- Ale ja nie chce się wyprowadzać! Mam tu przyjaciół, szkołę... No wszystko!
- Rozumiem. - kładzie dłonie na moich ramionach, z czego zrobiły się cięższe. - Ja mam tu prace, do której jestem przyzwyczajony. Jednakże, nic z tym już nie możemy zrobić. Nie mamy klientów, a ja nie mam jak zapłacić za czynsze. Jeśli tego nie zrobimy, popadniemy w większe długi, a nie chce mieć komornika na karku. - odparł.
- I akurat musisz sprzedać dom? - odwracam głowę do tyłu. - Przecież wystarczyłoby sprzedać pizzerię.
- Dojazd do pracy z Tennessee, cioci też trzeba będzie pomóc finansowo, za darmo nie będziemy tam mogli mieszkać. Jeszcze trzeba zapłacić rachunki z pizzerii. To nie jest takie proste Ines.
- Jasne. - krzyżuje ręce na piersiach i kształtuje usta w prostą kreskę. - Zawsze znajdziesz jakieś wymówki.
- Ines to nie tak. - staje na wprost mnie, zasłaniając mi całkowicie punkt widzenia. - Na początku będzie ciężko, później się przyzwyczaimy do takiego życia. Ciocia na szczęście załatwiła mi pracę u swojego przyjaciela w warsztacie, więc na chwilę obecną jest dobrze.
- A czemu nie możemy przeprowadzić się do jakiegoś małego mieszkania, ale w mieście?
- Ponieważ ciocia ma już swoje lata, mieszka sama w domu, a na dodatek ma dużą farmę na utrzymaniu. Zaproponowała nam gościnę, więc nie wypadało odmawiać. - pogłaskał mnie po głowie. - Nie chce dla nas źle księżniczko.
- Wiem tato... wiem. - westchnęłam.
- Idź już spać jutro czeka nas ciężki dzień.
Skinąwszy głową, wchodzę po schodach prosto do pokoju.
Siedzę na łóżku rozczesując włosy. Dziewczyny siedzą na
podłodze i rozmawiają o czymś nie wtajemniczając mnie w nią. Schodzę z
łóżka i na czworakach zajmuje obok nich miejsce, po czym biorę głęboki
wdech i przygotowuję się do rozmowy.
- To prawda, że wyjeżdżasz? - pyta Zoe, a jej smutek bardziej mnie stresuje.
- Tak. - przytakuję. - Skąd wiecie?
- Mia nie mogła spać, więc podsłuchała. - odpowiedziała Katy.
Spojrzałam na Mię, która potwierdziła odpowiedź Katy.
- Będzie mi was bardzo brakowało.
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale wszystkie rzuciły mi się na szyję. Słyszę jak Mia zaczyna płakać, a za nią już wszystkie to robimy. Pożegnania są bolesne, ale nie myślałam, że aż tak będziemy to odczuwać.
- To prawda, że wyjeżdżasz? - pyta Zoe, a jej smutek bardziej mnie stresuje.
- Tak. - przytakuję. - Skąd wiecie?
- Mia nie mogła spać, więc podsłuchała. - odpowiedziała Katy.
Spojrzałam na Mię, która potwierdziła odpowiedź Katy.
- Będzie mi was bardzo brakowało.
Nie usłyszałam odpowiedzi, ale wszystkie rzuciły mi się na szyję. Słyszę jak Mia zaczyna płakać, a za nią już wszystkie to robimy. Pożegnania są bolesne, ale nie myślałam, że aż tak będziemy to odczuwać.
Przez całe południe pakowałam rzeczy do walizek. Teraz
siedzę w ogrodzie za domem i patrzę przed siebie. Zastanawia mnie jak
będzie wyglądała moja historia. Tu były początki mojego dzieciństwa,
pierwsze spotkanie z Katy pierwsze myśli o przyszłości. Tu mogłam się
odprężyć, pomyśleć, porozmawiać o wszystkim i ze wszystkimi. Tu opierało
się całe moje życie, a teraz? Teraz to wszystko się zmieni.
- Ines! - woła tato. - zbieraj się.
- Już idę!
Patrzę pewnie po raz ostatni na to miejsce, uśmiecham się mimo wszystko, a łzy bez kontrolnie spadają mi po policzkach. Stoję przed drzwiami samochodu i tylko lekko przekręcam głowę i wsiadam, by już więcej nie móc spoglądać na ten dom. Ruszyliśmy.
Droga jest na prawdę długa, tak jakby miała nie mieć końca. Jedziemy przeszło godzinę, a już umieram z nudów. Wyciągam z plecaka słuchawki, podłączam do komórki i zakładam na uszy. Na szybę spadła kropla deszczu, która spływa zostawiając za sobą ślad, później następna i tak kilka po niej, które rozmazują mi widoczność. Przykładam skroń do zimnego okna i zamykam powoli powieki, pozwalając oczom odpocząć.
- Wstawaj Ines! - budzi mnie tato głośnym krzykiem i potrząsa moje ramiona. - Jesteśmy na miejscu. Wychodzę z samochodu zakładając na głowę kaptur i zabieram walizkę idąc po przemokniętej drewnianej ścieżce. Czuje jego zapach komponujący się z wiosennymi roślinami.
- Zapraszam. - mówi starsza Pani z uradowanym głosem.
- Dzień dobry ciociu. - podchodzi do niej tato mocno ściskając. - To moja córka Ines.
- Jaka ty jesteś piękna. Przypominasz mi swoją mamę.
- Dziękuje. - uśmiecham się i poprawiam kosmyk włosów za ucho.
- Wchodźcie, przecież nie będziemy tak stać na zewnątrz. - machnęła ręką abyśmy weszli do środka. - Może chcecie herbaty?
- Tak! - powiedział tato otrzepując się jak pies.
Kiedy razwm z ciocią poszli do kuchni, zaczęłam rozglądać się po salonie. Jest duży, urządzony nie tak jak myślałam, ale mimo to był przytulny. Kominek na środku ściany, w rogu wisi zegar. Po mojej prawej znajduje się kanapa i mały stolik leżący przed nią. Siadam na fotelu po mojej lewej i czekam na kubek gorącej herbaty. Chwilę później ciocia oprowadza nas po domu. Jest trochę ubogi, może dlatego, że przyzwyczaiłam się do lepszego życia. Jestem miastowa, nie będę tego ukrywać, ale nie miałabym serca powiedzieć cioci przykrych słów, jakie tworzą mi się odkąd tu przyjechaliśmy. Weszłam do swojego ''nowego'' pokoju i mam nadzieję, że ten ''nowy'' nie będzie tym ''codziennym''. Jest pomalowany na kremowo, a to kolor, który lubię najmniej. Po lewej stronie znajduję się mała biblioteczka, a obok stoi biurko. Na wprost drzwi łóżko, a za nim parapet i okno zbudowane w kształcie półkola. Nie najgorzej, ale nadal to biedota. Po prawej stronie jest garderoba, jedna część tego pokoju, która mnie uszczęśliwia. - Chodź Ines. Ciocia oprowadzi nas po gospodarstwie!
- Miałam zamiar oglądnąć telewizję, a nie chodzić po pastwiskach. - mruczę pod nosem i przewracam oczami z lekkim oburzeniem.
Na początku ciocia prowadzi nas do kurnika, później pokazuje nam ciekawe miejsca do zobaczenia. Nie wiem co na farmie może być ciekawego, ale nie chcę się nawet zastanawiać. Następnie poszliśmy do stajni. Nigdy nie lubiłam takich miejsc. Zawsze tam śmierdzi i są brudne zwierzęta. Nienawidzę koni, a wujek koleżanki nawet miał tam świnie. Aż od samego myślenia o tym, przechodzą mnie ciarki.
- Jeździłaś kiedyś konno? - pyta mnie ciocia.
- Nie i nie mam zamiaru.
- Dlaczego nie chcesz? - podpytuje mnie idąc jeszcze kilka kroków na przód.
- Nie lubię koni. Wole trzymać się z daleko od zwierząt z farmy. - założyłam ręce na piersi i obróciłam wzrok w drugą stronę.
- Skoro nigdy nie jeździłaś to nie wiesz jak jest. Twoja mama była tego samego zdania co ty. Pod tym względem jesteście do siebie podobne. Jednakże, zgodziła się i była w tym niezła.
- Może lepiej, aby Ines trzymała się z daleka od koni. - tato przerwał cioci nieproszenie.
- Na prawdę się zgodziła? - teraz ja zaczynam podpytywać ciocię.
- Tak. - przytakuje głową. - Była jedną z lepszych dżokejek, jakie w życiu widziałam.
- Więc jednak nie jesteśmy podobne.
Milkniemy. Kątem oka zauważyłam jak tacie drgnęła górna warga ust, ciocia uśmiechnęła się, a moja twarz nadal jest stanowcza.
Dzień jak dzień. Ciągle tylko pada. Myślałam, że w Tennessee nigdy nie ma brzydkiej pogody, najwidoczniej pięciominutowe sprawdzanie wiadomości z Google nie pomogło. Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam, bo film mi się urwał po monotonnym przewijaniu siedmiu kanałów w telewizorze.
Piejący kogut robi mi niespodziewaną pobudkę. Ciągle pieje i
jest nie do zniesienia. Jeśli codziennie tak robi, to przyrzekam, że
zrobię z niego rosół. - Ines! - woła tato. - zbieraj się.
- Już idę!
Patrzę pewnie po raz ostatni na to miejsce, uśmiecham się mimo wszystko, a łzy bez kontrolnie spadają mi po policzkach. Stoję przed drzwiami samochodu i tylko lekko przekręcam głowę i wsiadam, by już więcej nie móc spoglądać na ten dom. Ruszyliśmy.
Droga jest na prawdę długa, tak jakby miała nie mieć końca. Jedziemy przeszło godzinę, a już umieram z nudów. Wyciągam z plecaka słuchawki, podłączam do komórki i zakładam na uszy. Na szybę spadła kropla deszczu, która spływa zostawiając za sobą ślad, później następna i tak kilka po niej, które rozmazują mi widoczność. Przykładam skroń do zimnego okna i zamykam powoli powieki, pozwalając oczom odpocząć.
- Wstawaj Ines! - budzi mnie tato głośnym krzykiem i potrząsa moje ramiona. - Jesteśmy na miejscu. Wychodzę z samochodu zakładając na głowę kaptur i zabieram walizkę idąc po przemokniętej drewnianej ścieżce. Czuje jego zapach komponujący się z wiosennymi roślinami.
- Zapraszam. - mówi starsza Pani z uradowanym głosem.
- Dzień dobry ciociu. - podchodzi do niej tato mocno ściskając. - To moja córka Ines.
- Jaka ty jesteś piękna. Przypominasz mi swoją mamę.
- Dziękuje. - uśmiecham się i poprawiam kosmyk włosów za ucho.
- Wchodźcie, przecież nie będziemy tak stać na zewnątrz. - machnęła ręką abyśmy weszli do środka. - Może chcecie herbaty?
- Tak! - powiedział tato otrzepując się jak pies.
Kiedy razwm z ciocią poszli do kuchni, zaczęłam rozglądać się po salonie. Jest duży, urządzony nie tak jak myślałam, ale mimo to był przytulny. Kominek na środku ściany, w rogu wisi zegar. Po mojej prawej znajduje się kanapa i mały stolik leżący przed nią. Siadam na fotelu po mojej lewej i czekam na kubek gorącej herbaty. Chwilę później ciocia oprowadza nas po domu. Jest trochę ubogi, może dlatego, że przyzwyczaiłam się do lepszego życia. Jestem miastowa, nie będę tego ukrywać, ale nie miałabym serca powiedzieć cioci przykrych słów, jakie tworzą mi się odkąd tu przyjechaliśmy. Weszłam do swojego ''nowego'' pokoju i mam nadzieję, że ten ''nowy'' nie będzie tym ''codziennym''. Jest pomalowany na kremowo, a to kolor, który lubię najmniej. Po lewej stronie znajduję się mała biblioteczka, a obok stoi biurko. Na wprost drzwi łóżko, a za nim parapet i okno zbudowane w kształcie półkola. Nie najgorzej, ale nadal to biedota. Po prawej stronie jest garderoba, jedna część tego pokoju, która mnie uszczęśliwia. - Chodź Ines. Ciocia oprowadzi nas po gospodarstwie!
- Miałam zamiar oglądnąć telewizję, a nie chodzić po pastwiskach. - mruczę pod nosem i przewracam oczami z lekkim oburzeniem.
Na początku ciocia prowadzi nas do kurnika, później pokazuje nam ciekawe miejsca do zobaczenia. Nie wiem co na farmie może być ciekawego, ale nie chcę się nawet zastanawiać. Następnie poszliśmy do stajni. Nigdy nie lubiłam takich miejsc. Zawsze tam śmierdzi i są brudne zwierzęta. Nienawidzę koni, a wujek koleżanki nawet miał tam świnie. Aż od samego myślenia o tym, przechodzą mnie ciarki.
- Jeździłaś kiedyś konno? - pyta mnie ciocia.
- Nie i nie mam zamiaru.
- Dlaczego nie chcesz? - podpytuje mnie idąc jeszcze kilka kroków na przód.
- Nie lubię koni. Wole trzymać się z daleko od zwierząt z farmy. - założyłam ręce na piersi i obróciłam wzrok w drugą stronę.
- Skoro nigdy nie jeździłaś to nie wiesz jak jest. Twoja mama była tego samego zdania co ty. Pod tym względem jesteście do siebie podobne. Jednakże, zgodziła się i była w tym niezła.
- Może lepiej, aby Ines trzymała się z daleka od koni. - tato przerwał cioci nieproszenie.
- Na prawdę się zgodziła? - teraz ja zaczynam podpytywać ciocię.
- Tak. - przytakuje głową. - Była jedną z lepszych dżokejek, jakie w życiu widziałam.
- Więc jednak nie jesteśmy podobne.
Milkniemy. Kątem oka zauważyłam jak tacie drgnęła górna warga ust, ciocia uśmiechnęła się, a moja twarz nadal jest stanowcza.
Dzień jak dzień. Ciągle tylko pada. Myślałam, że w Tennessee nigdy nie ma brzydkiej pogody, najwidoczniej pięciominutowe sprawdzanie wiadomości z Google nie pomogło. Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam, bo film mi się urwał po monotonnym przewijaniu siedmiu kanałów w telewizorze.
Ściągam opaskę nocną z oczu i wstaję z łóżka prawie przechylając się na nogach. Jestem nadal zmęczona, chociaż spałam całą noc. Ubieram pantofle w króliki i schodzę na dół, bo kiszki zaczęły grać marsza w moim brzuchu.
- Wyspałaś się? - pyta ciocia, która miesza jajko w garnku.
- Nie bardzo. Tego koguta da się jakoś wyłączyć?
- Raczej nie. - chichoczę tak, abym nie usłyszała.
- Twój tato kiedy spędzał tu wakacje też miał z nimi problemy.
- I co zrobił? - siadam na krześle barowym i opieram ręce na wąskim blacie.
- Raz rzucił w jednego ziemniakiem i przestał piać, bo chyba dostał zaburzenia psychicznego. Tak przynajmniej mówił właściciel.
- Od tamtej pory nie jem ziemniaków. - dodał tato wchodząc do domu z pełnym wiadrem mleka. - Za bardzo gryzie sumienie.
Zaśmiałam się i zabrałam się do jedzenia.
Po zjedzeniu ciocia dała mi kombinezon i kalosze, bym pomogła tacie z farmą. Mówi mi po drodze co trzeba zrobić i jak to zrobić. Najpierw poszliśmy do kurnika, później do krów i świń, a na koniec do stajni. Grabimy stare siano, nalewamy wodę do żłobów i wychodzę najszybciej jak mogę, bo cuchnie od nich nieziemsko.
Czekam kilkanaście minut, aż tato stamtąd wyjdzie, ale widzę tylko jak konie wybiegają z boksów.
- Prowadź je da zagrody Ines! - krzyczy tato.
Robię jak mówi, chociaż robię to pierwszy raz. Jest ich siedem i chociaż przez chwilę pomyślałam, że mogę ich nie złapać, to są pokorne. Posłusznie mnie słuchają i wchodzę pojedynczo do zagrody. Zamykam drewnianą bramkę i opieram się łokciami o nią.
- Podoba ci się tutaj? - zapytał tato, podchodząc do mnie i kładąc lewą nogę na najniższą belkę.
- Nie najgorzej. Szkoda tylko, że tak tu nudno. - oparłam brodę na wewnętrznej stronie dłoni.
- Kiedy byłem tu po raz pierwszy, a lat miałem niemalże tyle co ty, to bardzo żałowałem, że tato wysłał mnie tutaj. Nie znałem tutaj nikogo, nigdy nie wychowywałem się na wsi i nie pomyślałbym, że więcej niż sprzątanie po zwierzętach spotka mnie tutaj.
- A spotkało cię coś ciekawego?
- Tak. Poznałem przyjaciela, który teraz jest twoim ojcem chrzestnym, tutaj nauczyłem się jak wygląda życie na farmie, jak smakuje prawdziwe mleko, biały ser, a nawet jak wygląda łoś. Tutaj też poznałem twoją mamę.
- Jaka wtedy była? - pytam z coraz większym zainteresowaniem.
- Jaka była? - rozejrzał się dookoła. - Była piękna, wyglądała tak jak ty teraz. Miała piętnaście lat kiedy się poznaliśmy.
- Czyli lubisz tu przybywać, bo tylko tutaj możesz zacząć myśleć o mamie?
- Chyba tak. Tam w mieście nie było czasu na to. Ciągła praca, dom, rachunki. Tam to było nie wykonalne, a tutaj... - zamknął oczy, wpuścił powietrze do ust i wypuścił przez nos. - tutaj mam dość czasu, aby myśleć o tym co jest dla mnie ważne. - popatrzył na mnie.
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwile. Zawsze zastanawiało mnie, jak poznali się moi rodzice. Czy była to restauracja, park, czy kino. A oni tak po prostu poznali się na wsi. Może to miejsce wcale nie jest takie złe.
- Chodźcie na ciasteczka! - krzyczy ciocia z okna.
Tato obejmuje mnie w ramieniu i wracamy do domu.
- Co robisz? - pytam, ściągając kalosze w przedpokoju.
- Nie ściągaj ich. - mówi cioci i podaje mi talerz gorących ciastek do ręki. - Nauczymy cię jeździć.
- Jeździć? - pytam i patrzę jak ciocia schyla się ostrożnie po buty.
Zabiera ode mnie talerz i każę zrobić to samo. Tato wzrusza ramionami, kiedy na niego spoglądam i wychodzimy znów na zewnątrz. Wracam do zagrody i patrzę na ciocię, podjadając ciastko z płatkami czekoladowymi. Stoję w bezruchu i próbuje wygrzebać coś z myśli cioci.
- Załóż kask. Będzie Ci potrzebny.
- To nie jest dobry pomysł. - odparłam, machając dłońmi jak na pożegnanie.
- Już coś mówiłem na ten temat Helen.
- Ted, możemy porozmawiać? - poprowadziła tatę kawałek ode mnie, bym nie usłyszała rozmowy.
Zastanawia mnie, dlaczego nie pozwala mi jeździć. Myślałam, że będzie mnie raczej zachęcał. Zazwyczaj to robi, kiedy stawiam go w trudnych do podjęcia decyzji.
- Dlaczego nie pozwalasz jej jeździć? - spytała ciocia na tyle głośno, że usłyszałam początek rozmowy.
- Dobrze wiesz czemu. - odparł niechętnie, podpatrując co robię.
Z każdym jego obrotem głowy, ja obracam swoją w przeciwną stronę.
- Nie możesz ciągle wracać do przeszłości. To co się kiedyś stało - przeminęło, a to co się dzieje teraz - jest teraz. Mówiłeś jej chociaż? - spojrzała na mnie, ściszając ton.
- Nie. Lepiej żeby na razie nie wiedziała.
- To skoro nie wie o niczym to daj jej się nauczyć. Nigdy nie wiesz jak będzie, a powinna mieć jakieś zajęcie jeszcze teraz jak są wakacje.
- Sam nie wiem. - pomyślał. - Jestem sceptycznie do tego nastawiony.
- Nic jej nie będzie. - uśmiechnęła się i ze swobodnym ruchem położyła dłoń na ramieniu taty. - Jak sobie trochę pojeździ to nic jej nie będzie, a może nawet to polubi.
- Oby nie, ale dobrze. Niech będzie, ale nic poza tym. To tylko do chwili, kiedy nie pozna tu kogoś, a jeździć ma pod moim nadzorem. - stawia ostro warunek, bo widzę jak podnosi palec wskazujący twardo w pion.
- Załóż to Ines. Pomoże ci jak na pierwszy raz. - uśmiecha się do mnie ciocia i podaję mi ubranie.
Po pięciu minutach wychodze zza stajnie i podchodzę do nich, a spodnie wbijają mi się na tyle w wkroczę, że muszę jej non stop poprawiać. Tato otworzył drewniane drzwiczki do zagrody, a ja z niechęcią wchodzę do środka.
- Na prawdę muszę? - spytałam błagająco. - Nie jestem pewna, czy się do tego nadaje. Już wole sprzątać po świniach - co nie jest prawdą.
- Spodoba ci się jak już spróbujesz.
Przełykam ciężko ślinę, a przed oczami pojawia mi się mgła, która rozprasza moją równowagę. Chwieje się i czuję, że zaraz dostanę ataku paniki.
- Na którym mam jeździć?
- Hmm... - wskazuje palcem wskazującym kuca. - Ten będzie idealny.
- A może jakiś inny? - pytam przerażona, ale bardziej zażenowana. Może jestem początkująca, ale no błagam... Kuc? Czy ja mam pięć lat?
- Dlaczego? Ten będzie odpowiedni.
- Wątpię. - rozglądam się zniesmaczona. - A tamten? Dlaczego stoi sam?
Nie usłyszałam przez kilka minut żadnego odzewu. Ciocia stoi jak wryta w ziemię, tak w bezruchu, a strach chyba zabrał jej mowę.
- On zawsze odstawał od grupy. Rzadko kto go dosiadał. - odezwał się tato, kiedy straciłam nadzieję, że dostanę jakąkolwiek odpowiedź.
- Rzadko? - z zaciekawieniem dopytuje głębiej. - Czyli jednak ktoś tak. Kto taki?
Świetnie piszesz, czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńCzekam na następny <3
OdpowiedzUsuńSuper <3333 czekam na next ;*
OdpowiedzUsuńSugeruję, że jej mama spadła z tego konia >.< czekam! ;*
OdpowiedzUsuńTez od razu o tym pomyslalam ;)
UsuńZe stoi sam bo wlasnie jej mama z niego spadla ;**
Super rozdział !! :* :) czekam na nastepny
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńSuper!! Czekam na nastepny :3
OdpowiedzUsuńnie mogla spasc z konia bo przeciez na pb napisalas wstep ze POPELNILA SAMOBOJSTWO chyba nie podciela sobie zyl na koniu :D
OdpowiedzUsuńTak, ale chodzi o to, ze Ines wiedziala, ze jej mama popelnila samobojstwo. Moze np. nie chcieli jej zniechecac do koni, nie chcieli, zeby sie koni bala ? C:
Usuńnie mogla spasc z konia bo przeciez na pb napisalas wstep ze POPELNILA SAMOBOJSTWO chyba nie podciela sobie zyl na koniu :D
OdpowiedzUsuńalbo mi sie juz ff powalily :D
Usuńalbo mi sie juz ff powalily :D
UsuńSuper :))
Usuń