środa, 10 czerwca 2015

ROZDZIAŁ XIX

- Wstawaj Katy! - potrząsałam ją.
- Co? - mówiła przez sen. - Co się dzieje?
- Wstawaj leniuchu! Jest 7:OO, a ty śpisz. - uśmiechałam się.
- To dobranoc. - powiedziała cicho.
- No rusz się! - zwaliłam ją z łóżka.
- Pali się czy co? - trzymała się za głowę, siedząc na podłodze.
- Tutaj się tak wstaje. Przyzwyczaisz się. - spojrzałam na nią z łóżka.
- Serio? - wstała.
- Serio, serio. - zaśmiałam się. - ubieraj się, bo zaraz wychodzimy.
- Gdzie? - wyciągnęła z plecaka ubrania.
- No na dwór. Cioci pomożemy w gospodarstwie, pouczę cię jak się doi krowy i takie tam. - uderzyłam ją swoim biodrem, śmiejąc się.
- To będzie długi dzień... - wypuściła powietrze z ust.
Kiedy Katy robiła poranny prysznic, zeszłam na dół i zrobiłam nam jajecznicę.
- Też możesz mi zrobić? - spytał tato, siadając na krześle przy ladzie.
Odwróciłam się i przez krótką chwilę ciszy, odpowiedziałam.
- Tak. - wydusiłam z siebie słowo.
- Nadal się gniewasz? - spytał.
- A jak myślisz? - mieszałam jajecznicę.
- Nie chciałem dla ciebie źle... - przerwał.
- Już to słyszałam. - próbowałam na niego nie patrzeć.
- Gdybyś wiedziała o wszystkim to... - znów przerwał. - To byś mnie zrozumiałam.
- No to powiedz mi o co chodzi. - wyłączyłam gaz i spojrzałam ze wściekłością na niego. - Ani ty, ani ciocia nie chcecie powiedzieć mi o co chodzi.
- Po prostu... - spojrzał na gazetę leżącą przed nim. - Jest za wcześnie.
- No to powiedz mi jak mam cię zrozumieć? - podeszłam do niego, podając mu talerz z jajecznicą. - No jak mam cię zrozumieć, jak mam ci wybaczyć? Jak mam zapomnieć o tym, skoro zabrałeś mi coś dla mnie ważnego. Nie dość, że konia to marzenie, z którym się z nim dzieliłam. Teraz nie mam nic... I co? Tak po prostu mam ci wybaczyć?
Spojrzałam na tatę i po chwili gwałtownie rzuciłam ścierkę z ramienia, o blat.
- Co się stało? - spytała Katy, natykając się na mnie w korytarzu.
- Nic. Chodź! - pociągnęłam ją za nadgarstek.
Nie mówiłam jej niczego, wolę to zostawić dla siebie.
Poszłyśmy do ogródka, założyłyśmy gumowe rękawiczki i pomagałyśmy cioci sadzić kwiaty.
- Piękna pogoda, prawda? - zaczęła ciocia.
- Prawda. - spojrzała na niebo, Katy.
- Ciociu? - spytałam.
- Tak? - odpowiedziała pytaniem.
- Wiesz co stało się z Piorunem? - załamał mi się głos przy wypowiadaniu jego imienia.
Musiałam poczekać chwilkę, aż ciocia wreszcie wydusiła z siebie słowa.
- Nie mam pojęcia, ale wiem jedno... - położyła dłoń na moim ramieniu. - Tato bardzo cię kocha i zrobił to, co uważał za słuszne.
- Widzę, że ty też jesteś po jego stronie. - wstałam i zdejmowałam gwałtownie rękawiczki z dłoni.
- Nie jestem po żadnej stronie. - wstała i spojrzała na mnie. - Musisz go zrozumieć.
- Nie zrozumiem nigdy tego co zrobił, nie zrozumiem też tego, jak możesz go bronić. - wściekła, wyszłam z ogrodu kierując się do bramy.
- Niech pani nie ma jej za złe. Pokłóciła się z tatą. - powiedziała spokojnie Katy.
- Nie mam, oczywiście, że nie mam. Rozumiem ją. - uśmiechnęła się.
- Spróbuje ją dogonić. - ściągnęła rękawiczki i pobiegła za mną. - Ines!
Katy dogoniła mnie dopiero przy domie Lu.
- Co się dzieje? - spytała.
- Nic, zostaw mnie. - odparłam.
- Co jest? - spytała Zoe wychodząc razem z Lu z domu do nas.
- Słychać was na końcu sąsiedniej wsi. - powiedziała żartobliwie Lu.
- Nic, dajcie mi wszyscy święty spokój. - pobiegłam przed siebie.
Biegłam, aż do magicznego miejsca, w którym się ukryłam. Tylko tam mogłam poczuć wolność, odprężyć się i nie myśleć o najgorszym. Mogłam jak gąsienica, ukryć się w swoim kokonie przed wszystkimi i tylko czekać na coś dobrego. Patrzyłam na wodospad, z którego spokojnym ruchem spływała woda. Jej szum mnie uspokajał. Zaczęłam nie myśleć o złych rzeczach i dałam się porwać ku fantazji. Jednak nie mogłam ciągle w nich tkwić, musiałam wrócić do rzeczywistości. Wrócić do przyjaciół... i taty. Mimo wszystko nie mogę się teraz od nich oddalać. Bardzo ich potrzebuję i nie mogę robić sobie niepotrzebnych kłopotów przed zawodami.
Wstałam, otrzepałam się z ziemi i poszłam w stronę domu. Pod moim domem, na krawężniku siedzieli już wszyscy.
- Ines?! - krzyknęła Zoe, przytulając się do mnie.
- Gdzie ty tyle byłaś? - spytała Katy?
Wszyscy wstali i patrzyli na mnie z przerażeniem i zmartwieniem.
- Musiałam zostać sama. - powiedziałam spokojnie.
- Nie było cię ponad trzy godziny. - powiedziała Mia.
- Ile?- spytałam zaskoczona.
 - No tak. - powiedział Tom.
- Mieliśmy już dzwonić na policję. - powiedziała Lu.
- Nie no może tak to jeszcze nie. - spojrzała na nią Tina.
- Nic ci nie jest? - spytał Luke, podchodząc do mnie i przytulając mnie.
- Nie. - zrobiłam to samo. - Ale muszę z kimś porozmawiać.
Spojrzałam na dom, myśleć o tacie i poszłam przed siebie, aż weszłam do środka. Przyjaciele czekali na mnie na zewnątrz. Zrobiłam głęboki wdech i poszłam do pokoju taty. Stanęłam i z momentem wycofania się, jednak zapukałam do jego drzwi. Otworzyłam delikatnie drzwi na ościesz i wyciągnęłam głowę zza drzwi by zajrzeć do środka. Pokój był pusty. Natknęłam się na ciocię.
- Szukasz taty? - spytała stojąc obok mnie.
- Ałć! - walnęłam się brodą o klamkę. - Tak. Wiesz, gdzie on jest?
- Pojechał coś załatwić na mieście. - spojrzała na mnie. - Coś ważnego?
- Nie, to tylko takie tam... no nie ważne. Jak przyjdzie to pogadam z nim. - machnęłam ręką, uśmiechnęłam się i poszłam do przyjaciół.
- I jak? - spytała Katy. - Udało ci się porozmawiać z tatą?
- Nie ma go w domu. - powiedziałam.
- Idziemy gdzieś, bo się nudzę? - powiedziała z grymasem na twarzy, Lu.
Wszyscy popatrzyli na nią wścibsko, ale jednak poszliśmy.
- Chcesz dzisiaj trening? - spytał Tom.
- Jest za bardzo wyczerpana. - powiedziała opiekuńczo Jasmine.
- Nie, spokojnie. Dam radę. - uśmiechnęłam się lekko.
- Na pewno? - spytał Luke, obejmując moje ramię.
- Tak, na pewno. - uśmiechnęłam się szerzej.
- Najlepiej teraz go zróbcie, jak macie go robić, bo potem mamy ognisko z chłopakami jeśli jeszcze pamiętacie. - wspomniała Olivia.
Mia, Katy, Zoe i Jasmine spojrzały na Lu z uśmiechem na twarzy.
- Lu tylko ubierz jakąś słodką sukieneczkę. - złapała ja za policzek Jasmine.
- Najlepiej różową z cekinami, żeby cie zobaczył twój kochaś. - zrobiła to samo Zoe.
- Bardzo śmieszne. - odtrąciła je rękami.
Kiedy dotarliśmy do domu Toma, poszłam się przebrać i jak to codziennie, wsiadaliśmy oboje na konia i zaczynając od spokojnego marszu, aż do zaawansowanego treningu, upłynęły nam dwie, a nawet więcej godzin.
- Skoro to już koniec, to spotkamy się za półtorej godziny, albo i dwie, dajmy czas naszej księżniczce... - przerwała i spojrzała na Lu, Katy. - przygotować się i spotykamy się pod domem Toma.
Przytaknęliśmy głową i poszliśmy do swoich domów.
- W co się ubierasz? - spytała Katy.
- Sama nie wiem. - przeszukiwałam szafę. - pójdę po czyste ubrania, bo tutaj świeci pustką.
Poszłam po suche i poskładane już rzeczy i przyszłam do pokoju.
Ciocia zawsze od razy po wypraniu i wysuszeniu ubrań, bierze się za prasowanie.
- O matulu! - krzyknęła Katy. - Mogę to pożyczyć?
- Pewnie, będzie ci w tym ładnie. - uśmiechnęłam się.
- Okey, to lecę się przebrać. - chwyciła ubrania i poszła do łazienki.
Po pięciu minutach przyszła już gotowa.
- I jak? - obróciła się.
- No pięknie. - biłam brawo. - Jest na co oko zawiesić.
- Oj przestań. - machnęła ręką, cała zarumieniona.
Katy ubrała crop top z nadrukiem batmana i jasne jeansy z wysokim stanem. W dodatku pożyczyła ode mnie czarne slip on.
- A ty w co się ubierzesz? - pomyślała.
- Jeszcze nie wiem. - przeszukiwałam ubrania z przyniesionej sterty.
- Może to? - zaproponowała.
- No w sumie. Czemu nie. - wzięłam od niej koszulkę.
- Ooo! Ta spódniczka będzie idealna! - otworzyła lekko buzię. - I te buty! No nieziemskie.
- Katy, my nie wybieramy się na pokaz mody, tylko na zwykłe ognisko. - zaśmiałam się.
- Ale będzie tam Luke! - puściła do mnie oczko i szturchnęła mnie łokciem.
- Uspokój się gamoniu! - lekko się zarumieniłam i poszłam do łazienki sie przebrać.
Kiedy byłam gotowa, przyszłam się pokazać Katy.
- Może być? - spytałam.
- No jesteś laska! - zaśmiała się.
- Jesteś niemożliwa, ale cię kocham. - przytuliłam ją mocno.
Ubrałam lekki sweterek ombre niebiesko-biały, schowałam go delikatnie do czarnej, rozkloszowanej spódniczki i do tego białe converse. Było idealnie!
Założyłyśmy jakieś dodatki, zrobiłyśmy lekki makijaż, tak żeby nie przesadzić i byłyśmy gotowe do wyjścia.
Przy drzwiach natknęłyśmy się na wchodzącego do mieszkania, tatę.
- Gdzie się wybieracie? - spytał tato.
- Na ognisko. - powiedziałam.
- Późno wrócisz? - spytał, kładąc teczkę na komodę w korytarzu.
- Nie wiem jeszcze. Zadzwonię. - pokazałam komórkę, trzymając ją w dłoni.
- Dobrze, miłej zabawy. - uśmiechnął się lekko i zszedł nam z drogi, byśmy mogły wyjść.
Pod domem Toma czekały już na nas, Jasmine, Mia, Olivia i Tina. Tom i Luke dopiero wychodzili z domu, a z oddali było już widać Lu i Zoe.
- Gdzie zgubiłaś księżniczkę? - spytał Tom, szukając jej.
- Przecież tu stoi. - wskazała palcem, Zoe.
- Tak, sorry nie widzę, bo Lu mi zasłania. - zaśmiał się wścibsko.
- Tom przestań! - szturchnęła go Tina.
- Nie szkodzi. - powiedziała Lu, patrząc na Toma. - Przykro mi, że twoja mama cierpi z twojego powodu.
- Niby czemu? - spytał.
- Musisz być zakałą całego gatunku męskiego, skoro nadal mamusia wybiera ci dziewczyny. - wyszczerzyła się.
- Lu! - krzyknęłam na nią.
- Sam zaczął! - powiedziała.
- Tina nie przejmuj się. - położyła rękę na jej ramieniu, Olivia.
- nie przejmuję się gówniarskimi zachowaniami. - pokiwała głową.
- Dobra już przestańcie i chodźmy wreszcie! - stanęła pomiędzy nas wszystkich Jasmine.
Lu i Tom szli na brzegach grupy, a my pomiędzy nimi, by znów nie było jakiś niepotrzebnych spięć.

2 komentarze:

  1. UWIELBIAM TO, SERIO.
    Rozdział zajebisty tak jak zwykle, czyli znów będę niecierpliwie na next :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super blog, śliczny wystrój.!!

    Zapraszam na mojego: wikiandmarta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń