czwartek, 9 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ VIII

Wszyscy biegniemy do chłopców, przepychając się przez wąskie drzwi. Po tej stronie wcale nie ma wyjścia, tylko kolejne schody, na dodatek kręte. Lu jak zawsze chcę być pierwsza, więc przeskakuję po dwa schodki i wyprzedza wszystkich jedno po drugim.
- Musicie to zobaczyć! - krzyknęła z góry Lu.
Nie dość szybki krokiem docieramy na koniec. Podchodzimy do Lu, a przed nami piękny widok. To widok z góry na całe miasto.
Patrzymy na spadające gwiazdy, które wreszcie się pojawiają. Chyba dzisiaj jest deszcze meteorytów. Spadają jedna za drugą, aż nie wiem na którą mam patrzeć. Niesamowite! Jednak banalnym, ale odjechanym widokiem jest miganie świateł w oknach mieszkań. Nie prawda, że banalnie?
Słyszymy za plecami dźwięk nadjeżdżającej windy.
- To tutaj jest winda! - krzyknął Tom z mojej prawej.
- Cześć dzieciaki! Co wy tu robicie? - pyta mężczyzna w garniturze.
- Zastanawiamy się jak wyjść. - odparłam z uśmiechem.
- Chodźcie!
Wchodzimy do windy i zjeżdżamy na dół. Prosto do podziemi.
- Dlaczego tu jesteśmy? - pyta zdziwiona Olivia.
- Tu jest wyjście. - odparł stanowczo mężczyzna.
- Gdzie? - rozglądamy się wokoło.
- Tutaj. - wskazuje palcem oświetloną drabinkę.
Po kolei wchodzimy do góry. Pierwszy idzie Tom, później ja i reszta dziewczyn, a na końcu Aaron i Luke.
- To miało być wyjście! - krzyczy zdenerwowana Tina.
- Nie panikujmy. Rozdzielmy się i znajdźmy wyjście. - uspakaja nas Luke.
Podchodzimy bliżej, a przed nami ogromny labirynt. Już mam tego po dziurki w nosie, tych durnych pułapek i nie wiadomo czego.
Olivia, Mia i Zoe idą na prawy bok. Do następnego wejścia wchodzą Tom i Tina. Lu, Jasmine i Aaron kierują się prosto. Ja, Luke i Katy skręcamy w lewo. Z każdym zakrętem wydaję mi się jakbyśmy chodzili w kółko.
- Tu nie ma wyjścia! - krzyknęłam ze złości, tupiąc mocną nogą.
- Nie denerwuj się. - podchodzi do mnie Katy, zadając mi mocny uścisk.
- Chyba coś znalazłem!
Podbiegamy do niego i stoimy przed drzwiami.
- Ile będzie jeszcze tych drzwi! - zdenerwowana wykrzykuje z siebie słowa.
Próbujemy je otworzyć, ale się nie da. Kopiemy, szarpiemy, uderzamy, ale to na marne.
- Tego szukacie? - Zoe rzuca do nas kluczyk.
Wpychamy klucz do dziurki, przekręcamy i otwieramy drzwi, rzucając się na nie. Wybiegamy z labiryntu na drewniany nad nim most i szukamy pozostałych. Głośno do nich krzyczymy ze wskazówkami jak się wydostać. Zauważam wraz z Mią jak Aaron mówi coś do Lu bardzo zdenerwowany. To nie wygląda na rozmowę. Chyba na nią krzyczy. Katy stoi po drugiej stronie, kierując Tinę i Toma do wyjścia.
- Gdzie teraz?
- Idźmy gdziekolwiek.
Znów się rozdzieliliśmy tym razem ja i Luke poszliśmy razem.
- Co u ciebie? - zaczął, drapiąc się po głowie.
- Dobrze, a u ciebie?
- Świetnie. - spojrzał w lewo. - Chodźmy tutaj.
Luke daję mężczyźnie w dziwnym ubraniu bilecik i zabiera pistolet na wodę. Musi trafić przynajmniej dziesięć kaczek, które otworzą buzię i pojawią się na planie. Trafia jedną po drugiej i ani razu nie chybił. Głos uwiązł mi w gardle z zaskoczenia.
Kątem oka widzę lekki uśmiech na jego twarzy i dalsze skupienie. Ma jeszcze dziesięć sekund, a do wygranej brakuje mu jeszcze jednej kaczki. Trzymam zaciśnięte mocno kciuki i zamykam oczy. Słyszę gong.
- I tak to się robi. - dmuchnął w pistolet.
Mężczyzna za wygraną, daje mu dużego, białego misia.
- Daj go swojej dziewczynie. Ucieszy się.
- Tak zrobię. - speszony, idzie w moją stronę.
Stoję troszkę dalej i przyglądam się innym, ciekawym grą.
- Gdybym ją tylko miał. - uśmiecha się, pokazując swoje cudowne uzębienie i wręcza mi maskotkę.
- Dziękuje. - zabieram go niepewnym ruchem rąk, aż czuje zaczerwienienie na policzkach.
Schyla się. Chyba chce mi dać całusa w policzek, ale przerywają nam głosy pozostałych.
- Jaki słodki miś. - zachwycają się dziewczyny.
- Też taki dostanę? - umila się Katy do Aarona.
- Taa... - spogląda ze złością na Luke'a.
- Wracajmy już. Jest późno. - sugeruje zmęczona Luiza, spoglądając na zegarek..
Kierujemy się w stronę wyjścia. Luiza biega wokoło nas jak szalona, udając samolot. Senność ją opuściła, mnie za to teraz będzie nawiedzać. Ziewam, tak głośno, że kilka osób zrobiło to samo.
Stoimy na przystanku, gdzie autobus miał za chwilę przyjechać.
- Wracacie do Chicago?
- Nie. Aaron ma tutaj babcie, która nas przenocuje. - odpowiada Katy. - Będziemy tu jeszcze z tydzień. Tak szybko się nas nie pozbędziesz!
- Nie mam zamiaru. - przytulam się do nich jak najmocniej i żegnamy się.
Macham im przez cały czas razem z Zoe i Jasmine, a dziewczyny nam odmachują.
- Mam dość. Przyjadę do domu i położę się spać. - powiedziała zmęczonym głosem Tina.
- Położę się obok, tak dla bezpieczeństwa. - odparł Tom, przysuwając się do niej.
- Martwisz się, że coś mi się stanie?
- Jak zawsze. - opowiada niezręcznie.
- Czy Tina i Tom... - szepnęłam do Luke'a, wskazując palcem na gruchające ptaszki.
- Kiedyś byli razem, jednak Tomowi nigdy nie przeszło do Tiny.
- Nie wygląda jakby był w niej zakochany. - obracam głowę w stronę Lu i Jasmine.
- Ciężko mu mówić o uczuciach. - odpowiada Jasmine, opierając łokieć na moim ramieniu.
- No chyba, że do jedzenia. - zażartowała Lu.
W oddali widzimy nasz autobus. Wchodzimy do środka, kupujemy bilety u kierowcy i siadamy tak jak wcześniej. Tą podróż udało mi się przetrwać. Cały czas śmialiśmy się i niekiedy czułam dłonie Luke'a na swoich. Chociaż nie wierzę, aby robił to specjalnie, po prostu siedzenia były za blisko. Jasmine, Tina i Tom mieszkali obok siebie, a od dwóch kolejnych przystanku mieli niecałe dwanaście minut, więc pożegnaliśmy się z nimi już w autobusie. Luke chociaż mieszkał najdalej z nas wszystkich, chciał odprowadzić mnie i Lu. Jest ciemno, a on chce nas odprowadzać. Totalne wariactwo, ale bardzo uroczę.
Odprowadzamy Lu i żegnamy się z nią, tak jak kiedyś. I tak jak kiedyś, Luke znów mnie odprowadza.
- Zostaliśmy sami. - uśmiecham się, spoglądając na gwiazdy.
- Chyba tak. - rozgląda się wokoło.
Zbliża się do mnie, aż czuję bicie jego serca. Spogląda na mnie nieco z góry i zniża zdecydowanie głowę. Chyba chcę mnie pocałować. Ponownie. O matko! On to zrobi!
Słyszymy dzwonek mojego telefonu, który przerywa nam tą chwilę.
- Gdzie jesteś? - pyta tato, a jego krzyk słychać w oddali kilkunastu centymetrów.
- Pod domem. Już idę.
Rozłączam się i chowam telefon do torebki.
- Musisz już iść? - spogląda na mnie z miną szczeniaczka, a w jego oczach widzę blask, który paraliżuję mnie od stóp do głów.
- Tak, ale dzisiaj było super. Mam nadzieję, że jeszcze to powtórzymy. Wszyscy. - puszczam mu perskie oko.
Mocno mnie przytula i odprowadza dokładnie tuż pod bramkę i czeka, aż bezpiecznie wejdę do środka. W salonie siedzi tato z ciocią, oglądając film i jedząc popcorn.
- I jak było? - pyta tato, odwracając głowę w moją stronę.
- Super.
Przez chwilę stoję przy drzwiach, patrząc na każdy zakątek pomieszczenia. Kładę misia obok łóżka, wyciągam świeżą piżamę z szafki i idę na relaksującą kąpiel. Od dłuższej chwili przesiaduje w wannie, słuchając muzyki i rozmyślając o dzisiejszym dniu. Było na prawdę świetnie i mam nadzieje, że jeszcze nie raz tak będzie. Wychodzę z wanny, wycieram się, przebieram i odświeżona wracam do pokoju. Biorę z szafki nocnej komórkę, by spojrzeć na zegarek i widzę nieodebraną wiadomość.
Luke: Wiem, że trochę późno, ale czy nie chciałabyś jutro gdzieś wyjść ze mną po treningu?
Bez wahania mu odpisuję i cieszę się jak głupia do sera.
Ja: Pewnie, żebym chciała.
Myślę nad tym tekstem i po chwili go usuwam, po czym pisze od nowa. Tak by nie dać się za łatwą w te gierki i nie dać mu jakieś satysfakcji. Muszę okazać się niedostępna, przynajmniej jak na teraz.
Ja: Muszę się zastanowić.
Po chwili dostaję odzew.
Luke: Noc filmowa odpowiada królewnie?
OMG! Królewna? Skaczę na siedząco z ekscytacji. Uspokój się Ines!
Ja: Czemu nie.
Czuję wibrację w dłoni i szybko jak nigdy wpisuję kod odblokowujący ekran.
Luke: Czyli jednak idziemy?
Zawaliłaś po całości głupolko! Już trudno, nie umiem taka być. On za bardzo na mnie działa, bym miała odmówić. Byłabym głupia. Już jesteś! - mówi mózg. Zamknij się!
Ja: Heh.
Wow Ines, postarałaś się z odpowiedzią.
Luke: :)
Taka zwykła emotka, a sama mam ochotę się uśmiechać, aż mam motylki w brzuchu ze szczęścia.
Po sekundzie odpisał.
Luke: Może trening trochę wcześniej?
Ja: Tak, to dobry pomysł. Powiem rano Lu.
Już nie dostałam odpowiedzi, na którą czekałam godzinę. Najdłuższa godzina w moim życiu, ale warto było czekać, chociaż nie udana.
Patrzę raz na sufit, a raz na misia, nucąc piosenki pod nosem. Po godzinie dostaję SMS-a, na którego rzucam się jak głupia, prawie spadając z łóżka.
Nieznany numer: Cześć Ines tu Aaron. Przepraszam, że piszę tak późno, ale musimy się spotkać.
Przez chwilę zastanawiam, czy mam mu odpisać. Nie wiem czy chcę spotkania z nim. W ogóle go nie znam i nie chce, by jakiś typ niszczył życie mojej przyjaciółce. Jednak odpisuje po zastanowieniu. Może da mi spokój jak się spotkamy.
Ja: Skąd masz mój numer i dlaczego mam się zgodzić?
Dostaję wiadomość tak szybko, że ledwo zamrugałam, a ona już przyszła.
Aaron: Od Katy i to bardzo ważne. Proszę.
Ja: Gdzie i kiedy?
Nie czekam długo na odzew.
Aaron: Jutro o 20:00 w lesie niedaleko was.
Ja: Jutro nie mogę. A las to nie jest miejsce na spotkania.
Po trzech minutach czekania, napisał.
Aaron: Pewnie Luke mnie wyprzedził... Ale to na prawdę bardzo ważne. Gdyby nie było, nie zawracałbym ci głowy. Będę tam czekać. Dobranoc.
Już nic nie odpisuję. Uznałam, że nie warto. Tylko teraz jak powiedzieć Luke'owi, że nasze - prawie idealne - spotkanie nie wypali. Nie wiem jak się za to zabrać. Przecież tak mi zależy na tym i na nim. By cię Aaron!
Ja: Luke pewnie już śpisz, ale jutrzejsze spotkanie niestety nie wypali. Muszę wrócić z tatą do Chicago po resztę rzeczy. Na trening oczywiście przyjdę. Bardzo mi przykro, ale może innym razem się uda.
Po chwili czekania odpisał. Oglądam ekran blokady i cała nieruchomieje, bo boję się jego odpowiedzi.
Luke: Rozumiem. Mi też jest bardzo przykro, ale może innym razem faktycznie nam się uda :(.
''Nam'', to brzmi cudownie. Ten przyczłap będzie mi to winny, jak Boga kocham.
Całą noc nie mogłam spać, bo myśli miałam zajęte czymś innym. Nie mam ochoty spotkać się z Aaronem. Nie, dlatego że muszę okłamywać Luke'a, ale dlatego że Aaron działa mi na nerwy. Niech zajmie się Katy, bo jeśli ją skrzywdzi, to ja skrzywdzę jego.
Jest już 6:00 i całą noc mam nieprzespaną, a moje oczy chciałyby odpocząć. Chociaż troszkę snu, tak odrobinkę, ale nie potrafię zasnąć o tej godzinie.
Biorę książkę i zaczynam czytać z myślą, że może jednak, jeśli się do tego zmuszę. Zadziałało! Nie zauważyłam nawet, kiedy moje oczy się zamknęły.
Budzę się o 13:00 z otwartą książką na twarzy. Ściągam ją z oczu i widzę tacę z jedzeniem i szklanką soku pomarańczowego. Mniam! Kanapki z masłem orzechowym to raj. Z każdym gryzem moje podniebienie się delektuje. Ciocia wie jak mnie uszczęśliwić.
Po jedzeniu przebieram się w ciuchy wyjściowe, poranna toaleta, poprawki i schodzę na dół do kuchni. Przez całą noc byłam głodna, aż do teraz, tylko bałam się zejść na dół tak późno. Biorę do ręki  płatki czekoladowe z mlekiem, jogurt naturalny, tabliczkę czekolady i orzechy laskowe. To jest bardzo dziwny poranek, a raczej po południe. Na obiad zjem pewnie kolacje, a na kolację śniadanie.
Zabieram wszystko do salonu i włączam telewizję, wsypując do miski płatki. Jeszcze w takim stanie muszę spotkać się z chłopakami. Makijaż nieco zakrył niedoskonałości, ale nie do końca. Wolałabym zrezygnować z tych spotkań i siedzieć w domu, jak totalny leń , ale nic już nie chce zmieniać. Nie mogę wyjść na desperatkę. 

6 komentarzy:

  1. No to akcja się robi :) jejuu ten Aaron jest jakiś podejrzany. A Luke taki słodki :*
    Weny życzę i czekam na nastepny :* :)

    OdpowiedzUsuń
  2. awwww :3 czekam na next :D :D :**
    http://i-am-warrior.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. O jezu! Ciekawe xo aron od niej chce! On ja zgwalci w tym lesie!!

    OdpowiedzUsuń
  4. tez mysle ze ją zgwalci hahah
    czekam na nst!!!

    OdpowiedzUsuń