- Kto zaczyna? - spytała Mia.
- Niech najpierw Lu dopije sok, to weźmie się butelkę. - powiedziała Katy.
Lu szybko wypiła sok i położyła butelkę na środku.
- To ja mogę zacząć. - podniosła do góry dwa palce Zoe.
Chwyciła butelkę i zakręciła nią. Dziubek wskazywał na Tinę.
- Prawda czy wyzwanie? - spytała Zoe.
- Wyzwanie. - odpowiedziała.
- Hmm... - pomyślała. - Zrób trzy męskie pompki.
Tina wstała, zeszła z koca na trawę i położyła się na brzuch. W szybkim tempie zrobiła wyzwanie.
- Mogłabyś coś trudniejszego. - uśmiechnęła się.
Tina zakręciła butelką i wypadło na Lu.
- Prawda czy wyzwanie? - spytała.
- Pytanie. - odpowiedziała bez wahania.
- Czy kiedykolwiek całowałaś się z chłopakiem? - podniosła lekko wargę do góry.
- Yyy... - zarumieniła się. - Taaa.
- Oj chyba kłamiesz. - dodała Tina. - Powiedz prawdę.
- Miało być jedno pytanie! - krzyknęła.
- To jest! - odwzajemniła Tina.
- To są dwa pytania! - pokazała dwa palce na dłoni.
- To pocałuj... - spojrzała dookoła. - Toma!
- Co?! - zareagował Tom.
- To jest wyzwanie! A ja chciałam pytanie! - wystawiła język Lu.
- Jak kłamiesz to tak jest! - zmarszczyła czoło Tina.
- Przestańcie się kłócić! - weszła pomiędzy je Jasmine.
Uspokoiły się i mogliśmy wracać do gry.
Teraz kręciła Lu. Butelka wylosowała Luke'a.
- Pytanie czy wyzwanie? - popatrzyła na niego Lu.
- Wyzwanie. - odpowiedział stanowczo.
- Pocałuj Ines. - zaśmiała się.
Luke uśmiechnął się szeroko i pocałował mnie czule. To było słodkie uczucie. Złapał mnie za rękę i zakręcił butelką. Tym razem wypadło na Mię.
- Pytanie czy wyzwanie? - spytał.
- Pytanie. - odparła.
- Co u ciebie? - uśmiechnął się.
- Haha. Dobrze. - zaśmiała się.
Teraz kręciła Mia. Wypadło na Toma.
- Pytanie czy wyzwanie? - popatrzyła na niego.
- Pytanie. - wchłonął powietrze do policzków.
- Kochasz nadal Tinę? - popatrzyła na nią.
Tom gwałtownie wypuścił z buzi powietrze. Spojrzał na Tinę, chwycił jej dłoń i powiedział prosto w oczy.
- Kocham cię. - zaświeciły mu się oczy.
- Ouu. - powiedziałam, kładąc głowę na ramieniu Luke'a.
Tina zarumieniona spuściła wzrok na dół i uśmiechnęła się. Zacisnęła mocniej dłoń Toma i patrzyła na kręcącą się butelkę. Teraz czas na mnie.
- Pytanie czy wyzwanie? - spytał Tom.
- Wyzwanie. - uśmiechnęłam się.
- Pocałuj Luke'a. - zaśmiał się.
- Haha, okey. - popatrzyłam na niego.
Przysunęłam się bliżej Luke'a i pocałowałam go tak samo czule jak on mnie. Kiedy skończyliśmy, kątem oka widziałam zły wyraz twarzy Aarona.
Zakręciłam butelką i wypadło na Aarona... Niestety.
- Prawda czy wyzwanie? - udawałam miłą.
- Wyzwanie. - powiedział poważnie.
- Obiecaj Katy, że ją zawsze będziesz kochać i nigdy jej nie zranisz. - patrzyłam na niego ze wzrokiem zabójcy.
Popatrzył na mnie na moment i spojrzał na Katy.
- Obiecuję, że zawsze cię będę kochać i że nigdy cię nie zostawię. - kłamał.
Katy go mocno przytuliła, a ja, Jasmine, Tina i Lu spojrzałyśmy na siebie z obrzydzeniem do jego kłamstw.
Teraz on zakręcił. Wypadło na Katy.
- Pytanie czy wyzwanie? - spytał.
- Pytanie. - bawiła się jego palcami.
- Czy, gdybym kiedykolwiek cię zranił... - przerwał. - wybaczyłabyś mi?
Spojrzałam na dziewczyny, tak jak i one na mnie.
- Nie mam pojęcia, ale wiem to, że nigdy mi tego nie zrobisz. - spojrzała mu głęboko w oczy.
- Dobra. To teraz ja. - zakręciła butelką. - Ooo! Jasmine!
- A no ja! - uśmiechnęła się.
- Prawda czy wyzwanie? - spojrzała na nią.
- Wyzwanie. - oparła się o dłoń.
- Pokaż kolczyk w pępku. - pokazała palcem Katy.
Jasmine podniosła do góry koszulkę i pokazała nam kolczyk. U góry był niebieski koralik, a w dolnej części był wiszący brylancik.
Wzięła do ręki butelkę i zakręciła nią. Została nam tylko Zoe i tak wypadło.
- Prawda czy wyzwanie? - spytała Jasmine.
- Pytanie. - przytaknęła głową.
- Jesteś zmęczona? - spytała, ziewając.
- Teraz tak. - zrobiła to samo.
- Ei! - krzyknęłam. - Jest przecież jeszcze Olivia.
- No właśnie! - dodała Katy.
Zaśmialiśmy się wszyscy.
- A no już nie ważne. - machnęła ręką. - Chodźmy się przejść.
- Dobry pomysł. - wstała Mia.
Zebraliśmy wszystkie rzeczy, wzięliśmy je ze sobą i poszliśmy wzdłuż lasu.
- Jak pójdziemy do końca to znajdziemy się na moście obok przystanku. - powiedziała Lu.
O nie! To ten pechowy most, na którym spotkałam się z Aaronem. Tyle, że ja tylko źle zareagowałam na tą wiadomość. Chyba nikt nie słuchał Lu, bo wszyscy ze sobą rozmawiali.
Kiedy znaleźliśmy się niedaleko mostu, Tom podbiegł z tyły do Tiny i podniósł ją tak, głową zwisała do dołu, a nogi trzymał jej ku górze.
- Tom! Opuść mnie. - wierciła się.
- Nie wierć się bo spadniesz! - zaśmiał się.
- To mnie puść! - poddała się.
- Okey. - zaczął ją spuszczać, aż jej włosy dosięgały szybko chodnika.
- Ale nie tak! - zaczęła krzyczeć.
Wszyscy się z nich śmialiśmy.
Luke podbiegł do mnie i mnie objął w pasie, kręcąc się razem ze mną.
- Wariacie! Co ty robisz? - skuliłam nogi.
- Bawię się z tobą. - przytulił mnie od tyłu.
- Nie jesteś za stary na zabawę? - popatrzyłam na niego kątem oka.
- Nie. No co ty. - pocałował mnie w policzek. - Mogę być twoim Tomem, a ty będziesz moją Tiną?
- Mogę być sobą, a ty będziesz sobą? - zaśmiałam się.
- No, tak też może być. - odstaliśmy z grupy. - Chodź do nich!
Podbiegliśmy do reszty, aż pod most. Przeszliśmy przez niego, aż do lasku, w którym znajdował się przystanek.
- No to my się będziemy zbierać. - powiedziała Katy, siadając na ławce.
- Szkoda. Tak było fajnie. - powiedziała Jasmine.
- No, ale mam nadzieje, że nas jeszcze odwiedzicie. - uśmiechnęła się Tina.
- Oj, zapewne. - powiedział cicho Aaron, spoglądając na mnie.
- Wpadnijcie do nas kiedyś. - zaproponowała Zoe.
- No właśnie! - dodała Mia.
- Mamy dużo miejsca w domu, więc nocleg macie załatwiony. - powiedziała Olivia.
Przyjechał bus.
- Na nas już czas. - powiedziała Mia.
Pożegnaliśmy się, niektórzy ze łzami w oczach i pojechali.
- Jak tam twoje treningi? - spytała Lu.
- Na razie dobrze. - uśmiechnęłam się.
- To już za niedługo zawody. - szturchnęła mnie Jasmine.
- A no, ale mam tremę. - złapałam się za brzuch. - Trochę się boje.
- Nie dziwie się, ale dasz rade. - położyła rękę na moim ramieniu Tina.
Poszliśmy się jeszcze chwilę przejść. Lu zaprowadziła nas pod sklep spożywczy, niedaleko naszych domów. Lu i Jasmine poszły przeczytać jakieś plakaty wywieszone na sklepach, Tina i Tom całowali się pod latarnią, a ja i Luke wymieniliśmy się komórkami, żeby sobie zagrać. Ja grałam w wyścigi samochodowe, a on w "Dumb Ways 2 Die". Chwilę później zawołały mnie dziewczyny.
- Ines! Chodź tu! - machały do mnie.
Wstałam i podeszłam do nich. Na mój telefon przyszedł SMS, którego dźwięk usłyszałam. Postanowiłam jednak odebrać go później.
- Boziu... Zawody przełożyli na następny tydzień. - złapałam się za głowę.
- Na prawdę? - spytała zszokowana Jasmine.
- Teraz będziesz musiała częściej ćwiczyć z Luke'em. - powiedziała Tina.
- Mam nadzieje, że mi pomożesz wygrać. - zaśmiałam się.
Chciałam usiąść na jego kolanach, ale odsunął się i wstał.
- Muszę już iść. - oddał mi komórkę, a swoją zabrał i poszedł.
- Co mu się stało? - spytałam.
Pokiwali głową i patrzyliśmy jak odchodzi.
- Przejdzie mu. - powiedziała Lu. - Wracajmy już.
Pożegnaliśmy się i ja z Luizą poszłyśmy razem, a reszta razem.
Odprowadziłam Lu pod dom i szłam do siebie.
- ??? - napisał Aaron.
- O co ci chodzi? - odpisałam ze zmarszczonym czołem.
- Nie uciekniesz ode mnie. - odparł.
- Odczep się! - pomyślałam o co mu chodzi.
Przeszukałam wiadomości wcześniejsze.
- O tej wiadomości nie widziałam. - powiedziałam do siebie.
Przeczytałam to co czytał wcześniej Luke.
- To znowu ja księżniczko. Tęsknie za tobą. Dzisiaj byłem cholernie
zazdrosny o ciebie, kiedy całowałaś się z tym frajerem. Kiedy wreszcie
powiemy im o nas? - napisał Aaron.
- O nie! Musiał to przeczytać i dlatego tak się zachował. - powiedziałam na głos.
Weszłam do domu i w biegu wbiegłam po schodach do pokoju, rzucając się na laptop. Szybko zalogowałam się na facebook'a i napisałam do Luke'a. Mimo, że nie był dostępny to i tak czekałam, aż odczyta wiadomość.
Czekałam piętnaście minut i jest! Wszedł! Coś pisał, ale nie wysyłał. Pisał bardzo długo i zszedł...
- No nie mogę! - rzuciłam poduszkę o ścianę.
Wylogowałam się, zamknęłam laptop i położyłam się spać. Z tej całej złości musiałam odpocząć.
Na następny dzień wstałam o 7:05, poszłam pod prysznic, zeszłam do kuchni coś zjeść i przeczytałam kartkę leżącą na stole.
- Pojechaliśmy do miasta. Za niedługo będziemy. - napisał tato.
Poszłam się przebrać, uczesałam się, wymalowałam i wyszłam na dwór po Lu. Pomachałam Piorunowi i podbiegłam pod jej dom.
- Wstawaj Lu! - krzyknęłam pod jej oknem.
- Już idę! - krzyknęłam z salonu.
Gdy na nią czekałam, przyszli Tom i Jasmine.
- Gdzie macie Tinę? - spytałam.
- Musiała sprzątać dom. Wyjdzie za godzinę. - powiedziała Jasmine.
- To gdzie idziemy? - podeszły do nas Lu.
- Może po Luke'a? - zaproponował Tom.
- To nie jest dobry pomysł. - powiedziałam.
- Niby czemu? - pomyślała Jasmine.
- No bo wczoraj taki dziwny był.
- podrapałam się w tył głowy.
Ale jednak poszliśmy po niego. Tom zadzwonił do niego by wyszedł i po pięciu minutach przyszedł. Przywitał się ze wszystkim, a przede mną stanął i popatrzył mi głęboko w oczy. Widziałam w nich łzy, ból i nienawiść. Musiałam z nim pogadać i gdy zostaliśmy sami, bo reszta poszła znów na plac zabaw, usiadłam obok niego na ławce.
- Czy... - przełknęłam ślinę. - przeczytałeś wczoraj SMS-a od Aarona?
Nic nie odpowiedział jedyne co to popatrzył w drugą stronę.
- Luke, proszę odpowiedz mi. - dotknęłam lekko jego dłoni.
Nie zabrał swojej ode mnie. Czułam, że robi się a nim ciepło i czułam, że tego chce. Chce, żebym była blisko niego.
- Tak. - powiedział z załamanym głosem.
- To nie tak jak myślisz. - przysunęłam się do niego.
- To powiedz mi jak jest. - spojrzał na mnie.
Zamilkłam na chwilę.
- Nie mogę. - z trudnością wypowiedziałam te słowa.
- To ja też nie mogę myśleć inaczej, niż sądzę. - popatrzył mi w oczy.
- Jeśli ci powiem, to zrani dla mnie ważne osoby. - łza poleciała mi z oczu.
- Jeśli byłbym dla ciebie ważny i ufałabyś mi to powiedziałabyś mi co się dzieje. - zabrał dłoń.
- Już jestem! - krzyknęła Tina, przerywając moją rozmowę z Luke'em.
Otarłam łzy z oczu i poszliśmy się przejść. Przez całą drogę nie rozmawiałam z Luke'em... A raczej to on ze mną. Siedzieliśmy na dworze, aż do 12:50, bo Lu musiała iść na obiad. Też poszliśmy, bo zgłodnieliśmy. Umówiliśmy się na wieczór. Kiedy przyszłam do domu, zastałam ciocię w kuchni.
- A ty jak zawsze przy garach. - zaśmiałam się.
- Jesteś głodna? - spytała z uśmiechem.
- Jak wilka. - złapałam się za brzuch. - Co jest?
- Zupa pomidorowa. Może być? - popatrzyła na mnie.
- Pewnie, że tak. - uśmiechnęłam się.
Patrzyłam jak ciocia nalewa chochlą, zupę.
- Nie ma taty? - chwyciłam łyżkę.
- Nie. - usiadła na wprost mnie.
- Nie wracaliście razem? - konsumowałam obiad.
- Musiał coś jeszcze załatwić. - popatrzyła na mnie.
Kiedy zjadłam, podziękowałam za obiad i poszłam do swojego pokoju. Włączyłam głośno muzykę i do wieczora siedziałam w swoim pokoju rysując i siedząc na internecie.
- Wychodzisz? - zadzwoniła do mnie Jasmine.
- Tak. - rozłączyłam się.
Przebrałam się, ubrałam buty i wyszłam z domu.
Podbiegłam do przyjaciół i poszliśmy na spacer. Był też Luke. Cały czas na mnie spoglądał. Chciałam go pocałować i mocno się przytulić, ale wiedziałam, że go zraniłam. Poszliśmy najpierw do kina, później na pizzę i do parku. Spotkaliśmy tam Stacy i Mirandę.
- Cześć ofiary. - powiedziała wrednie Stacy rzucając gumę.
- Cześć tanie... - zatkała buzię Lu, Jasmine.
- Słyszeliście chyba o zmianie terminu, tak? - odezwała się zarozumiale Miranda.
- Tak i co? - spytał Tom.
- I to, że wasza koleżaneczka nie da rady. - popatrzyła na mnie, jadąc od dołu do góry po mnie wzorkiem.
- Daj jej spokój! - wstawiła się Tina.
Luke na mnie spojrzał. Kątem oka widziałam, że chciał zareagować i przytulić mnie, ale nie potrafił.
- Na prawdę Luke zadajesz się z tymi odmieńcami? - podeszła do niego blisko, Miranda. - Jeśli zmienisz zdanie, to wiesz, gdzie mnie szukać.
Prawie go pocałowała, a mnie zrobiło się bardzo źle. Nawet się nie odsunął, patrzył na nią z silną wolą. Wiedziałam, że nawet by jej nie pocałował, ale sama ona przy nim mnie zdenerwowała. Kiedy powiedziała odmieńcami, to spojrzała na mnie. Musiałam wtedy uciec. Ze łzami w oczach po prostu biegłam. Słyszałam, że wszyscy za mną biegną, ale nie dogonili mnie. Byłam bardzo szybka i w takim tempie znalazłam się od razu pod bramą domu. Słyszałam konia. To Piorun!
Szybko podbiegłam do zagrody i zobaczyłam jak trzech silnych mężczyzn, próbuje wprowadzić mojego konia do ciężarówki.
- Co wy robicie?! - próbowałam uwolnić konia.
- Ines! Nie wtrącaj się! - przytrzymywał mnie tato.
- Zostawcie go! - próbowałam się wyrwać z objęć. - Co ty zrobiłeś?!
- To dla twojego dobra. - trzymał mnie mocniej.
- Ty nie wiesz co dla mnie dobre. - łzy leciały mi z oczu.
- Ten koń jest stary i niebezpieczny. Zrobił by ci krzywdę. - patrzył na mnie.
- Nigdy mi nic nie zrobił! - krzyknęłam. - Każ im przestać! To go boli!
Koń wyrywał się z uścisku lin. Słyszałam jego rżenie. Łzy spływały mi z oczu, a serce przyspieszyło bicie. Nie wiedziałam co mam zrobić. Patrzyłam jak zabierają Pioruna do ciężarówki i wyjeżdżają.
Tato powoli puszczał mnie z objęć. Stałam chwilę nieruchomo.
- Jak mogłeś! - biłam go pięściami o klatkę piersiową i barki. - Nienawidzę cię!
Szybko pobiegłam do domu, zamknęłam się w pokoju i płakałam do poduszki. To okropne uczucie. Miranda na moich oczach chce mnie upokorzyć i zabrać mi Luke, tato zabrał mi Pioruna, a Aaron chce mi zniszczyć życie. Nienawidzę ich wszystkich!
Jejku przy samym końcu aż się poplakalam :( cxekam na kolejny rozdział, jestem ciekawa co będzie dalej, a co gorsza, przez cały czas będę myśleć o tym rozdziale :D
OdpowiedzUsuńJak zwykle super!!!
OdpowiedzUsuńCzekam na nastepny ❤️
Plakalam :/ jeju dlaczego go zabrali?
OdpowiedzUsuń