piątek, 17 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ X

- Co się stało?
- Wszystko jest nie tak. - ocierałam łzy tak mocno, że zaczynają mnie piec. - Myślałam, że tu będzie dobrze. Tak bez problemów i niczego.
- Ktoś cię zranił?
- Nie. To ja zraniłam kogoś. Kogoś dla mnie bardzo ważnego. - bardziej się do niej wtuliłam.
- Opowiadaj.
- Wczoraj spotkałam się z chłopakiem mojej przyjaciółki, ale Luke też mnie zaprosił na spacer. Musiałam się jednak wycofać, bo Aaron miał mi coś ważnego dopowiedzenia, lecz usłyszałam tylko przymus, kłamstwo i ból. Miałam przeczucie, że to się źle skończy, bo źle traktował po koncercie Luizę. Przed chwilą jechałam na trening do Luke'a, ale tam też tylko doznałam bólu, ale z mojej winy. On wszystko widział. Myśli, że ja i Aaron... - szlocham. - To nie możliwe, on jest z Katy, a ja nigdy bym jej tego nie zrobiła.
- Wytłumacz mu to. - głaszczę mnie po głowie.
- Próbowałam, ale wcale nie chciał mnie słuchać.
- Mogę ci jakoś pomóc? - pyta troskliwie.
- Nie, ale dziękuje, że mnie wysłuchałaś. - uśmiecham się lekko.
- Zawsze możemy o wszystkim porozmawiać, pamiętaj. - uśmiechnęła się, łapiąc moją dłoń i wychodzi z salonu.
Po wyjściu cioci, zasypiam tonąc w łzach. Twarz i poduszki mokre, serce złamane, cała się trzęsę i nie mam ochoty na nic. Udane wakacje, nie ma co.
Spałam nie całe dwie godziny, kiedy zbudził mnie SMS.
Aaron: Cześć śliczna. Nie mogę przestać o tobie myśleć. Już nie obchodzi mnie związek z Katy, tylko ty się dla mnie liczysz. Kiedy znów się zobaczymy?
Pełna złości, rzucam telefon na podłogę, a łzy mi lecą nurtem. Zakrywam twarz poduszką i próbuje nabrać dużego haustu powietrza.
Płakałam przez chwilę nie myśleć o niczym. Wstaję, zabieram ze sobą komórkę i idę do łazienki wziąć ciepłą kąpiel. Słuchając muzyki nie usłyszałam, że ktoś mnie woła.
- Ines! - wali do drzwi tato.
- Tak? - zdejmuje słuchawki z uszu.
- Ktoś do ciebie przyszedł.
Wychodzę niechętnie z wody, okrywam się ręcznikiem, ubieram bieliznę, nakładam na ramiona szlafrok i schodzę do salonu.
- Cześć Ines. - zaczęła Jasmine.
- Hei. Co wy tu robicie? -  spojrzała na nią i Tinę.
- Musimy pogadać. - odparła Tina.
- Chodźcie do pokoju.
- Co się dzieje z Luke'em? - spytała od razu na wejściu Jasmine.
- Nie wiem.
- Widziałyśmy go dzisiaj i nie był w dobrym stanie. - usiadła na wprost mnie Tina.
- Co ja mam z tym wspólnego?
- Lu mówiła, że się dzisiaj widzieliście. - popatrzyły na mnie ze wzrokiem dość rozdrażniającym. - Co się wydarzyło?
Nie mogę tego długo przed nimi ukrywać. Przyjaźnimy się, więc powinny wiedzieć.
Nabiera powietrza i wypuszczam, zaczynając opowiadać o wczorajszym wieczorze.
- I co zrobisz teraz? - spytała po chwili Tina.
- Sama nie wiem.
- Zależy ci na nim? - spytała ciekawa Jasmine.
- Bardzo, ale chyba go straciłam.
- Nie mów tak! Tylko słabi się poddają.
- To jestem słaba. - opuszczam głowę w dół.
- Jesteś silna i to bardzo. - Tina podniosła moją twarz na wprost swojej. - Ty też jesteś dla niego ważna.
- Skąd to możecie wiedzieć?
- Znamy go dłużej niż ty. Nigdy tak nie patrzył na jakąkolwiek dziewczynę jak na ciebie.
- To co mam zrobić? - wzruszam ramionami.
- To co podpowiada ci serce.
Pocieszały mnie dość długo, ale z pozytywnym skutkiem.  Biorę się w garść i nabieram więcej siły. Przez cały dzień nic nie robiłyśmy. Jest już późno, więc zostają u mnie na noc, a cały ranek przesiedziałyśmy przy filmach.
Budzę się z bólem głowy. Wyjmuję z szafki tabletki i przepijam wodą.
Dziewczyny jeszcze śpią, więc na paluszkach podchodzę do okna, siadam na parapecie i czytam książkę. Myśli o Luke i Aaronie, pozwalają przeczytać mi tylko dwa rozdziały. Odkładam książkę na bok i spoglądam w niebo szukając podpowiedzi. Spuszczam głowę w dół i jedyne co mnie uszczęśliwia to Piorun. Spokojnie je, przeżuwając pokarm raz za razem. Uśmiecham się i odwracam głowę w drugą stronę.
- Już nie śpisz? - pyta Tina z zaspanym głosem.
- Ból głowy nie daję  mi spać.
- A wzięłaś tabletki.
- Tak.
- Jestem głodna. - wymamrotała Jasmina.
- Chodźcie, idziemy na śniadanie! - pełna energii, schodzę z parapetu i otwieram im drzwi.
Schodzimy na dół do kuchni i siadamy na wprost cioci.
- Na co macie ochotę?
- Naleśniki! - krzyknęła Jasmine.
- Płatki z mlekiem! - dodaję Tina.
- Tosty! - Zagłuszam je.
- Jakie wymagania. - uśmiecha się ciocia. - Dobrze, zaraz wam zrobię.
Idziemy po kolei się przebrać. Zanim śniadanie było gotowe, wysprzątałyśmy cały pokój.
- Tato w pracy?- pytam, zajadając tostem z serem żółtym.
- Tak, ale dzisiaj będzie wcześniej niż zwykle. - wyciera szmatką kubek.
Kiedy już zjadłyśmy, ubrałyśmy się i wychodzimy po Lu. Czekamy na nią przed drzwiami i w czwórkę maszerujemy do parku. Mijamy bibliotekę i mały las po drugiej stronie. Zatrzymujemy się przy sklepie, kupując lody na patyku. Ja mam cytrynowego, Jasmine truskawkowego, Tina jabłkowego, a Lu o smaku coli. Znów przystałyśmy niedaleko naszej ulubionej cukierni. Pracuje tam mama Jasmine, która za każdym razem przynosi do naszego stolika przy oknie po kawałku ciasta czekoladowego z polewą truskawkową i sok pomarańczowy.
- Widziałyście plakat? - zaczyna rozmowę Lu.
- Jaki plakat? - pyta Tina, wkładając łyżeczkę z ciastem do buzi.
- Ten. - wskazuje palcem plakat przyczepiony na drzewie za oknem.
- Nie, a co tam pisze?
- Zawody jeździeckie. - mówi z pełną buzią. - Zapisujecie się?
- Nie umiem jeździć. - oznajmia Tina.
- Ja nie jestem zbyt dobra. - dodała Jasmine.
- A ty Ines?
- Nie. Raczej nie. - kręcę sprzecznie głową, oblizując łyżeczkę.
- Dlaczego nie?
- No właśnie? - dołącza się Jasmine.
- Nie jestem w tym dobra.
- Widziałam jak jeździsz. Na prawdę masz talent i powinnaś się zapisać. - mówi przekonująco Lu.
- Jeżdżę jak każdy. To Piorun odwala całą robotę.
- Ale, gdyby Piorun miał głos, to by się zgodził. A jestem pewna, że wygralibyście.
- No nie wiem sama. - zostaję mi ostatni kęs na talerzu.
- Zapisy są u mojego taty, bo on to organizuje. - mówi dumnie Luiza.
- Chodźmy! - Tina zrywa się z krzesła i każę nam zrobić to samo.
Spoglądamy na nią, kończymy jeść i wstajemy, dopijając do końca soki i żegnając się z mamą Jasmine.
Idziemy w stronę zapisów. Dochodzimy do dużej stodoły, gdzie ludzie stoją w kolejce, aby się zapisać.
- Dużo tu ludzi. - szepczę, rozglądając się wokoło.
- Trochę, ale to same dziewczyny, więc spokojnie.
- Tylko dla dziewczyn jest ten wyścig?
- Tak. My mamy osobne, a chłopcy osobne. - wtrąciła się Tina.
Dość długo musiałyśmy stać w kolejce. Teraz jesteśmy już prawie na początku, ale od godziny stania, nogi wchodzą mi do..
- Ta mieszczanka myśli, że wygra? - słyszę szepty za plecami.
- Nie ma z nami szan.
- Myślicie małpy, że nic nie słyszymy? - stawia się za mną Lu.
- Jeżdżę od piątego roku życia - prychnęła jedna z nich. - Twoja koleżaneczka nie ma ze mną szans.
- To się zdziwisz. - zarzucia włosami Lu i odwraca od nich wzrok.
- Daj spokój Luiza. Nie warto. - kładę dłoń na jej ramieniu i kierujemy się do podpisów.
Sięgam po długopis i wpisuję swoje imię i nazwisko w odpowiedniej linijce, po czym strzelam parafkę i wychodzimy z uśmiechami na twarzy.
- Może faktycznie nie mam szans.
- Jeśli ty nie masz szans, to ja nie nazywam się Luiza. - podniosła ręce w górę w geście kapitulacji.
Zaśmiałyśmy się i idziemy przed siebie. Mijamy urząd, aż do domu Toma. Czekamy, aż do nas zejdzie, a w tym czasie Luiza i Jasmine wąchają kwiatki przed jego domem. Gdy zszedł, ruszyliśmy w stronę, w której jeszcze nie szłam. Zatrzymujemy się przed jakimś domem i czekamy na kogoś, kogo jeszcze chyba nie znam. Stoję obrócona plecami do domu, bo z Lu siedzimy na krawężniku i odganiamy mrówki palcami.
- Hei Luke! - ktoś krzyknął za mną.
- Cześć. - odpowiada z głosem wręcz radosnym.
Obracam się, a jego wzrok skupiony jest na mnie. Jego mina staję się smętna i czuję, że zaraz wróci do domu, a ja poczuję się jeszcze gorzej.
- Cześć. - ryzykuję i zwracam się do niego.
Nie patrzy na mnie, tylko spuścił wzrok i ruszamy dalej.
Wszyscy są w przodzie, tylko Luke idzie sam, więc doganiam go i przez moment żadne z nas się nie odzywa.
- Wiem, że jesteś na mnie zły, ale dlaczego nie chcesz mi uwierzyć?
- Bo wiem co widziałem. - odpowiedział stanowczo.
- Ale nie słyszałeś co mówiliśmy. Aaron nie jest taki jaki się wydaje.
- Nie chcę o tego słuchać.
Nagle ktoś do mnie dzwoni. Sprawdzam kto to może być.
- Aaron?
Spojrzałam na niego, a on prychnął pod nosem i dołączył do reszty.
- Czego chcesz? - idę wolniej od wszystkich. Jestem już daleko w tyle.
- Jak to czego? - zachichotał. - Ciebie.
- Przestań. Mów czego chcesz?
- Słyszałem, że zapisałaś się na wyścigi.
- Skąd to wiesz? - unoszę jedną brew do góry.
- Mam swoich informatorów. Poza tym... jeśli chcesz trenować nadal z Luke'em... To nie radzę.
- Ty masz najmniej do powiedzenia w tym temacie.
- Mylisz się. - szepnął. - Widzę cię Ines.
Rozłączył się, a ja się rozglądam się dookoła i biegnę do przodu, dołączając do reszty. Zastanawia mnie tylko jedno. Jak się dowiedział. Dziewczyny na pewno mu nie powiedziały.
Po dwudziestu minutach siedzenia na placu zabaw i bawiąc się jak małe dzieci, wychodzimy, kierując się do centrum handlowego. Oni tak go nazywają, ale to zwykłe małe kramy z odzieżą. Jesteśmy na prawdę daleko od naszych domów.
Katy: Hei Ines. Dzisiaj będziemy u was w odwiedziny. Zostało nam jeszcze kilka dni, a bardzo za tobą tęsknimy. - napisała.
Ja: O której?
Katy: O 16:00
Mówię wszystkim o ich przybyciu, więc chłopaki idą do sklepu po jedzenie, a ja razem z dziewczynami idziemy znaleźć miejsce na ognisko. Tina mówiła, że zna te okolice, więc idziemy za nią za lasek i docieramy do małego jeziorka. Każda z nas idzie pozbierać gałęzie i próbujemy rozpalić ogień.
Pół godziny później przyszli chłopcy, a dwie godziny później nakierowuje Katy do miejsca, gdzie się znajdujemy.
- Hei wam! - krzyknęła z daleko Olivia.
Dochodzą do nas i witamy się, a następnie siadamy na kłodach i grzejemy się przy ognisku.
Niedaleko mojego wzroku siedzi Aaron. Jest taki miły dla Katy, aż mam ochotę mu wykrzyczeć w twarz. Nie patrzy na mnie, ale mnie bardzo kusi, by na niego spojrzeć. Luke jednak patrzy na niego z nienawiścią w oczach. Ta dwójka nie powinna znajdywać się obok siebie. To źle się skończy.
Przez cały czas śmiejemy się z Toma, bo już z lekka jest wypity. Wszyscy grzejemy pianki na kijach i dobrze się bawimy. Po zjedzeniu pianek Katy i Aaron idą się przejść po brzegu jeziorka. Tina i Tom wstają i idą w głąb lasku. Nie chce wiedzieć po co. Jasmine, Lu, Olivia, Mia i Zoe kierują się do sklepu, a ja znowu zostaję sama z Luke'em. Jest dość chłodno, a ja nie mam żadnej bluzy ze sobą. Nawet lekki wiaterek sprawia, że cała się trzęsłam z zimna.
- Proszę. - Luke przybliża się do mnie i zakłada mi swoją bluzę na ramiona.
- Dziękuje.
Cisza między nami jest strasznie niezręczna, ale jak się odezwę to znowu powiem coś co sprawi, że odejdzie ode mnie, a bardzo chce by tu był.
- Długo będą jeszcze tutaj twoi przyjaciele? - zaczął, ogrzewając sobie dłonie.
- Nie, ale szkoda.
- Katy jest bardzo szczęśliwa przy nim. - spojrzał w ich stronę.
- Tak. Szkoda tylko, że Aaron tego nie czuje.
- Dlaczego tak myślisz? - obrócił głowę i patrzy na mnie.
- To co widziałeś, to nie to co myślisz. - próbuje nie zgubić się w tym co mówię. - Aaron mi powiedział prosto w oczy, że nie kocha Katy, ale mnie.
Milczy. Chyba jest zmieszany. Myślę, że nie wie czy mi wierzyć. Jednak bardzo bym chciała. Ja naprawdę nie kłamie. Tylko nie wiem jak to możliwe, że znalazł się tam razem z nami.
- Zależy mi na tobie Ines, ale nie wiem czy tobie na mnie też. - zacisnął zęby, patrząc mi prosto w oczy.
- Bardzo. - odpowiadam po chwili zastanowienia. - Jesteś inny niż wszyscy.
- Ty też nie jesteś taka jak inne. - przysuwa się bliżej.
- Wierzysz mi, że nic nie łączy mnie z Aaronem?
- Wierzę.
- Aaron to kretyn. Nie wie, że trzyma w rękach najlepszy skarb jaki mógł go w życiu spotkać.
- Ale ja wiem, że mam przy sobie najcenniejszy skarb na świecie i nie pozwolę, żeby ktoś mi go zabrał. - patrzy mi głęboko w oczy, a w jego oku zabłysła iskiereczka. - Jeśli Cię skrzywdzi, to ja skrzywdzę jego.
Coraz bliżej przysuwa twarz do mojej, aż w końcu muska delikatnie i czule moją górną wargę.
Chichoczę pod nosem i odgarniam włosy z twarzy. Kładę głowę na jego ramieniu, a on obejmuje mnie w tali.
- Randka może nam nie wyszła, ale to też może być, prawda? - zaśmiał się.
- Tak. - robię to samo i zamyka oczy. - Jest wspaniale.
Po chwili przychodzą do nas dziewczyny, a my szybko odsuwamy się od siebie.
- I co tam u was gołąbeczki? - pyta Lu, szczerząc się i siadając pomiędzy nas.
- Widziałyśmy was. - wystawia język Zoe.
- Nie mówcie reszcie. - rumienię się.
- Ale o czym? - dołączają do nas Tina i Tom.
- Luke i Ines są razem! - krzyknęła Mia.
- Mia!
- Tak? - pyta z zaskoczeniem Tina.
- Tak, ale już się zamknijcie.
- Dlaczego mają się zamknąć? - pyta przytulona do Aarona, Katy.
- Ines i Luke chcą kryć do siebie swoje uczucia. - odparła z bananem na twarzy Lu.
- Czy wy nie wiecie co znaczy "nie mówcie nikomu"? - odezwała się głośno Tina.
- Gratulacje! - przytula mnie Katy.
Aaron patrzy raz na mnie, a raz na Luke. Chce być z nim i nie ważne co Aaron ma do tego.
Siedzimy do późnego wieczora przy ognisku. Katy i Aaron ciągle się całują, a Tina i Tom miziali się do siebie. Dziewczyny na bloku plotkują, a ja i Luke siedzieliśmy jak myszki, bawiąc się palcami.
- Jestem zmęczona! - ziewa Tina. - Wracajmy już.
Przytaknęliśmy głowami, gasimy ognisko, zabieramy resztę pianek, które nam zostały i wracamy. Ja i Luke idziemy na samym końcu, trzymając się za ręce. Ciągle mnie obejmuje, całuje, kiedy się do niego przybliżam, obraca nie, niesie kawałek na rękach... Jest mi dobrze, bo wreszcie mi uwierzył. Zakochałam się, a to uczucie jest tak mocne, że przez cały czas mam motylki w brzuchu.
Najpierw odprowadzamy Jasmine, Tinę i Toma. Następnie kierujemy się na przystanek, by odprowadzić resztę. Stoimy z nimi, aż do przyjazdy autobusu i żegnamy się, machając do nich.
- Fajnie dzisaj było. - Lu kręci się jak bączek.
- No. - uśmiechnięta, patrzę na Luke'a, a on odwzajemni się tym samym.
- Dobra, ja już idę, bo w dom będą na mnie krzyczeć. - zaśmiała się i pobiegła do domu.
- A my znowu sami.
- I w tym samym miejscu. - uśmiechnął się słodko, obejmując mnie w ramieniu.
- Tutaj chciałeś mnie pocałować. - zagryzam dolną wargę, wpatrując się w jego oczy wyczekująco.
- Myślisz, że nikt nam teraz nie przeszkodzi? - stoi przede mną, trzymając moje policzki w dłoniach.
- Raczej nie. - zmarszczyłam nos i podniosłam się na palcach.
Uśmiechnął się tak słodko, że nie miałam chwili, by spojrzeć, bo od razu pocałował mnie w usta. Wtulam się do niego, słuchając bicia jego serca. Biję szybko, tak jakby zaraz miało wyskoczyć. To uczucie jest wspaniałe. Czuję go pierwszy raz i mam nadzieję, że będą jeszcze okazję, by to powtórzyć.
- Nie chce Cię puszczać.
- Ja ciebie też nie, ale jutro będziemy mieli jeszcze na to czas. - schyla się do mnie, podnosi mnie delikatnie, obraca jeden raz i opuszcza na dół, całując czulę w czoło na pożegnanie.
Jeszcze raz rzucam mu się na szyję i szybko puszczam biegnąc do domu.
Zdejmuje buty i wbiegam do pokoju cała w skowronkach. Rzucam się z rozłożonymi rękoma na łóżko, okryta jego bluzą i śmieję się do siebie jak głupia. Obracam się na bok i skulam się,  myśląc o dzisiejszym dniu. Od spotkania z Luke'em w stadninie sądziłam, że to już koniec. Że go straciłam tak na zawsze. Jednakże to okazałe się błędne. Wreszcie go mam. I jestem na prawdę szczęśliwa, że mi ufa.
Moje przemyślenia przerywa wibracja w telefonie.
Aaron: Widzę, że ty i Luke to prawda. Życzę wam szczęścia. Tylko, że... to szczęście nie będzie trwało długo. Więc, albo wreszcie będziesz robić to co ci każe, albo stracisz Luke'a i Katy. Lepiej się zastanów. .
Moje pełne miłości myśli, zamieniły się w pełne bólu koszmary. Jak ja go nienawidzę. Rozpłakana, rzuciłam telefon na koniec łóżka i płaczę w rękaw bluz. Czasem pokazuję jak bardzo jestem silna emocjonalnie, ale to nie prawda. Tak łatwo mnie skrzywdzić, ale Aarona to raczej nic nie obchodzi.
- Mamo, pomóż mi. - mówię pod nosem, dławiąc się łzami.

3 komentarze:

  1. Jprd jaki ten Aron to dupek -,-
    Blagam daj szybko kolejny :0 *.*
    Niech Ines pokaze tego sms Lukowi !
    I niech Luk zalatwi tą sprawe z Aronem !

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww <3 kocham <3 i rzeczywiście Aaron to dupek xd :) z niecierpliwością czekam na next :D
    http://i-am-warrior.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na nst!!!
    Jak Aaron kogos zabije to ja sie do niego przejde
    XDDDDDD

    OdpowiedzUsuń