- A dlaczego nie?
- No nie wiem. - kręciłam palcem wskazującym po jego torsie. - Trochę się krępuje i...
- I? - przesuwał dłonią po moim policzku. Lekko ją przytrzasnęłam między policzkiem i ramieniem.
- I... - zamknęłam oczy, ocierając policzkiem jego wewnętrzną stronę dłoni. - Nigdy tego nie robiłam. Trochę się boje.
-
Jeśli pocieszy cię fakt, że też jestem amatorem, to było by super.
Lubię jak się uśmiechasz. Jesteś taka urocza i masz seksowne dołeczki w
policzkach. - lekko uderzył czołem o moje czoło.
Zachichotałam.
- Jest ciemno, więc i tak nic nie będziemy widzieć. Na dworze też ciemno więc drugi plus.
- Ale będziemy się dotykać. - wymamrotałam.
- Nie zrobię ci krzywdy. - powiedział spokojnym i wiarygodnym głosem. - Nie chcę cię skrzywdzić Ines.
- Wiem. - przytaknęłam głową.
Nastałam chwila ciszy. Czułam jego ciepły oddech na ustach, później na karku, ramieniu i co raz niżej.
- Jeśli nie chcesz...
- Chcę. - powiedziałam stanowczo. - Tylko muszę się przygotować.
- Dobrze.
Podniósł
moją koszulkę i wsadził pod nią głowę, muskając delikatnie mój brzuch.
Kierował się do góry, nie przestawając ślinić mojego ciała. Było mi
przyjemnie, co powodowało mętlik w mojej głowie. Boje się, ale chce
tego. Nie wiem czy Matthew, to właśnie ta osoba, z którą tego chce,
ale... Chce tego... Chce tego z nim, ale nie wiem czy on jest
odpowiednim kandydatem. To nie logiczne. Nie spójne, ale co może być
racjonalne dla 16-latki... Chce zapomnieć o problemach, o Luke'u i o
wszystkim i wszystkich. Chce czuć to uczucie, tą namiętność, ten
rozrywający dech w piersiach... To chyba miłością. Ludzie to robią
najczęściej z miłości, a nie z samego pożądania... Ja jednak nie wiem
czym się kieruje. Z jednej strony... Bardzo go lubię, chociaż nie
cierpię, ale jest mi bliski, taki przyjacielski... Jest mi z nim dobrze.
Z drugiej strony nienawidziłam go, teraz zaspokajam nim myśli, by
zapomnieć o Luke'u, co nie jest na miejscu. Nie jestem taka. Albo nie
byłam. Jestem inna i z każdym dniem się zmieniam. Moje uczucie chyba
też. Luke idzie w odstawkę, a na jego miejsce wchodzi tak po prostu
Matthew. Przeraża mnie ta rzeczywistość... To realne złudzenie, ale
realne... To się dzieje. Przecież myśleliśmy z Luke'em jeszcze nie dawno
o przyszłości, o studiach, o rodzinie... Teraz mam znów układać sobie
plany na życie z kimś innym? Przecież to z Luke'em chciałam mieć swój
pierwszy raz... Teraz już sama nie wiem.
- Wszystko w porządku? - zaczął, zostając w tej samej pozycji.
- Czy ty chcesz to zrobić z miłości do mnie, czy wykorzystujesz nieobecność cioci i moją naiwność?
Powoli wyszedł spod mojej koszulki i podniósł się, znów stykając czoło o moje czoło.
-
Od zawsze cię kochałem. Myślisz, że te wszystkie złe rzeczy, kiedy
byliśmy mali robiłem, by patrzeć jak płaczesz? - otarł moje łzy, kiedy
wypowiedział te zdania. - Kocham cię, kochałem i zawsze będę cię kochać,
choćby nie wiem co. I chce to zrobić z miłości, chce cię uszczęśliwić i
pomóc ci zapomnieć o tym niesprawiedliwym świecie, o tym dupku i... O
tym wszystkim co cię spotkało.
Dupku?
Co dziwne... Nie zabolało mnie to. Może ma racje. Może Luke odszedł, bo
miał mnie dość. Może kilometry, które nas dzieliły za bardzo go
przytłaczały. Nie chce dopuścić innej myśli do głowy. Niech będzie jak
jest.
-
Wiesz... Ale ja nie wiem co do ciebie czuje. - łzy spływały mi
ciurkiem. - Nie chce zrobić tego od tak, ale wszystko dzieje się tak
szybko...
-
Rozumiem i nie mam i tego za złe. - otarł moje łzy. - Kiedyś zrozumiesz
co do mnie czujesz, a ja będę czekać na ciebie. Zadbam o ciebie, o
twoje uczucia. Nie jestem draniem, który by cię tylko wykorzystał.
Zależy mi na tobie jak na nikim dotychczas. Będę delikatny, czuły,
opanowany. Zadbam o ciebie jak o księżniczkę, której należy się wszystko
co najlepsze. Tylko... Musisz mi pozwolić się do siebie zbliżyć. Może
nie koniecznie o taki sposób mi chodzi, ale o wszystko. Uszczęśliwię
cię... Więc jak.
Wahałam
się przez moment. Kalkuluje wszystko co powiedział. Cieszy mnie to.
Ciesze się, że to powiedział, bo teraz wiem, że mu na prawdę na mnie
zależy.
- Dobrze. - musnęłam jego usta.
Odwzajemnił
pocałunek. Delikatnie zsuwa dłoń z mojego policzka, ocierając się o
ramię i spuszczając rękaw bluzy z mojej ręki. Bardzo powolny ruch, taki
precyzyjny. Nie śpieszymy się. Całujemy się delikatnie, lekko unosimy,
by mógł zdjąć bluzę z moich ramion. Strzela gdzieś nią po pokoju i tylko
słychać uderzający zamek o panele. Pomagam mu zdjąć koszulkę.
Przejeżdżam opuszkami palców po jego skórze. W górę i w dół, w dół i w
górę. Przekładam jedną nogę przez jego biodra i lekko kładę go na łóżko.
Muskam jego szyję, później ramiona, klatkę piersiową, a później do góry
ocierając swoje wargi o jego. Oddychamy powoli, spokojnie, opanowując
emocję. Jeździ dłońmi po moich udach, kierując się wyżej. Dotyka guzika
od rozporka i odpina go. Z łatwością rozsuwa nieco stary zamek od spodni
i zsuwa je nisko, aż do kolan. Zdejmuje je, a on się podnosi, tak że
siedzę na jego udach, nie odrywając ust, od jego ust. Zwija od dołu
koszulkę w palcach i ściąga mi ją zręcznie przez głowę. Kładę delikatnie
ręce na jego umięśnionych ramionach i przedramionami macam jego
obojczyki. Całuje moją szyję, później schodzi w dół, aż do piersi.
Unoszę lekko głowę do góry i zamykam oczy, rozluźniając wszystkie
napięte mięśnie. Wciągam i wypuszczam powietrze z każdym ruchem jego
muskania ustami. Serce bij mi mocniej, a później znów wraca do stanu
spoczynku. Próbuje dobrać się do zapięcia. Lekko wchodzi palcami do góry
po moich plecach, jak zwinny człowiek-amator wspinający się na ściankę.
Dotyka zapięcia i z łatwością je odpina. Powoli ściąga z moich ramion
ramiączka, a stanik opada niżej.
- Cholera jasna! - ktoś krzyknął z dołu. - Szlak by go!
- Ciocia? - powiedziałam cicho, trzymając biustonosz na piersiach.
- Miała wrócić jutro.
- Schowaj się pod łóżko! - powiedziałam donośnym, ale cichym głosem.
Zeszłam z niego i przykryłam się kołdrą, zapinając biustonosz. Matthew spadł na podłogę z czego zrobił głośny hałas.
- Co się dzieje? - krzyknęła ciocia.
- Cholera! Idzie tu! - krzyczę szeptem.
Zapalam światło, by Matthew mógł pozbierać ubrania z podłogi.
Ciocia szarpnęła za klamkę i otworzyła drzwi.
- Co się tu dzieje? - spytała zapalając duże światło.
- Nic.
- A ten hałas?
- Spadła mi książka, ale już podniosłam. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie śpisz jeszcze?
- nie mogę jakoś.
- No dobrze. To spróbuj przynajmniej. Jeszcze zajrzę do Matthew'a.
- Nie! - krzyknęłam.
- Dlaczego? - uniosła jedną brew do góry.
-
Bo... - kierowałam wzrokiem po pokoju. - Bo... Ehh dziewczyna z nim
zerwała i przeżywa to strasznie, więc lepiej tam nie wchodzić.
- To on miał dziewczynę? Nic nie mówił.
- No ja też o Luke'u szybko ci nie powiedziałam.
- No w sumie racja. - zrobiła wzrok myśliciela. - Dobrze, no to idź spać. Jutro cię wcześnie budzę.
- Jasne. - puściłam jej oczko.
Zgasiła światło i zamknęła drzwi.
Chwile poczekałam, aż zejdzie i pozwoliłam wyjść Matthew spod łóżka.
- Teren czysty.
- Myślałem, że nie wyjdzie. - przewrócił oczami.
- No ciocia to gaduła.
Podał mi moje ubrania i położyłam je obok siebie. Przeszedł obok łóżka i usiadł na wprost mnie.
- Coś nam nie wyszło. - lekko się uśmiechnął, łapiąc moją dłoń.
- No trochę. - zrobiłam to samo. - Ale i tak bardzo mi się podobało.
- Mi też. - musnął moje ramię.
- Chyba powinniśmy iść spać. - zaproponowałam.
- Teraz to nie zasnę. Będę myślał o tym wieczorze.
- Ja też. - przejechałam dłonią po jego klatce piersiowej.
Przechyliłam
się do przodu, tak że nie miałam wyboru i położyłam się na łóżku.
Przysunął się do góry i położył rękę na moim biodrze, bawiąc się palcami
koronką majtek. Skierowałam głowę w jego stronę i jeździłam dłonią po
jego brzuchu. Obróciłam się na bok i przysunęłam bliżej niego. Głowę
oparłam na jego sercu. Biło tak spokojnie, a moje dudniło jak dzwon
kościelny. Zjechał dłonią niżej po plecach, aż na pośladki. Powoli
opuszczał je niżej. Czułam jak jego opuszki palców tańczą na moich
pośladkach. Zamknęłam oczy.
- Musisz już iść. - wymamrotałam niechętnie.
Spojrzał
mi prosto w oczy, nie wypowiadając żadnego słowa. Podniósł się
ostrożnie, wziął swoje ubrania i przykrył mnie kołdrą, dając ciepłego
całusa w policzek.
- Śpij dobrze księżniczko. Bardzo cię kocham.
Patrzyłam na okno i usłyszałam tylko zamykające się lekko drzwi. Zamknęłam oczy i dałam się ponieść wyobraźni.
-
Wstawać małolaty! Szkoła nadchodzi! Dzisiaj ostatni dzień przed
weekendem! - krzyczała ciocia, tłukąc się garnkami po korytarzu.
-
Matko! Znowu ten pieprzony piątek. Po co mi szkoła... - zgasił lampkę,
która całą noc się świeciła i w samej bieliźnie okrążyłam pokój, by
sięgnąć do szafki. Okryłam się długim sweterkiem i wyszłam z pokoju,
idąc do łazienki.
- Wyścig? - zaproponował uradowany Matthew, stojąc w samych spodenkach w progu swojego pokoju.
- Jasne. - ruszyłam pierwsza.
Miałam
tylko 1m przewagi od pokoju do łazienki. Lekko krzyknęłam zauważając go
tuż za sobą. Złapał mnie za biodra i ułożył plecami o ścianę tuż przy
drzwiach łazienki. Uniosłam lekko ręce do góry, tak aby dłonie znalazły
się na równi z głową.
- Masz mnie. - uśmiechnęłam się najsłodziej jak umiem.
-
No mam. - przysunął się bliżej. Splótł palce lewej dłoni z moimi z
prawej ręki i przyłożył czoło do mojego czoła. Pokręcił nim delikatnie.
Zamknęłam oczy i oddychałam powoli. Czułam motylki z brzuchu.
- I co ze mną zrobisz? - prowokowałam go słownie.
- Dobrze wiesz co. - zaśmiał się cicho, podnosząc do góry prawą ręką sweterek, który opadał mi do połowy uda.
Zagryzłam wargę i odczepiłam się delikatnie od ściany, muskając jego usta.
- Zbieracie się?! - krzyknęła ciocia z kuchni.
- Tak. - powiedziałam. - To kto pierwszy?
- Chodźmy razem. - zaśmiał się.
- Chciałbyś. - pchnęłam go delikatnie do tyłu.
-
Nie zaprzeczę. - podrapał się w tył głowy, zmrużając przy tym oczy.
Spojrzał na mnie, obczajając mnie od stóp do głowy. - Jesteś piękna.
- A ty nachalny. - znów zagryzłam wargę. - Idę, bo się jeszcze spóźnimy.
Skinął głową i odszedł kawałek.
Ogarnęłam
się szybko i wyszłam. Nie zastałam go na korytarzu. Zeszłam do kuchni
na śniadanie. Pachniało naleśnikami i syrop klonowym. Mniam!
- Jak ty to? - patrzyłam na jedzącego Matthew'a.
- Nie doczekałem się, aż wyjdziesz.
- Dobra, nie wnikam. - zaśmiałam się i usiadłam obok niego.
- Odwiozę was jak zjecie.
- Okey. - wymamrotał z pełnymi ustami Matthew.
- Dlaczego tak wcześnie przyszłaś? - spytałam.
- Jack, ten pajac dobierał się do mnie. Pff
Spojrzeliśmy z Matthew'em z uśmieszkami na siebie.
- To źle?
- No wiesz... Jest przystojny, boski, umięśniony i ten... - oparła brodę o dłoń i spojrzała na sufit. - uśmiech.
Skądś to znam...
- Ale... Nie byłam pewna czy tego chce.
I to też znam.
- Może warto było dać mu szansę. - powiedział Matthew, łapiąc moją dłoń pod stołem.
- Teraz to przemyślałam i może... Po prostu musimy się bardziej poznać.
Hmm... Coś w tym jest.
- Dobra! Zbierajcie się, bo się spóźnimy.
Zjedliśmy, wypiliśmy kakao i ruszyliśmy z plecakami do wyjścia.
- Siemanko Isabell! - podniosłam dłoń, na wprost jej twarzy.
- Yyy... No cześć. - zgubiła wzrok w moich oczach. - Co ty taka uchachana?
Uchachana?!
- Aaa... Bo jest super, świetnie, fajnie i w ogóle.
- Yhym. Okey.
Zadzwonił dzwonek.
- Chodź. - złapała mnie za dłoń i pociągnęła do klasy.
Siedzimy na geografii. Trochę się nudzimy, więc jak reszta, piszę SMS-y z przyjaciółmi.
Właśnie dostałam wiadomość od Matthew'a.
Matthew: Kocham cię.
I serduszko na końcu zdania. Jest taki uroczy. Uśmiech sam pojawił mi się na twarzy.
Ja: (serce)
Przez dziesięć minut pisał mi o uczuciach do mnie. Coś tam dodał o wczorajszej nocy. Musiałam niezauważalnie czytać te SMS-y.
Po
chwili jakiś numer do mnie zadzwonił. Szybko się rozłączył. Ciekawe kto
to. To nie numer Luke'a, ale... Czyżby przypuszczenia mnie nie myliły?
Dzwonek.
Wychodzę i szybko oddzwaniam na ten numer siedząc w toalecie. Ktoś
odbiera. Huczy powietrze w słuchawce. Serce wali mi jak dzwon.
- Cześć Ines tutaj ciocia.
Uff...
-
Przepraszam, że dzwonie z innego numeru, ale zapomniałam telefonu. Będę
dzisiaj wcześniej, a później wychodzę do Jack'a. Dzisiaj na pewno nie
wrócę, nie musicie się zamartwiać. Możecie zaprosić znajomych, ale dom
mam zastać w idealnym stanie.
- Pewnie. Powodzenia. - zaśmiałam się.
- Buziaczki.
Wychodzę z toalety i idę do szafki. Otwieram, a przed moimi oczami wylatuje kartka. Rozglądam się i otwieram.
"Jeśli chcesz odzyskać ukochanego, spotkajmy się dzisiaj na czwartej ulicy. Powiem ci co masz zrobić.
P.S. Jeśli komuś coś powiesz..."
Przełknęłam
ciężko ślinę. Rozglądnęłam się uważnie, by sprawdzić kto mógł podrzucić
kartkę. Było tyle ludzi, że nie mogłam się skupić.
- Ines, chodź! - woła mnie Isabell.
Jest mega 👌😍
OdpowiedzUsuńJest mega 👌😍
OdpowiedzUsuńWow! ♥
OdpowiedzUsuń