Dzwoni do mnie telefon. To Katy.
- Hei Ines! Co u ciebie?
- Nawet. - odpowiadam zniechęcenia.
- Coś się stało?
- Nudzę się trochę. - odpowiadam, rzucając się na oparcie sofy.
- Dzisiaj z dziewczynami idziemy na zakupy. Może chcesz się wybrać?
- Pewnie bym się zgodziła, ale nie dzisiaj. Może innym razem.
- Okey, rozumiem. To do zobaczenia. - rozłącza się.
Rzucam komórkę obok siebie i nadal oglądam telewizję. Tato jest w pracy jak zawsze, a ciocia zajmuje się gospodarstwem.
Idę do pokoju i wyszukuje w szafie jakiś ciuchów. Ubieram czarne legginsy, koszulkę bez rękawów, buty, a przed wyjściem napajam się sokiem pomarańczowym. Schodzę na dół i wychodzę z domu. Skradam się po cichu do zagrody i zabieram Pioruna ze sobą.
- Gdzie się wybierasz? - pyta ciocia, stojąc obok mnie z chwastami w ręku.
- Nic. Tak tylko...
- Chcesz go zabrać?
- Nie! - szybko odpowiadam. - Po prostu... chciałam się mu bliżej przyjrzeć.
- Nie musisz mnie okłamywać. Wiesz, że jestem po twojej stronie. - podchodzi do mnie bliżej.
- Wiesz ciociu... Beth jest super koniem, ale Piorun jest zupełnie inny. - spoglądam na niego. - Czuje z nim taką więź i on ze mną chyba też.
- Tak, to jest świetny koń. - spogląda na niego i po chwili wraca wzrokiem na mnie. - Trenujesz z tym chłopcem?
- Chodzi ci o Luke'a? - serce biję mi szybciej na dźwięk jego imienia.
- Przystojny młodzieniec. Widziałam was wczoraj. To pewnie z nim się wykradasz wieczorami. - patrzy na mnie z krępującym uśmiechem.
- Ja się nigdzie nie wykradam. - zaśmiałam się. - Po prostu wychodzę, kiedy nie patrzycie. Jednak powinnam cię przeprosić za to, że nie mam czasu by z tobą trenować.
- Nie szkodzi. Mam nadzieje, że ten chłopiec nauczy cię więcej niż ja. Jestem przekonana.
- Ja też. - szepnęłam cicho.
- Czyli nazwałaś go Piorun, tak?
- Tak. - odparłam.
Chwilę stoimy bez słowa, patrząc na konia, aż wreszcie ciocia pozwoliła mi jechać. Podjeżdżam pod Lu i jedziemy. Mijamy magiczne miejsce - tak na nie mówię - i myślę, że powinnam i chcę pokazać znajomym to miejsce. Jest cudowne i może stać się naszym drugim domem.
- No wreszcie! - podchodzi do nas Luke i pomógł nam zejść.
- Przepraszam, że tak długo, ale Lu miała potrzebę.
- No sorry. Każdy kiedyś musi. - wzrusza ramionami.
- Dzisiaj zrobimy mały spacer po lesie. Co wy na to? - proponuje Luke, prowadząc za sobą konia.
- Dobry pomysł! Dzisiaj taka piękna pogoda. - spojrzałam do góry, prosto w sklepienie.
Może to ten moment, by wyjawić im tajemnice.
Kiedy docieramy na miejsce, do którego sama zachęcałam byśmy poszli, schodzimy z koni, zostawiając je przed mostem.
- Byliście tutaj? - pytam idąc pierwsza, odsłaniając rękami gałęzie wierzby.
- Nie. - odpowiadają równocześnie.
Mijamy małe jeziorko, kierując się powolnym krokiem do wodospadu.
- Jesteście gotowi? - uśmiecham się i odsłaniam im obraz.
Oboje oniemieli z wrażenia, tak samo jak ja, kiedy pierwszy raz zobaczyłam to miejsce.
- Jak na nie wpadłaś? - dopytuje Lu, idąc malutkimi kroczkami przed siebie i rozglądając się z otwartą lekko buzią.
- Sama nie wiem. Jakoś tak.
Siedzimy już długa chwilę, rozmawiając i ciesząc się tym spokojnym i pięknym dniem. To miejsce na prawdę jest bajeczne, a widziałam w życiu wiele. Zawsze z tatą jeździliśmy na wakacje po świecie, zwiedzając różne miejsca i to na prawdę piękne miejsca, ale tego żadne nie przebije.
- Musimy powoli wracać. - oznajmiam.
- Masz rację. - podnosi się Luke, a za nim Lu.
Wróciliśmy do naszych koni, po czym je dosiedliśmy i każde z nas wróciło do mieszkań.
Wpadam do domu jak strzała. Jestem bardzo głodna, więc siadam na krześle barowym i bardzo szybko - prawie krztusząc się - jem zupę pomidorową. Następnie idę do pokoju i zabieram jakąkolwiek książkę z półki, po czym kładę się wygodnie na parapecie i zaczynam czytać. Czas mijał mi piorunująco, a ja właśnie skończyłam całą lekturę.
Jest 19:30, więc zbieram się do wyjścia.
Idę w stronę parku, w którym Aaron chciał się spotkać. Właśnie dostałam od niego SMS-a, że czeka na przystanku, więc zmieniam kierunek i kroczę na przystanek wolniej niż zwykle.
- Co chciałeś? - zaczynam z głosem lekko uniesionym.
- Miłe powitanie. - mruknął. - Tam jest duży most niedaleko. Chodź.
Chociaż nie mam ochoty tam z nim iść, to chce tylko, by powiedział co ma powiedzieć i już więcej do mnie nie dzwonił. Jest fałszywy. Aż źle się z oczu patrzy.
Idziemy szeroką ulicą, nie wymieniając między sobą żadnego słowa. Kiedy znajdujemy się na miejscu, Aaron próbuje coś wykrztusić, patrząc na mnie.
- Wiesz Ines... Nie bez powodu napisałem, że to ważne spotkanie. - przełyka ciężko ślinę, patrząc na rzeczkę, którą oświetla światło lampy.
- Co jest niby takie ważne, żebym musiała odwoływać spotkanie z Luke'em?
- Chciałem ci już wczoraj to powiedzieć, ale widziałem jak Luke na ciebie patrzy. - bierze głęboki oddech. - Podobasz mu się.
Wow! Wielkie brawa dla ciebie. Jesteś takim super kolegą. Gdyby nie ty, nie wiedziałabym, że tak jest. - mówię w myślach.
- Czy tylko po to chciałeś się spotkać? - zmarszczyłam czoło i patrzę na niego wzrokiem mordercy.
- Nie. Chciałbym ci jeszcze powiedzieć, że mi też się bardzo podobasz. Ale wiem, że nie mam u ciebie szans.
Stoję zdziwiona, nie wiedząc co powiedzieć. Patrzę na niego jak na ofiarę, chociaż cenie go za szczerość.
- Ale... - jęknęłam - Przecież ty jesteś z Katy!
- Ona nie musi się niczego wiedzieć. - kładzie dłoń na mojej dłoni.
- To jest moja przyjaciółka! - krzyczę głośno, wyrywając dłoń. - Jesteś nienormalny.
- Wiem, że ja też ci się podobam. - wyciąga do mnie ręce, by mnie objąć. - Nie zaprzeczaj Ines.
- Odczep się! - odpycham go mocno.
- Słuchaj... - zmienił ton na grubszy i bardziej stanowczy. - Jeśli nie zrobisz tego co cię powiem t ...
- To co?! - przerwałam mu.
- To powiem o nas Katy i że to ty mnie uwiodłaś, a Luke zobaczy jaka jesteś na prawdę. - mocno ściska mój nadgarstek.
- Jesteś potworem! - krzyczę, wyrywając dłoń z uścisku.
- Lepiej rób co mówię, a nic nie stracisz. - zagroził i odchodzi, znikając w ciemności.
Długo stoję przy moście, płacząc i trzęsąc się. Boję się, że przez niego stracę dwie ważne dla mnie osoby. Nie wiem co zrobię i nie wiem co będzie dobrym wyborem, ale wiem, że nie pozwolę mu skrzywdzić Katy. Nie mogę o tym nikomu powiedzieć, ale wiem, że to będzie trudne. Wycieram łzy z oczu i wracam szybko do domu. Żałuje, że musiałam odwołać randkę dla tego durnia.
Zamykam za sobą mocno drzwi mieszkania i biegnę do pokoju. Zamykam drzwi na klucz i rzucam się na łóżku cała zapłakana. Wyciągam czekoladę z szuflady i zabieram się do jej jedzenia, by zminimalizować ból. Zawsze kiedy jestem zdenerwowana lub zrozpaczona, to jem coś czekoladowego. Ponoć najlepsze lekarstwo na smutek.
Jest już bardzo późno, a nawet nie mam sił by wstać i pójść do łazienki, więc przebieram się i kładę się spać z głupią nadzieją, że mi przejdzie.
Rano budzę się z mokrą od łez poduszką. Wstaję, sięgam po ubrania, ręcznik i idę pod prysznic. Spoglądam w lustro i widzę jak moja twarz jest cała zaczerwieniona.
Robię dobry makijaż i schodzę do kuchni coś zjeść. Wyciągam jajka z lodówki i rozbijam, grzejąc na gazie. Nie mam nawet sił połykać śliny, a co dopiero jedzenia.
Po śniadaniu wyciągam z kieszeni bluzy komórkę i dzwonię do Luke'a. Nie odbiera, co sprawia mi przykrość. Ponawiam próbę już kilkakrotnie i nadal nic. Zabieram się do pisania SMS-ów i wiem, że to dla niego może być zbyt nachalne, ale muszę.
Po długim oczekiwaniu, nie dostaję odzewu. Może śpi, albo rozładowała mu się komórka. Miejmy taka nadzieję. Jeszcze trochę ranka i całe popołudnie przesiedziałam, jedząc lody i oglądając filmy na laptopie. Ciocia cały czas siedzi w gospodarstwie i zajmuje się farmą. Powinnam jej pomóc, ale tak bardzo nie mam na nic ochoty.
Była już 16:00 i tak jak wczoraj miałyśmy z Lu trening u Luke'a. Zabieram ze sobą Pioruna i pukam lekko do drzwi Lu.
- Jedziemy?
- Jestem chora. - wymamrotała z nosem czerwonym jak Rudolph.
- Rozumiem. Kuruj się - wymuszam uśmiech i skinam głową.
Ponownie dosiadam konia i ruszamy galopem do stadniny Luke'a. Okrążamy las i raz dwa znajdujemy się na miejscu.
- Hei Luke. - uśmiecham się bardziej żywiej i schodzę z konia.
Nie dostaję odpowiedzi, ale spojrzał na mnie i wrócił do swojej pracy, pomagając dziewczynce zejść z konia.
- Pogadamy? - pytam prosząco.
Czekam chwilę na odpowiedź, a kiedy już straciłam nadzieję, przytaknął głową i zabrał mnie na bok.
- Co się dzieje Luke?
- Nie udawaj, że nie wiesz. - warknął.
- Nie wiem. Wytłumacz mi.
- Widziałem was. - patrzy na mnie groźnie. - Już nie musicie się ukrywać.
- Nas?
- Nie udawaj! Ty i Aaron. Coś was łączy. Widziałem was wczoraj na moście. - zaatakował mnie wzrokiem, a jego głos sprawia mnie w zakłopotanie.
- Jak? Nikogo tam przecież z nami nie było.
- Mogłaś mi powiedzieć prawdę, że coś do niego czujesz, a nie robić mi nadziei. - jego twarz zrobiła się smutna, oczy zmęczone i głos nieco lżejszy.
- Ale to nie tak. - zbliżyłam się, ale on zrobił krok do tyłu.
- Katy o was wie?
- Nie ma żadnego nas. Uwierz mi. - wznawiam próbę i łapię go za dłoń. - Chciał się spotkać, więc zrobiłam to, by mieć go już z głowy. Bardzo chciałam się wczoraj z tobą spotkać. Musisz mi uwierzyć.
- Fajna z ciebie przyjaciółka. Myślałem, że jesteś inna niż wszystkie. - powiedział te słowa i odchodzi.
- Luke, to nie tak! - krzyknęłam. - Daj mi wytłumaczyć!
Patrzę jak odchodzi. Jest coraz dalej i dalej, aż znika z punktu widzenia. Czuje ból, duży ból w okolicy klatki piersiowej. Dlaczego głupia zgodziłam się na to spotkanie? Dlaczego Luke tam był? i dlaczego nie mogę mieć normalnego życia?
Rozpłakana, próbuję odpowiedzieć sobie na te pytania, ale nie potrafię. Cała w płynących po twarzy łzach wracam do domu, przytulając się do cioci, bo tylko ona potrafi mnie zrozumieć.
Pilnuj narracji w pierwszej osobie, bo o tej czekoladzie napisałaś " Zawsze kiedy była zrozpaczona lub zdenerwowana, to jadła czekoladę." A potem powracasz znów do pierwszej osoby.
OdpowiedzUsuńA po za tym rozdział bardzo mi się podoba i robi się coraz ciekawiej ;)
Czekam z niecierpliwością na następny :*
Pozdrawiam :*
awww :3 bardzo fajne :D :D i Ana Steele ma rację. Powinnaś pilnować tej narracji pierwszoosobowej ;) ale to tylko mała uwaga :)
OdpowiedzUsuńhttp://i-am-warrior.blogspot.com/
Mega!
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do Liebster Award
OdpowiedzUsuńInformacje i pytania znajdziesz u mnie :D
http://you-smile-i-smile-baby.blogspot.com