o Luke'u i o wszystkim i wszystkich. Chce czuć to uczucie, tą namiętność, ten rozrywający dech w piersiach... To chyba miłością. Ludzie to robią najczęściej z miłości, a nie z samego pożądania... Ja jednak nie wiem czym się kieruje. Z jednej strony... Bardzo go lubię, chociaż nie cierpię, ale jest mi bliski, taki przyjacielski... Jest mi z nim dobrze. Z drugiej strony nienawidziłam go, teraz zaspokajam nim myśli, by zapomnieć o Luke'u, co nie jest na miejscu. Nie jestem taka. Albo nie byłam. Jestem inna i z każdym dniem się zmieniam. Moje uczucie chyba też. Luke idzie w odstawkę, a na jego miejsce wchodzi tak po prostu Matthew. Przeraża mnie ta rzeczywistość... To realne złudzenie, ale realne... To się dzieje. Przecież myśleliśmy z Luke'em jeszcze nie dawno o przyszłości, o studiach, o rodzinie... Teraz mam znów układać sobie plany na życie z kimś innym? Przecież to z Luke'em chciałam mieć swój pierwszy raz... Teraz już sama nie wiem.
- Wszystko w porządku? - zaczął, zostając w tej samej pozycji.
- Czy ty chcesz to zrobić z miłości do mnie, czy wykorzystujesz nieobecność cioci i moją naiwność?
Powoli wyszedł spod mojej koszulki i podniósł się, znów stykając czoło o moje czoło.
- Od zawsze cię kochałem. Myślisz, że te wszystkie złe rzeczy, kiedy byliśmy mali robiłem, by patrzeć jak płaczesz? - otarł moje łzy, kiedy wypowiedział te zdania. - Kocham cię, kochałem i zawsze będę cię kochać, choćby nie wiem co. I chce to zrobić z miłości, chce cię uszczęśliwić i pomóc ci zapomnieć o tym niesprawiedliwym świecie, o tym dupku i... O tym wszystkim co cię spotkało.
Dupku? Co dziwne... Nie zabolało mnie to. Może ma racje. Może Luke odszedł, bo miał mnie dość. Może kilometry, które nas dzieliły za bardzo go przytłaczały. Nie chce dopuścić innej myśli do głowy. Niech będzie jak jest.
- Wiesz... Ale ja nie wiem co do ciebie czuje. - łzy spływały mi ciurkiem. - Nie chce zrobić tego od tak, ale wszystko dzieje się tak szybko...
- Rozumiem i nie mam i tego za złe. - otarł moje łzy. - Kiedyś zrozumiesz co do mnie czujesz, a ja będę czekać na ciebie. Zadbam o ciebie, o twoje uczucia. Nie jestem draniem, który by cię tylko wykorzystał. Zależy mi na tobie jak na nikim dotychczas. Będę delikatny, czuły, opanowany. Zadbam o ciebie jak o księżniczkę, której należy się wszystko co najlepsze. Tylko... Musisz mi pozwolić się do siebie zbliżyć. Może nie koniecznie o taki sposób mi chodzi, ale o wszystko. Uszczęśliwię cię... Więc jak.
Wahałam się przez moment. Kalkuluje wszystko co powiedział. Cieszy mnie to. Ciesze się, że to powiedział, bo teraz wiem, że mu na prawdę na mnie zależy. 
- Dobrze. - musnęłam jego usta.
Odwzajemnił pocałunek. Delikatnie zsuwa dłoń z mojego policzka, ocierając się o ramię i spuszczając rękaw bluzy z mojej ręki. Bardzo powolny ruch, taki precyzyjny. Nie śpieszymy się. Całujemy się delikatnie, lekko unosimy, by mógł zdjąć bluzę z moich ramion. Strzela gdzieś nią po pokoju i tylko słychać uderzający zamek o panele. Pomagam mu zdjąć koszulkę. Przejeżdżam opuszkami palców po jego skórze. W górę i w dół, w dół i w górę. Przekładam jedną nogę przez jego biodra i lekko kładę go na łóżko. Muskam jego szyję, później ramiona, klatkę piersiową, a później do góry ocierając swoje wargi o jego. Oddychamy powoli, spokojnie, opanowując emocję. Jeździ dłońmi po moich udach, kierując się wyżej. Dotyka guzika od rozporka i odpina go. Z łatwością rozsuwa nieco stary zamek od spodni i zsuwa je nisko, aż do kolan. Zdejmuje je, a on się podnosi, tak że siedzę na jego udach, nie odrywając ust, od jego ust. Zwija od dołu koszulkę w palcach i ściąga mi ją zręcznie przez głowę. Kładę delikatnie ręce na jego umięśnionych ramionach i przedramionami macam jego obojczyki. Całuje moją szyję, później schodzi w dół, aż do piersi. Unoszę lekko głowę do góry i zamykam oczy, rozluźniając wszystkie napięte mięśnie. Wciągam i wypuszczam powietrze z każdym ruchem jego muskania ustami. Serce bij mi mocniej, a później znów wraca do stanu spoczynku. Próbuje dobrać się do zapięcia. Lekko wchodzi palcami do góry po moich plecach, jak zwinny człowiek-amator wspinający się na ściankę. Dotyka zapięcia i z łatwością je odpina. Powoli ściąga z moich ramion ramiączka, a stanik opada niżej. 
- Cholera jasna! - ktoś krzyknął z dołu. - Szlak by go!
- Ciocia? - powiedziałam cicho, trzymając biustonosz na piersiach.
- Miała wrócić jutro.
- Schowaj się pod łóżko! - powiedziałam donośnym, ale cichym głosem. 
Zeszłam z niego i przykryłam się kołdrą, zapinając biustonosz. Matthew spadł na podłogę z czego zrobił głośny hałas.
- Co się dzieje? - krzyknęła ciocia.
- Cholera! Idzie tu! - krzyczę szeptem.
Zapalam światło, by Matthew mógł pozbierać ubrania z podłogi.
Ciocia szarpnęła za klamkę i otworzyła drzwi.
- Co się tu dzieje? - spytała zapalając duże światło.
- Nic.
- A ten hałas? 
- Spadła mi książka, ale już podniosłam. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie śpisz jeszcze? 
- nie mogę jakoś.
- No dobrze. To spróbuj przynajmniej. Jeszcze zajrzę do Matthew'a.
- Nie! - krzyknęłam. 
- Dlaczego? - uniosła jedną brew do góry.
- Bo... - kierowałam wzrokiem po pokoju. - Bo... Ehh dziewczyna z nim zerwała i przeżywa to strasznie, więc lepiej tam nie wchodzić.
- To on miał dziewczynę? Nic nie mówił.
- No ja też o Luke'u szybko ci nie powiedziałam.
- No w sumie racja. - zrobiła wzrok myśliciela. - Dobrze, no to idź spać. Jutro cię wcześnie budzę. 
- Jasne. - puściłam jej oczko. 
Zgasiła światło i zamknęła drzwi.
Chwile poczekałam, aż zejdzie i pozwoliłam wyjść Matthew spod łóżka.
- Teren czysty.
- Myślałem, że nie wyjdzie. - przewrócił oczami.
- No ciocia to gaduła.
Podał mi moje ubrania i położyłam je obok siebie. Przeszedł obok łóżka i usiadł na wprost mnie.
- Coś nam nie wyszło. - lekko się uśmiechnął, łapiąc moją dłoń.
- No trochę. - zrobiłam to samo. - Ale i tak bardzo mi się podobało.
- Mi też. - musnął moje ramię. 
- Chyba powinniśmy iść spać. - zaproponowałam.
- Teraz to nie zasnę. Będę myślał o tym wieczorze.
- Ja też. - przejechałam dłonią po jego klatce piersiowej.
Przechyliłam się do przodu, tak że nie miałam wyboru i położyłam się na łóżku. Przysunął się do góry i położył rękę na moim biodrze, bawiąc się palcami koronką majtek. Skierowałam głowę w jego stronę i jeździłam dłonią po jego brzuchu. Obróciłam się na bok i przysunęłam bliżej niego. Głowę oparłam na jego sercu. Biło tak spokojnie, a moje dudniło jak dzwon kościelny. Zjechał dłonią niżej po plecach, aż na pośladki. Powoli opuszczał je niżej. Czułam jak jego opuszki palców tańczą na moich pośladkach. Zamknęłam oczy. 
- Musisz już iść. - wymamrotałam niechętnie.
Spojrzał mi prosto w oczy, nie wypowiadając żadnego słowa. Podniósł się ostrożnie, wziął swoje ubrania i przykrył mnie kołdrą, dając ciepłego całusa w policzek.
- Śpij dobrze księżniczko. Bardzo cię kocham.
Patrzyłam na okno i usłyszałam tylko zamykające się lekko drzwi. Zamknęłam oczy i dałam się ponieść wyobraźni.
- Wstawać małolaty! Szkoła nadchodzi! Dzisiaj ostatni dzień przed weekendem! - krzyczała ciocia, tłukąc się garnkami po korytarzu.
- Matko! Znowu ten pieprzony piątek. Po co mi szkoła... - zgasił lampkę, która całą noc się świeciła i w samej bieliźnie okrążyłam pokój, by sięgnąć do szafki. Okryłam się długim sweterkiem i wyszłam z pokoju, idąc do łazienki. 
- Wyścig? - zaproponował uradowany Matthew, stojąc w samych spodenkach w progu swojego pokoju. 
- Jasne. - ruszyłam pierwsza. 
Miałam tylko 1m przewagi od pokoju do łazienki. Lekko krzyknęłam zauważając go tuż za sobą. Złapał mnie za biodra i ułożył plecami o ścianę tuż przy drzwiach łazienki. Uniosłam lekko ręce do góry, tak aby dłonie znalazły się na równi z głową. 
- Masz mnie. - uśmiechnęłam się najsłodziej jak umiem.
- No mam. - przysunął się bliżej. Splótł palce lewej dłoni z moimi z prawej ręki i przyłożył czoło do mojego czoła. Pokręcił nim delikatnie.
Zamknęłam oczy i oddychałam powoli. Czułam motylki z brzuchu. 
- I co ze mną zrobisz? - prowokowałam go słownie.
- Dobrze wiesz co. - zaśmiał się cicho, podnosząc do góry prawą ręką sweterek, który opadał mi do połowy uda. 
Zagryzłam wargę i odczepiłam się delikatnie od ściany, muskając jego usta. 
- Zbieracie się?! - krzyknęła ciocia z kuchni.
- Tak. - powiedziałam. - To kto pierwszy?
- Chodźmy razem. - zaśmiał się.
- Chciałbyś. - pchnęłam go delikatnie do tyłu.
- Nie zaprzeczę. - podrapał się w tył głowy, zmrużając przy tym oczy. Spojrzał na mnie, obczajając mnie od stóp do głowy. - Jesteś piękna.
- A ty nachalny. - znów zagryzłam wargę. - Idę, bo się jeszcze spóźnimy.
Skinął głową i odszedł kawałek.
Ogarnęłam się szybko i wyszłam. Nie zastałam go na korytarzu. Zeszłam do kuchni na śniadanie. Pachniało naleśnikami i syrop klonowym. Mniam!
- Jak ty to? - patrzyłam na jedzącego Matthew'a.
- Nie doczekałem się, aż wyjdziesz.
- Dobra, nie wnikam. - zaśmiałam się i usiadłam obok niego.
- Odwiozę was jak zjecie. 
- Okey. - wymamrotał z pełnymi ustami Matthew.
- Dlaczego tak wcześnie przyszłaś? - spytałam.
- Jack, ten pajac dobierał się do mnie. Pff
Spojrzeliśmy z Matthew'em z uśmieszkami na siebie. 
- To źle? 
- No wiesz... Jest przystojny, boski, umięśniony i ten... - oparła brodę o dłoń i spojrzała na sufit. - uśmiech. 
Skądś to znam... 
- Ale... Nie byłam pewna czy tego chce.
I to też znam.
- Może warto było dać mu szansę. - powiedział Matthew, łapiąc moją dłoń pod stołem.
- Teraz to przemyślałam i może... Po prostu musimy się bardziej poznać.
Hmm... Coś w tym jest. 
- Dobra! Zbierajcie się, bo się spóźnimy.
Zjedliśmy, wypiliśmy kakao i ruszyliśmy z plecakami do wyjścia.

- Siemanko Isabell! - podniosłam dłoń, na wprost jej twarzy.
- Yyy... No cześć. - zgubiła wzrok w moich oczach. - Co ty taka uchachana?
Uchachana?! 
- Aaa... Bo jest super, świetnie, fajnie i w ogóle.
- Yhym. Okey.
Zadzwonił dzwonek.
- Chodź. - złapała mnie za dłoń i pociągnęła do klasy.
Siedzimy na geografii. Trochę się nudzimy, więc jak reszta, piszę SMS-y z przyjaciółmi.
Właśnie dostałam wiadomość od Matthew'a.
Matthew: Kocham cię. 
I serduszko na końcu zdania. Jest taki uroczy. Uśmiech sam pojawił mi się na twarzy.
Ja: (serce)
Przez dziesięć minut pisał mi o uczuciach do mnie. Coś tam dodał o wczorajszej nocy. Musiałam niezauważalnie czytać te SMS-y.
Po chwili jakiś numer do mnie zadzwonił. Szybko się rozłączył. Ciekawe kto to. To nie numer Luke'a, ale... Czyżby przypuszczenia mnie nie myliły? 
Dzwonek. Wychodzę i szybko oddzwaniam na ten numer siedząc w toalecie. Ktoś odbiera. Huczy powietrze w słuchawce. Serce wali mi jak dzwon.
- Cześć Ines tutaj ciocia. 
Uff... 
- Przepraszam, że dzwonie z innego numeru, ale zapomniałam telefonu. Będę dzisiaj wcześniej, a później wychodzę do Jack'a. Dzisiaj na pewno nie wrócę, nie musicie się zamartwiać. Możecie zaprosić znajomych, ale dom mam zastać w idealnym stanie. 
- Pewnie. Powodzenia. - zaśmiałam się.
- Buziaczki. 
Wychodzę z toalety i idę do szafki. Otwieram, a przed moimi oczami wylatuje kartka. Rozglądam się i otwieram.
"Jeśli chcesz odzyskać ukochanego, spotkajmy się dzisiaj na czwartej ulicy. Powiem ci co masz zrobić. 
P.S. Jeśli komuś coś powiesz..."
Przełknęłam ciężko ślinę. Rozglądnęłam się uważnie, by sprawdzić kto mógł podrzucić kartkę. Było tyle ludzi, że nie mogłam się skupić. 
- Ines, chodź! - woła mnie Isabell.