Stałam wpatrzona w niebo, mając chęć wykrzyczeć miłości "Co ty kurw.a robisz?!".
- Idziesz Ines? - spytała Katy.
- Jasne. - uśmiechnęłam się.
Pies sąsiadów zbudził mnie przed dziesiątą. Przetarłam oczy i rozbudziłam się. Od razu zadzwonił mój telefon.
- Cześć tato.
- Dzień dobry Ines. - mówił za pewne uśmiechnięty. - Co u ciebie?
- Dobrze, a u was? Jak ciocia i Piorun?
- U mnie dobrze, ciocia też jakoś się trzyma, a Piorun jak zawsze. Chyba tęskni.
- Kiedy mogę przyjechać?
- Za niedługo na święta.
- Na święta?! - uniosłam głos. - Przecież to ze cztery miesiące jeszcze
- Musisz się uczyć, pomagać w obowiązkach cioci.
- Przecież to robię. Kilka dni opuszczę to nikt nie umrzę.
- Ines... Na święta... - odrzekł stanowczo.
- Super. - wkurzona podłożyłam brodę pod dłoń, którego łokieć trzymałam na udzie.
Chwile
rozmawialiśmy i rozłączyłam się. Poszperałam w szafie i wyciągnęłam
jakiekolwiek ciuchy. Poszłam się przebrać i zeszłam na dół do kuchni.
Kompletnie zapomniałam, że wszyscy śpią w domu. Kilka osób jeszcze drzemało, a kilka po cichu szeptało robiąc śniadanie.
- O Ines. - uśmiechnęła się Jasmine mieszając jajecznice na patelni.
Odpowiedziałam
jej uśmiechem, po czym nalałam soku do szklanki. Oparłam plecy o brzeg
blatu i patrzyłam na wszystkich zza szklanki.
- Wstawać! - krzyczała Lu waląc łyżką o garnki.
- Zamknij się!
- Wyłączcie to!
Krzyczeli obudzeni.
- Wstawać bo mam do was pytanie.
- Jakie? - spytała trzymająca się za głowę Tina.
- Może pojedziemy pod namioty?
- Dzisiaj?
- No, a co?
- Zwariowałaś chyba. - powiedziała Olivia rzucając twarz na poduszkę.
- Niektórzy się zgodzili.
- Ja mam naukę. - uniosła do góry rękę Tina.
- Ja mam korki wieczorem. - oznajmił Aaron.
- Ja mam szlaban. - odrzekłam.
- No weźcie no...
- Co wam szkodzi jak opuścicie dwie noce?
- Pewnie... Mierny ze sprawdzianu? - przedrzeźniała ją Mia.
- Nie zawsze musicie być idealni.
- Ehh...
- No co? - spytała Lu.
- Nic. Dobra!
- powiedziała Katy.
- Serio? - skrzywiła się Mia.
- No, niech jej będzie. Może będzie fajnie.
- Musi być. - sprostowała Zoe.
Ze schodów właśnie zszedł Matthew. Wymieniliśmy się tylko kontaktem wzrokowym i poszedł do picie.
- A ty? - spytała Jasmine.
- Co ja?
- No... Czy chcesz jechać pod namioty?
- Obojętne. - wzruszył ramionami.
Przewróciłam oczami i dopijając sok wrzuciłam szklankę do zlewu.
- No to super. A ma ktoś jakieś namioty?
- Ciocia ma trzy duże w piwnicy. - powiedziałam bez żadnego zainteresowania.
- Git, a jedzenie, picie?
- Pojedziemy z Aaronem na zakupy.
- Dołączymy się. - powiedziała Tina w imieniu swoim i Toma.
- A reszta co ma robić? - spytała Zoe do Lu.
- Jakieś jedzenie, niech coś przygotują.
- Okey.
Wszyscy
mieli zajęcie na dzisiaj. Chodziłam po salonie udając, że coś robię.
Zastanawiałam się czy ciocia pozwoli mi na wypad z przyjaciółmi.
Dostałam SMS-a.
- I co? Nadal chcesz odzyskać chłopaka?
- To znowu ty?
- Źle ci? Myślałem, że ci na nim zależy.
- Bo zależy. Gdzie on jest.
- Uspokój się, ochłoń. Bez nerwów. Spotkajmy się za godzinę w kinie.
- Czemu tam?
- Bo może chce cię zaprosić na film?
- Nie potrzebuje twojej dobroci. Daj mi Luke i skończ z tym wszystkim jak nie chcesz kłopotów.
- Grozisz mi?
- A nie mogę?
- A byłaś taka fajna.
- Jaką mam pewność, że masz Luke'a?
- Nie wierzysz mi?
- No raczej nie.
- Za godzinę w kinie.
Wkurzona schowałam telefon do kieszeni i poszłam do pokoju się przebrać.
Kilka minut później do pokoju weszła Tina.
- Co się dzieje? - spytała, kładąc dłoń na moim ramieniu.
- To znowu ten koleś. - spojrzałam w dół.
- Chce się spotkać?
- Tak.
- Iść z tobą?
- Nie. I tak nie przyjdzie jak ostatnio.
- Będzie dobrze. - przytuliła mnie. - Zobaczysz.
Do pokoju weszła Katy.
- Tu jesteście. - spojrzała na mnie. - Co się dzieje?
- Nic takiego. - otarłam łzy.
- No widzę właśnie. - spojrzała na Tinę. - Co jest.
- Przejmuje się egzaminami. Za niedługo je ma i ma stresa.
- Rozumiem. Zdasz spokojnie. - położyła dłoń na moich plecach. - Idziemy na te zakupy. Idziesz Tina?
- Tak.
Kiedy
wyszły przebrałam się, ogarnęłam do wyjścia i wyszłam idąc powoli. Mam
jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam się przejść niż jechać
autobusem.
Siedzę
w parku, patrząc na fontannę przed sobą. Myślę o Luke'u. Dlaczego ta
miłość jest dla mnie okrutna? Gdzie moja szczęście, które obiecywał mi
Luke'u?
Już trace nadzieje na cokolwiek. Wstaje i ruszam w kierunku kina.
Stoją w środku, kręcąc się w około. Ludzi jest mało, więc mogę swobodnie wypatrywać kogoś kto wyglądałby inaczej niż wszyscy.
Chodzę
powoli, udając że czytam plakaty. Przesuwam się w lewo, a po chwili
obracam się by iść dalej. Wpadam na kogoś, zahaczając o jego ramię.
- Bardzo przepraszam. - wyjąkałam, ale poszedł dalej obojętnie.
Wodziłam za nim wzrokiem i ruszyłam. Stanęłam na kartce, po którą się schyliłam. Otworzyłam i spojrzałam na tekst: "E,C,A''.
Uniosłam brew do góry i spojrzałam do tyłu, mając wrażenie, że ten ktoś nadal tam może być.
Wróciłam
do domu. Wszyscy przygotowują się do wyprawy. Z kuchni dobiegają pyszne
zapachy. Lu, Jasmine i Olivia składają śpiwory, a chłopaki pakują
namioty do samochodów.
- I jak? - spytała szeptem Tina.
Podałam jej kartkę, spojrzała na mnie i zerknęła na kartkę, po czym zrobiła ten sam wyraz twarzy co ja w kinie.
- Zbierajcie się! - mówiła Mia.
- Co? Obiadu nawet nie jedliśmy. - powiedziała Lu.
- No właśnie. - dodała Zoe z miną szczeniaczka.
- To wstąpimy gdzieś.
- Dobra. Chce hamburgera. - uśmiechnęła się szeroko Lu.
- Z zestawem dla dzieci. - przybiła sobie piątkę z Lu.
- Dobra faktycznie chodźcie, bo nie chce żeby ciocia mnie zauważyła.
- Będzie wściekła co? - spytała zaciekawiona Olivia.
- No pewnie tak, ale wole żeby się wydarła tam, niż przy was.
- Dobra, to faktycznie zbierajmy się.
Zabraliśmy wszystkie torby, koszyki, itd. I wyszliśmy z domu.
- Tylko dwa samochody? - skrzywiła się Jasmine.
- No, a ile byś chciała? - zaśmiał się Aaron.
- Jest tylko dziesięć miejsc, a nas jest jedenaście. - wtrąciła się Lu.
- To usiądzie ci na kolanach Katy już. - pomyślała Mia.
- Ale ja prowadzę. Tom też. - powiedział Aaron.
- To Ines usiądzie na kolanach Matthew i już. - wzruszyła ramionami Katy.
- Nie dzięki, wole siedzieć normalnie. Nie wygodnie mi na kolanach.
- To ja usiądę. - uśmiechnęła się uroczo Jasmine.
Matthew stał obojętnie obok samochodu.
Wsiedliśmy i pojechaliśmy do Mcdonald's.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz