wtorek, 19 maja 2015

ROZDZIAŁ XVI

Wróciłam do domu cała zapłakana. Szybko wbiegłam po schodach do pokoju, by ciocia i  tato niczego nie podejrzewali, poszłam pod prysznic, weszłam na facebooka, włączyłam muzykę z MP3, założyłam słuchawki na uszy i przeglądałam powiadomienia.
Po dwudziestu minutach wszedł Luke. Chciałam do niego napisać, ale rozum mi nie pozwalał, chociaż serce kruszyło się na malutkie kawałeczki z myślą, że mogę ich już nie odzyskać... ich wszystkich. Zeszłam z facebook'a i z włączoną muzyką poszłam spać.
Z rana obudził mnie telefon od Tom'a.
- Co się dzieje? - spytałam z zaspanym głosem.
- Idziemy biegać! - powiedział. - Ruszaj się!
- Nigdzie nie idę. - rozłączyłam się.
Ponownie zadzwonił telefon.
- Wstawaj, albo wejdę po ciebie przez okno. - rzucił gałęzią o okno.
Wstałam i podeszłam do parapetu.
- Zwariowałeś? - krzyknęłam do niego.
- Zbieraj się. Masz pięć minut. - poszedł pod bramkę.
Z niechęcią poszłam się ogarnąć, ubrałam jakieś sportowe ciuchy, które miałam z zawodów z tamtego roku. Wuefista chciał mnie oblać, ale jedyne co mi zostało, by nie poprawiać semestru to maraton.
Ubrałam buty z miękką podeszwą i wyszłam do Tom'a.
- Jest 5:30. Zwariowałeś do końca? - podeszłam do niego.
- Nie marudź. - biegł truchtem.
- Długo będziemy biegać? - spytałam z myślą, że to już koniec.
- Dobrze ci to zrobi. - uśmiechnął się lekko.
Odwzajemniłam uśmiech i przyspieszyliśmy tępa. Biegaliśmy po parku, aż pod kino i zakończyliśmy trasę obok mostu, kierując się pod dom Tom'a.
Weszliśmy do jego domu, usiadłam, a on podał mi szklankę wody.
- Dobra, chwila odpoczynku i bierzemy się za trening. - usiadł obok mnie, pijąc wodę.
- Co? - prawie zakrztusiłam się wodą. - Daj odpocząć.
- Musisz trenować,... a przede wszystkim zapomnieć chwilowo o problemach i zająć się wyścigiem. - spojrzał na mnie.
- Nie wiem czy chce jeszcze brać w nich udział. - spojrzałam w dół.
- Chcesz się poddać? - odłożył moją szklankę na stół. - Tyle już umiesz, tyle dawałaś z siebie sił i po to by powiedzieć teraz, że nie chcesz wziąć udziału w wyścigach?
- I co mi to da? - machnęłam rękami.
- Może dać ci wiele niż się spodziewasz, tylko daj sobie szansę. - złapał mnie za rękę i wstał.  - Odetchnij i chodźmy ćwiczyć.
- Tom? - wstałam i spojrzałam na niego. - Dziękuje. Tylko ty mnie rozumiesz i chcesz mi pomóc.
- Możesz na mnie liczyć. - uśmiechnął się. - Przytuliłbym cię, ale... rozumiesz?
- Tak, wiem. - zaśmiałam się patrząc jak leje się z nas pot.
Poszliśmy do zagrody po Shadow, Tom założył mu siodło, a ja przebrałam buty i założyłam kask.
- Gotowa? - spytał.
- Tak. - dosiadłam konia.
Na początek zrobiłam dwa duże kółka wokół domu Toma i zagrody, a później planowaliśmy większy teren.
- Tom? - spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Tak? - spytał.
- Pojeździmy razem. - podałam mu Shadow.
- Ines, nie. - cofnął się.
- Każdy kiedyś musi pokonać swoje lęki, a twój lęk był kiedyś twoim marzeniem. Tym, dla którego rano wstawałeś i wcześnie zasypiałeś, by móc z samego rana wstać i znów zacząć jazdę. - uśmiechnęłam się.
Najpierw się wahał, ale wspierałam go i wreszcie dosiadł konia. Ja wzięłam ze stajni mniejszego i ruszyliśmy. Do lasku jechaliśmy wolno, dopiero później co raz to szybciej.
- Jak mi tego brakowało! - krzyknął, wyprzedzając mnie.
- No widzisz. - próbowałam go wyprzedzić.
Po godzinie byłam już wyczerpana, ale Tom miał w sobie tyle siły.
- Ja już chyba będę wracać. - wskazałam palcem stronę powrotną. - Wracasz ze mną?
- Nie, ja chyba jeszcze pojeżdżę. - pogłaskał konia.
- Okey, to odstawię konia do stajni. - pomachałam mu i pojechałam.
zostawiłam konia w gospodarstwie Toma i wróciłam do domu. ściągnęłam buty, wzięłam z szafy jakieś przewiewne ubrania i poszłam pod prysznic. Po piętnastu minutach wyszłam z łazienki i sięgnęłam po swój telefon, który odłożyłam na nocną szafkę. Zero SMS-ów i telefonów. Przeglądnęłam kalendarz i zaznaczyłam kolejny dzień.
- No to jeszcze pięć dni. - powiedziałam pod nosem.
Przeglądnęłam kontakty i natknęłam się od razu na Katy, a tuż pod nią Luke.
- Mogę wejść? - zapukała ciocia i weszła do środka.
- Tak. - szybko schowałam telefon do kieszeni.
- Jak przygotowania do zawodów? - usiadł na łóżku.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się.
- Potrzebujesz jakiś ubrań na te całe... jeździectwo? - spytała.
- Hmm... - pomyślałam. - W sumie to chyba tak.
- Jadę jutro do miasta, więc możesz  się ze mną zabrać. - popatrzyła na mnie.
- Sama jedziesz? - spojrzałam na nią. - Pewnie, że pojadę. Nie powinnaś sama jeździć na zakupy.
- A tam. Ty i twój tato przesadzacie. Nie jestem jeszcze taka stara. - zaśmiała się.
- Ty ciociu, zawsze będziesz młoda. - pocałowałam ją w policzek i uściskałam.
Zeszłyśmy na dół i zaczęłyśmy robić obiad. Po paru minutach usłyszałam pod moim domem wołanie.
Podeszłam do okna w salonie i spojrzałam ukradkiem na zewnątrz.
- Luke! - krzyczała Miranda, do stojącego pod bramką do mojego domu, Luke'a.
Spojrzał w jej stronę, nie odzywając się.
- Wołałam cię. - zatrzymała się.
Ubrała się bardzo wyzywająco, co mnie zdenerwowało. To nie przypadek, że ubrała się tak i specjalnie krzyczała do Luke'a pod moim domem. Robi mi na złość, jak zawsze. Głupia zołza.
- Czego chcesz? - spytał.
- Ciebie. - podeszła do niego bliżej, łapiąc go za koszulkę.
- Idź stąd. - odrzucił jej ręcę ze swojej koszulki.
- Masz zamiar do niej iść? - spojrzała z krzywa miną na dom.
- Nic ci do tego. - spróbował ją spławić.
Miranda, zauważając mnie w oknie, pocałowała Luke'a, ale szybko jej się wyrwał i odszedł.
Zrobiła mi to specjalnie, ale nie wyprowadzi mnie z równowagi. Mimo, że nie wiem czy on coś do niej czuje, to nie jestem w stanie o nim myśleć. Oboje się zraniliśmy, a najważniejsza jest dla mnie teraz przyjaźń z Katy. Jednak przyjście Luke'a pod mój dom i odepchnięcie od siebie Mirandy, musi coś znaczyć. Moje zamyślenia przerwała ciocia.
- Wszystko w porządku? - podeszła do mnie.
- Tak. - uśmiechnęłam się.
Znów wróciłyśmy do kuchni, do robienia obiadu.
Ten dzień nie przebiegł jakoś ciekawie. Zrobiłam z ciocią obiad, czytałam książkę, grałam na konsoli, słuchałam muzyki i na wieczór, kiedy przyszedł tato z pracy, włączyliśmy film i oglądaliśmy w trójkę do późna. Ciocia była bardzo zmęczona, więc w połowie filmu poszła się położyć. Tato poszedł pół godziny później. Ja piętnaście minut oglądałam sama. Nie chciało mi się spać, ale kiedy wyłączyłam telewizor i poszłam już na górę, złapała mnie senność. Rzuciłam się na łóżko i poszłam spać.
Z samego rana poszłam się umyć, przebrałam się, uczesałam i zeszłam do kuchni zrobić sobie kanapki. Ciocia nie była jeszcze na chodzie. Widać, że oglądanie do późna, wcale jej nie sprzyja. Kiedy wreszcie zeszła do mnie na dół już przebrana, zrobiła sobie śniadanie.
- Wyspałaś się? - spytała ciocia.
- Tak, a ty? - popijałam kanapkę z miodem, mleko.
- Tak, ale ty i tak późno poszłaś. Myślałam, że nie wstaniesz. - wzięła gryz kanapki z serem żółtym i pomidorem.
- No widzisz ciociu. - puściłam jej oczko. - Jeszcze mnie nie znasz.
Kiedy byłyśmy gotowe do wyjścia, ubrałyśmy buty i poszłyśmy na busa.
Po dwóch godzinach jazdy spytałam cioci.
- Gdzie my w ogóle jedziemy? - spojrzałam za okno. - Miasto minęłyśmy jakąś godzinę  temu.
- Wiem, ale my nie jedziemy do naszego miasta. - uśmiechnęła się nie patrząc na mnie.
- A gdzie? - spojrzałam na nią.
- Do Chicago. - popatrzyła na mnie.
- Po co? - pomyślałam.
- Bo masz jakieś niezałatwione sprawy, a ja od dawna planuje kupić sobie jakieś ''modne'' ciuszki. - uśmiechnęła się. - Jak wy to teraz mówicie... Taki ''SWAG''.
- Haha, ciociu. Zwariowałaś. - zaśmiałam się.
- Jeszcze mnie nie znasz. - puściła mi oczko.
Kiedy dojechałyśmy do Chicago, wysiadłyśmy tuż w jego centrum i jak to kobiety, zatrzymywałyśmy się przy każdym sklepie z odzieżą i obuwiem. Zajęło nam to półtorej godziny, kupiłyśmy parę ładnych ciuchów, ale to dalej nie było ubranie na zawody. Poszłyśmy do najbliższego sklepu sportowego. Dziwnie jest szukać takich ubrań w dużym i  to nowoczesnym mieście. Jednak pani sprzedawczyni, miała tego typu ubrania na zapleczu. Przymierzałam każdy, ale albo małe rozmiary, albo po prostu wstyd się pokazać. Mimo, że to tylko zawody i będzie mam nadzieję mało ludzi, to jednak miałam jeszcze poczucie stylu. Przecież chciałam zostać modelką jak moja ciocia i nie na darmo przeglądałam codziennie nowe magazyny modowe.
Pani pokazała mi ostatni model. Już myślałam, że wyjdę z tego sklepu z pustymi rękoma, ale to ubranie naprawdę mnie zachwyciło. Nie dość, że solidne, to było w nim trochę stylu. Niby zwykłe, ale jednak trafiło w mój gust. Od razu przymierzyłam i kupiłam.
- Skoro zakupy udane, a ja mam spotkanie za dwadzieścia minut, to umówmy się przy kawiarence, niedaleko muzeum za półtorej godziny, dobrze? - spojrzała na zegarek ciocia.
- Ale ich tam jest trzy. - pomyślałam.
- Przy twojej ulubionej. - uśmiechnęła się.
- Skąd wiesz, która to moja ulubiona? - spytałam zaciekawiona.
- Twój tato mi mówił. - pomachała mi i poszła.
Co ja będę robić przez ten czas? Niedaleko był mój dom, pójdę zobaczyć, co jest z nim teraz.
Od miejsca, w którym się znajdowałam, było jakieś piętnaście do dwudziestu pięciu minut do mojego, a raczej byłego mojego domu.
Wolnym tempem doszłam pod dom. Nic się nie zmienił. Wyglądał tak samo jak wyglądał. Żółte ściany, czerwony dach, małe ślady przetarcia nad daszkiem zasłaniającym drzwi, skoszona trawa... Czyli tak samo. Jednak ta skoszona trawa i nie postawiony znak sprzedaży domu mnie dziwił. Czyli jednak ktoś zamieszkuje ten dom, ale tato nie mówił, że go sprzedaje. Mówił, że musimy się wyprowadzić. Myślałam przez cały ten czas, że to bank odebrał nam ten dom. Już nic z tego nie rozumiem, ale nie miałam zamiaru plątać sobie tym myśli. Z tego miejsca widziałam dom Katy. Był tuż obok, ale nie wiedziałam czy mam iść do niej, czy nie. Może powinnam dać jej czasu? Nie Ines! krzyczałam w głębi duszy do siebie. Musiałam to zrobić. Podeszłam wolnym krokiem pod jej bramkę, ale usłyszałam jak ktoś z niej wychodzi. To ona. Z wahaniem, ale z myślą, że muszę to zrobić krzyknęłam.
- Katy! - wyszłam z ukrycia.

2 komentarze:

  1. Świetne :*
    Czekam z niecierpliwością na next :)

    Nie masz zwiastunu , a chciałabyś go mieć.\
    Dobrze trafiłaś , ona robi bardzo ładne . Mi wykonała i jestem w tego zadowolona

    http://zwiastunolandia-o-wszystkim.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń