niedziela, 4 października 2015

ROZDZIAŁ V

- Myślisz, że dobrze robimy? - zaczęłam, a głos urywał się po każdym słowie. 
- A dlaczego nie?
- No nie wiem. - kręciłam palcem wskazującym po jego torsie. - Trochę się krępuje i...
- I? - przesuwał dłonią po moim policzku. Lekko ją przytrzasnęłam między policzkiem i ramieniem.
- I... - zamknęłam oczy, ocierając policzkiem jego wewnętrzną stronę dłoni. - Nigdy tego nie robiłam. Trochę się boje.
- Jeśli pocieszy cię fakt, że też jestem amatorem, to było by super. Lubię jak się uśmiechasz. Jesteś taka urocza i masz seksowne dołeczki w policzkach. - lekko uderzył czołem o moje czoło.
Zachichotałam.
- Jest ciemno, więc i tak nic nie będziemy widzieć. Na dworze też ciemno więc drugi plus. 
- Ale będziemy się dotykać. - wymamrotałam.
- Nie zrobię ci krzywdy. - powiedział spokojnym i wiarygodnym głosem. - Nie chcę cię skrzywdzić Ines.
- Wiem. - przytaknęłam głową. 
Nastałam chwila ciszy. Czułam jego ciepły oddech na ustach, później na karku, ramieniu i co raz niżej. 
- Jeśli nie chcesz... 
- Chcę. - powiedziałam stanowczo. - Tylko muszę się przygotować.
- Dobrze.
Podniósł moją koszulkę i wsadził pod nią głowę, muskając delikatnie mój brzuch. Kierował się do góry, nie przestawając ślinić mojego ciała. Było mi przyjemnie, co powodowało mętlik w mojej głowie. Boje się, ale chce tego. Nie wiem czy Matthew, to właśnie ta osoba, z którą tego chce, ale... Chce tego... Chce tego z nim, ale nie wiem czy on jest odpowiednim kandydatem. To nie logiczne. Nie spójne, ale co może być racjonalne dla 16-latki... Chce zapomnieć o problemach, o Luke'u i o wszystkim i wszystkich. Chce czuć to uczucie, tą namiętność, ten rozrywający dech w piersiach... To chyba miłością. Ludzie to robią najczęściej z miłości, a nie z samego pożądania... Ja jednak nie wiem czym się kieruje. Z jednej strony... Bardzo go lubię, chociaż nie cierpię, ale jest mi bliski, taki przyjacielski... Jest mi z nim dobrze. Z drugiej strony nienawidziłam go, teraz zaspokajam nim myśli, by zapomnieć o Luke'u, co nie jest na miejscu. Nie jestem taka. Albo nie byłam. Jestem inna i z każdym dniem się zmieniam. Moje uczucie chyba też. Luke idzie w odstawkę, a na jego miejsce wchodzi tak po prostu Matthew. Przeraża mnie ta rzeczywistość... To realne złudzenie, ale realne... To się dzieje. Przecież myśleliśmy z Luke'em jeszcze nie dawno o przyszłości, o studiach, o rodzinie... Teraz mam znów układać sobie plany na życie z kimś innym? Przecież to z Luke'em chciałam mieć swój pierwszy raz... Teraz już sama nie wiem.
- Wszystko w porządku? - zaczął, zostając w tej samej pozycji.
- Czy ty chcesz to zrobić z miłości do mnie, czy wykorzystujesz nieobecność cioci i moją naiwność?
Powoli wyszedł spod mojej koszulki i podniósł się, znów stykając czoło o moje czoło.
- Od zawsze cię kochałem. Myślisz, że te wszystkie złe rzeczy, kiedy byliśmy mali robiłem, by patrzeć jak płaczesz? - otarł moje łzy, kiedy wypowiedział te zdania. - Kocham cię, kochałem i zawsze będę cię kochać, choćby nie wiem co. I chce to zrobić z miłości, chce cię uszczęśliwić i pomóc ci zapomnieć o tym niesprawiedliwym świecie, o tym dupku i... O tym wszystkim co cię spotkało.
Dupku? Co dziwne... Nie zabolało mnie to. Może ma racje. Może Luke odszedł, bo miał mnie dość. Może kilometry, które nas dzieliły za bardzo go przytłaczały. Nie chce dopuścić innej myśli do głowy. Niech będzie jak jest.
- Wiesz... Ale ja nie wiem co do ciebie czuje. - łzy spływały mi ciurkiem. - Nie chce zrobić tego od tak, ale wszystko dzieje się tak szybko...
- Rozumiem i nie mam i tego za złe. - otarł moje łzy. - Kiedyś zrozumiesz co do mnie czujesz, a ja będę czekać na ciebie. Zadbam o ciebie, o twoje uczucia. Nie jestem draniem, który by cię tylko wykorzystał. Zależy mi na tobie jak na nikim dotychczas. Będę delikatny, czuły, opanowany. Zadbam o ciebie jak o księżniczkę, której należy się wszystko co najlepsze. Tylko... Musisz mi pozwolić się do siebie zbliżyć. Może nie koniecznie o taki sposób mi chodzi, ale o wszystko. Uszczęśliwię cię... Więc jak.
Wahałam się przez moment. Kalkuluje wszystko co powiedział. Cieszy mnie to. Ciesze się, że to powiedział, bo teraz wiem, że mu na prawdę na mnie zależy. 
- Dobrze. - musnęłam jego usta.
Odwzajemnił pocałunek. Delikatnie zsuwa dłoń z mojego policzka, ocierając się o ramię i spuszczając rękaw bluzy z mojej ręki. Bardzo powolny ruch, taki precyzyjny. Nie śpieszymy się. Całujemy się delikatnie, lekko unosimy, by mógł zdjąć bluzę z moich ramion. Strzela gdzieś nią po pokoju i tylko słychać uderzający zamek o panele. Pomagam mu zdjąć koszulkę. Przejeżdżam opuszkami palców po jego skórze. W górę i w dół, w dół i w górę. Przekładam jedną nogę przez jego biodra i lekko kładę go na łóżko. Muskam jego szyję, później ramiona, klatkę piersiową, a później do góry ocierając swoje wargi o jego. Oddychamy powoli, spokojnie, opanowując emocję. Jeździ dłońmi po moich udach, kierując się wyżej. Dotyka guzika od rozporka i odpina go. Z łatwością rozsuwa nieco stary zamek od spodni i zsuwa je nisko, aż do kolan. Zdejmuje je, a on się podnosi, tak że siedzę na jego udach, nie odrywając ust, od jego ust. Zwija od dołu koszulkę w palcach i ściąga mi ją zręcznie przez głowę. Kładę delikatnie ręce na jego umięśnionych ramionach i przedramionami macam jego obojczyki. Całuje moją szyję, później schodzi w dół, aż do piersi. Unoszę lekko głowę do góry i zamykam oczy, rozluźniając wszystkie napięte mięśnie. Wciągam i wypuszczam powietrze z każdym ruchem jego muskania ustami. Serce bij mi mocniej, a później znów wraca do stanu spoczynku. Próbuje dobrać się do zapięcia. Lekko wchodzi palcami do góry po moich plecach, jak zwinny człowiek-amator wspinający się na ściankę. Dotyka zapięcia i z łatwością je odpina. Powoli ściąga z moich ramion ramiączka, a stanik opada niżej. 
- Cholera jasna! - ktoś krzyknął z dołu. - Szlak by go!
- Ciocia? - powiedziałam cicho, trzymając biustonosz na piersiach.
- Miała wrócić jutro.
- Schowaj się pod łóżko! - powiedziałam donośnym, ale cichym głosem. 
Zeszłam z niego i przykryłam się kołdrą, zapinając biustonosz. Matthew spadł na podłogę z czego zrobił głośny hałas.
- Co się dzieje? - krzyknęła ciocia.
- Cholera! Idzie tu! - krzyczę szeptem.
Zapalam światło, by Matthew mógł pozbierać ubrania z podłogi.
Ciocia szarpnęła za klamkę i otworzyła drzwi.
- Co się tu dzieje? - spytała zapalając duże światło.
- Nic.
- A ten hałas? 
- Spadła mi książka, ale już podniosłam. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie śpisz jeszcze? 
- nie mogę jakoś.
- No dobrze. To spróbuj przynajmniej. Jeszcze zajrzę do Matthew'a.
- Nie! - krzyknęłam. 
- Dlaczego? - uniosła jedną brew do góry.
- Bo... - kierowałam wzrokiem po pokoju. - Bo... Ehh dziewczyna z nim zerwała i przeżywa to strasznie, więc lepiej tam nie wchodzić.
- To on miał dziewczynę? Nic nie mówił.
- No ja też o Luke'u szybko ci nie powiedziałam.
- No w sumie racja. - zrobiła wzrok myśliciela. - Dobrze, no to idź spać. Jutro cię wcześnie budzę. 
- Jasne. - puściłam jej oczko. 
Zgasiła światło i zamknęła drzwi.
Chwile poczekałam, aż zejdzie i pozwoliłam wyjść Matthew spod łóżka.
- Teren czysty.
- Myślałem, że nie wyjdzie. - przewrócił oczami.
- No ciocia to gaduła.
Podał mi moje ubrania i położyłam je obok siebie. Przeszedł obok łóżka i usiadł na wprost mnie.
- Coś nam nie wyszło. - lekko się uśmiechnął, łapiąc moją dłoń.
- No trochę. - zrobiłam to samo. - Ale i tak bardzo mi się podobało.
- Mi też. - musnął moje ramię. 
- Chyba powinniśmy iść spać. - zaproponowałam.
- Teraz to nie zasnę. Będę myślał o tym wieczorze.
- Ja też. - przejechałam dłonią po jego klatce piersiowej.
Przechyliłam się do przodu, tak że nie miałam wyboru i położyłam się na łóżku. Przysunął się do góry i położył rękę na moim biodrze, bawiąc się palcami koronką majtek. Skierowałam głowę w jego stronę i jeździłam dłonią po jego brzuchu. Obróciłam się na bok i przysunęłam bliżej niego. Głowę oparłam na jego sercu. Biło tak spokojnie, a moje dudniło jak dzwon kościelny. Zjechał dłonią niżej po plecach, aż na pośladki. Powoli opuszczał je niżej. Czułam jak jego opuszki palców tańczą na moich pośladkach. Zamknęłam oczy. 
- Musisz już iść. - wymamrotałam niechętnie.
Spojrzał mi prosto w oczy, nie wypowiadając żadnego słowa. Podniósł się ostrożnie, wziął swoje ubrania i przykrył mnie kołdrą, dając ciepłego całusa w policzek.
- Śpij dobrze księżniczko. Bardzo cię kocham.
Patrzyłam na okno i usłyszałam tylko zamykające się lekko drzwi. Zamknęłam oczy i dałam się ponieść wyobraźni.
- Wstawać małolaty! Szkoła nadchodzi! Dzisiaj ostatni dzień przed weekendem! - krzyczała ciocia, tłukąc się garnkami po korytarzu.
- Matko! Znowu ten pieprzony piątek. Po co mi szkoła... - zgasił lampkę, która całą noc się świeciła i w samej bieliźnie okrążyłam pokój, by sięgnąć do szafki. Okryłam się długim sweterkiem i wyszłam z pokoju, idąc do łazienki. 
- Wyścig? - zaproponował uradowany Matthew, stojąc w samych spodenkach w progu swojego pokoju. 
- Jasne. - ruszyłam pierwsza. 
Miałam tylko 1m przewagi od pokoju do łazienki. Lekko krzyknęłam zauważając go tuż za sobą. Złapał mnie za biodra i ułożył plecami o ścianę tuż przy drzwiach łazienki. Uniosłam lekko ręce do góry, tak aby dłonie znalazły się na równi z głową. 
- Masz mnie. - uśmiechnęłam się najsłodziej jak umiem.
- No mam. - przysunął się bliżej. Splótł palce lewej dłoni z moimi z prawej ręki i przyłożył czoło do mojego czoła. Pokręcił nim delikatnie.
Zamknęłam oczy i oddychałam powoli. Czułam motylki z brzuchu. 
- I co ze mną zrobisz? - prowokowałam go słownie.
- Dobrze wiesz co. - zaśmiał się cicho, podnosząc do góry prawą ręką sweterek, który opadał mi do połowy uda. 
Zagryzłam wargę i odczepiłam się delikatnie od ściany, muskając jego usta. 
- Zbieracie się?! - krzyknęła ciocia z kuchni.
- Tak. - powiedziałam. - To kto pierwszy?
- Chodźmy razem. - zaśmiał się.
- Chciałbyś. - pchnęłam go delikatnie do tyłu.
- Nie zaprzeczę. - podrapał się w tył głowy, zmrużając przy tym oczy. Spojrzał na mnie, obczajając mnie od stóp do głowy. - Jesteś piękna.
- A ty nachalny. - znów zagryzłam wargę. - Idę, bo się jeszcze spóźnimy.
Skinął głową i odszedł kawałek.
Ogarnęłam się szybko i wyszłam. Nie zastałam go na korytarzu. Zeszłam do kuchni na śniadanie. Pachniało naleśnikami i syrop klonowym. Mniam!
- Jak ty to? - patrzyłam na jedzącego Matthew'a.
- Nie doczekałem się, aż wyjdziesz.
- Dobra, nie wnikam. - zaśmiałam się i usiadłam obok niego.
- Odwiozę was jak zjecie. 
- Okey. - wymamrotał z pełnymi ustami Matthew.
- Dlaczego tak wcześnie przyszłaś? - spytałam.
- Jack, ten pajac dobierał się do mnie. Pff
Spojrzeliśmy z Matthew'em z uśmieszkami na siebie. 
- To źle? 
- No wiesz... Jest przystojny, boski, umięśniony i ten... - oparła brodę o dłoń i spojrzała na sufit. - uśmiech. 
Skądś to znam... 
- Ale... Nie byłam pewna czy tego chce.
I to też znam.
- Może warto było dać mu szansę. - powiedział Matthew, łapiąc moją dłoń pod stołem.
- Teraz to przemyślałam i może... Po prostu musimy się bardziej poznać.
Hmm... Coś w tym jest. 
- Dobra! Zbierajcie się, bo się spóźnimy.
Zjedliśmy, wypiliśmy kakao i ruszyliśmy z plecakami do wyjścia.

- Siemanko Isabell! - podniosłam dłoń, na wprost jej twarzy.
- Yyy... No cześć. - zgubiła wzrok w moich oczach. - Co ty taka uchachana?
Uchachana?! 
- Aaa... Bo jest super, świetnie, fajnie i w ogóle.
- Yhym. Okey.
Zadzwonił dzwonek.
- Chodź. - złapała mnie za dłoń i pociągnęła do klasy.
Siedzimy na geografii. Trochę się nudzimy, więc jak reszta, piszę SMS-y z przyjaciółmi.
Właśnie dostałam wiadomość od Matthew'a.
Matthew: Kocham cię. 
I serduszko na końcu zdania. Jest taki uroczy. Uśmiech sam pojawił mi się na twarzy.
Ja: (serce)
Przez dziesięć minut pisał mi o uczuciach do mnie. Coś tam dodał o wczorajszej nocy. Musiałam niezauważalnie czytać te SMS-y.
Po chwili jakiś numer do mnie zadzwonił. Szybko się rozłączył. Ciekawe kto to. To nie numer Luke'a, ale... Czyżby przypuszczenia mnie nie myliły? 
Dzwonek. Wychodzę i szybko oddzwaniam na ten numer siedząc w toalecie. Ktoś odbiera. Huczy powietrze w słuchawce. Serce wali mi jak dzwon.
- Cześć Ines tutaj ciocia. 
Uff... 
- Przepraszam, że dzwonie z innego numeru, ale zapomniałam telefonu. Będę dzisiaj wcześniej, a później wychodzę do Jack'a. Dzisiaj na pewno nie wrócę, nie musicie się zamartwiać. Możecie zaprosić znajomych, ale dom mam zastać w idealnym stanie. 
- Pewnie. Powodzenia. - zaśmiałam się.
- Buziaczki. 
Wychodzę z toalety i idę do szafki. Otwieram, a przed moimi oczami wylatuje kartka. Rozglądam się i otwieram.
"Jeśli chcesz odzyskać ukochanego, spotkajmy się dzisiaj na czwartej ulicy. Powiem ci co masz zrobić. 
P.S. Jeśli komuś coś powiesz..."
Przełknęłam ciężko ślinę. Rozglądnęłam się uważnie, by sprawdzić kto mógł podrzucić kartkę. Było tyle ludzi, że nie mogłam się skupić. 
- Ines, chodź! - woła mnie Isabell.

3 komentarze: