Minął już tydzień, a ja nadal tkwię zamknięta w czterech ścianach. Głośna muzyka i czasopisma modowe wcale mnie nie pocieszają. Czuje się jak w izolatce.
Aktualnie zajmuję się malowaniem paznokci. W mieście to normalne się malować, ale na wsi to jest raczej zbędne.
- Mogę wejść? - zapukał do drzwi tato.
- Jak chcesz. - odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
- Nadal jesteś na mnie obrażona?
- Nie. - skłamałam.
- Wiem, że masz prawo być na mnie zła, ale musisz mnie zrozumieć. Nie bez powodu dałem ci szlaban. - siada obok mnie.
- Rozumiem.
- Ines, spójrz na mnie.
Patrzę na tatę nie wypowiadając ani słowa.
- Obiecałem sobie i twojej mamie, że zaopiekuje się tobą jak najlepiej. Karanie dzieci to nie jest przyjemność dla rodziców, ale robimy to po to, abyście przemyśleli swoje błędy.
- Tak, wiem tato. - odwracam głowę i kończę malowanie.
- Rozumiem, że nie chcesz ze mną rozmawiać. - wstaję z krzesła i kieruję się w stronę wyjścia. - Już nie masz szlabanu.
Kiedy tato wyszedł, oparłam się o krzesło i zrobiłam głęboki wydech. Wiem, że tato chce dla mnie dobrze. Może ja za bardzo dramatyzuję.
- Ines, obiad! - krzyczy ciocia.
Schodzę na dół do kuchni i siadam na krześle obok taty.
- Chcesz dzisiaj potrenować? - pyta połykając zupę.
- Dzisiaj nie. Umówiłam się już z koleżanką.
Przytaknął głową i spuścił ją, by podmuchać zupę na łyżce.
Gdy zjadłam obiad, poszłam do pokoju się przebrać, wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam na dwór kierując się do domu Luizy.
Stojąc pod jej drzwiami, zapukałam.
- Wejdź! - krzyknęła zmęczonym głosem.
- Co ty robisz? - zaśmiałam się widząc Lu.
- Jogga. Nie słyszałaś nigdy o tym?
- Słyszałam, ale nie wiedziałam, że można zrobić tak z nogą.
- Skończył Ci się szlaban? - spytała próbując się "rozplątać".
- Tak, wreszcie. - usiadłam na kanapie. - Idziemy dziś, tak?
- Tak, ale wieczorem.
- Okey. - spuszczam głowę w dół.
- Co jest?
- Nic. Zastanawiam się, z którym koniem dzisiaj pójdę. - pomyślałam. - Jak zniknie Beth, to tato będzie wiedział, że go wzięłam, ale to jest mały koń, który nie jest najlepszym biegaczem.
- To weź Pioruna. - zaproponowała.
- No niby tak, ale... - przerywam nie dokańczając zdania.
- Ale twój tato nigdy nie zagląda do zagrody, prawda? - spojrzała na podłogę, a później na mnie. - Więc... jeśli nigdy nie zagląda do zagrody, to możesz go bez problemu wziąć.
- No tak. - ugryzłam wargę z nerwów.
- Przecież, to jest najszybszy koń jakiego widziałam, a twój tato i tak na niego nie zwraca uwagi.
- Może masz rację. - spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się, przytulając się do niej.
Siedzimy u niej jeszcze dość długą chwilę, oglądając seriale w telewizji, rozmawiając i śmiejąc się. Luke napisał mi SMS-a, że za dwie godziny mamy spotkać się w jego stadninie. Lu wiedziała, gdzie się znajduje.
Wróciłam do domu. Tato jest w pracy, dzisiaj ma nocną zmianę. Uff. Tato mimo, że miał ukończoną szkołę średnią gastronomiczną, to ukończył też wyższą szkołę policyjną. Jednak nie chciał zostać policjantem. Chciał otworzyć swoją restaurację i udało mu się to. Teraz kiedy musieliśmy ją sprzedać, tato dostał pracę jako mechanik. Trochę wtopa, ale na początek dobre i to.
Idę zobaczyć czy nie ma przypadkiem cioci w salonie. Przypięła mi na lodówce kartkę, że poszła do sąsiadki i nie wie kiedy wróci. Bogu dzięki!
Sąsiadka, do której poszła ciocia mieszka z prawej strony, a zagroda jest z lewej. Nikt mnie nie zobaczy. Chwytam za klamkę, pociągam i wychodzę, zamykając za sobą drzwi. Podbiegam do zagrody, otwieram ją i szybko dosiadam Pioruna, który nie stawia oporu. W mgnieniu oka znajdujemy się u Lu.
- Gotowa? - spytałam z pełną energią.
- Już tak.
Jedziemy tak jak ostatnio. Tyle, że nie wjeżdżałyśmy do lasu, a okrążyłyśmy go. Raz, dwa znajdujemy się w stadninie, gdzie czeka na nas Luke. Za nim odbywają się treningi jeździeckie. Ludzie w wieku 12-20 lat galopują na koniach - pewnie kursancie, a obok nich w takich samych, odblaskowych strojach - zapewne trenerzy.
- Cześć dziewczyny. - uśmiechnął się. - To zaczynamy?
- Pewnie! - odparła z zadowoleniem Lu.
- Daj chwilę. Dopiero przyjechałyśmy. - śmieję się i schodzę z Pioruna, bo tyłek boli mnie szalenie.
Luke idzie gdzieś, zostawiając nas same, a po chwili wraca z ciuchami podobnymi do tych, które ma na sobie.
- To strój dla śmieciarzy?
- Nie. To nasze stroje. - uśmiecha się szeroko. - Ubierz, bo za ładne masz ciuchy, by je wybrudzić.
- Heh. - prycham i idę z Lu się przebrać.
Luke na razie oprowadza nas po terenie. Pokazuję, gdzie będziemy jeździć przez pewien czas, a gdy już będę w prawie, pójdziemy w teren. Chwilę później kazał nam wskoczyć na konie i pokazywał łatwe do wykonania ćwiczenia. Przez pierwsze chwile było fajnie, nie licząc tego ile razy upadłam, ale nie z winy Pioruna tylko z mojej. On jest na prawdę świetnym koniem, mimo wieku to kondycję ma niesamowitą.
- Gotowa na fory?
- Nazywaj mnie swoim mistrzem chłopczyku. - odsuwam go z drogi i ponownie dosiadam Pioruna.
Ustawiamy się na narysowanej krzywo linii. Lu przygotowuje nas do startu i spuszcza rękę, na znak byśmy ruszyli. Na razie jedziemy na równi i spoglądamy na siebie z uśmiechami, później wracamy do normalnej miny i skupiamy się na torze. Mamy do objechania duże pole, niekiedy nie równe. Nie wiem czy Piorun da sobie radę, mam lekkie wątpliwości, ale skrywam je tak głęboko, by nie były moją przewodnią. Skręcamy w prawo i robimy dużo kółko. Piorunowi nieco zjechała tylna noga, co sprawiło, że zachwialiśmy się oboje, ale wrócił do pionu i próbujemy nadrobić straty. Następnie robimy znów duże kółko i kolejne, aż jesteśmy pierwsi. To dzięki temu wślizgowi Pioruna, tuż przy mecie.
- Jest niesamowity! - Odzywa się ze zdyszanym głosem Luke.
- Wiem. - głaszczę Pioruna po grzywie i zrywam jabłko z drzewa, dając koniu do pyska.
- Ty też.
Spoglądam na niego i rumienie się. Za każdym razem, kiedy się odzywa mam ochotę założyć maskę i przeczekać, aż emocje opadną.
- I jak wam się dzisiaj podobało?
- Dla mnie super. - odpowiedział Lu, unosząc rękę do góry.
- A mnie boli tyłek.
- Haha. To kiedy znowu chcecie się spotkać?
- Może pojutrze? - zaproponowała Lu. - Jutro moglibyśmy z Tiną, Tomem i Jasmine pojechać do miasta na koncert.
- To nie jest zły pomysł. - odparł Luke, wzruszając ramionami.
- Dla mnie świetnie. Może przyjadą moje przyjaciółki.
Luke odprowadził nas kawałek i wracamy do domów całe spocone.
Zamykam Pioruna w zagrodzie, wchodzę do domu, robiąc sobie kanapki i wpełzam do salonu oglądnąć jakiś film. Ciocia wraca chwile po mnie.
- Jak ci minął dzień?
- Dobrze, a tobie? - mówię z buzią pełną jedzenia.
- A też dobrze. - uśmiecha się i wchodzi do kuchni. - Jakieś plany na jutro?
- No właśnie miałam się Ciebie zapytać. - chrząkam do zaciśniętej pięści. - Mogę jutro jechać na koncert ze znajomymi?
- Jeśli chcesz, to czemu nie. - spojrzała na mnie, a z jej wzroku wysuwa jedno pytanie, o które mnie zaraz zapyta. - A pytałaś już taty?
No właśnie o to pytanie mi chodziło.
- Jeszcze nie. - bawiłam się palcami. - Może ty byś mogła zapytać. Hmm?
- Dobrze, zapytam. - odpowiada bez zastanowienia i puszcza mi perskie oko.
Uśmiecham się i rzucam na oparcie kanapy. Kilka minut później, razem z ciocią oglądamy filmy do późna. Taka noc filmowa.
Jeszcze chwilę przed zaśnięciem, byłam świadoma, która jest godzina, dopiero później naszła mnie senność.
Słońce przedzierające się przez zasłony, razi mnie w oczy. Koguta nie słychać, dlatego jestem przy zdaniu, że właściciel wreszcie się zlitował i zrobił z niego obiad.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. - odparł tato.
Przecieram oczy dłońmi i przez ramię kanapy, spoglądam na kuchnię, gdzie tato i ciocia przeprowadzają dialog.
- Jest już duża, a do miasta nie jest, aż tak daleko.
Pewnie rozmawiają o dzisiejszym koncercie.
- Martwię się, że zrobi jakieś głupstwo, jak to nastolatkowie w jej wieku. Nie sądzę, by była inna od reszty.
- Jesteś jej ojcem. Masz prawo się o nią martwić, ale nie jedzie tam sama. Więcej zaufania. Jest w wieku, w którym dzieci jak one przechodzą różne bunty, potrzebują adrenaliny, potrzebują się zabawić, ale to zawsze będzie twoja córeczka, dla której będziesz ważny. - tłumaczy ciocia.
To jest wzruszające, aż mam ochotę uronić łzę. I prawdziwe, bo mimo wszystko, potrzebuję taty i tego jego mądrości rodzicielskich.
- No może masz rację. - przesunął głośno krzesło, zbliżając się do salonu. - Wstałaś już?
- Tak. - uśmiecham się szeroko. - O czym rozmawialiście?
- O koncercie. Chcesz jechać, tak?
- Tak.
- Jeśli mi obiecasz, że nie zrobisz żadnych głupot, to pozwolę Ci jechać. - uśmiechnął się lekko, ale prawdziwie.
- Obiecuje. - rzucam mu się na szyję, dając ciepłego całusa w policzek. - Kocham cię.
- Ja ciebie też. - przytulił mnie mocno.
Szybko podrywam się z kanapy, wbiegam do kuchni, by przytulić ciocię i szybko wchodzę do pokoju. Szukam telefonu i kiedy go znajduję pod łóżkiem, już nie wstając z podłogi, wybieram numer do Katy, by powiedzieć jej o koncercie. Też się na niego wybiera z dziewczynami.
Pół dnia przesiedziałam w piżamie, latając z pokoju do łazienki i z łazienki do kuchni. Byłam strasznie szczęśliwa. O 18:00 mamy się spotkać pod moim domem, bo ode mnie było najbliżej do przystanku. Aktualnie jest 16:48 i w tym czasie już się umyłam, uczesałam, umyłam zęby zrobiłam sobie lekki, jasny makijaż i założyłam dodatki. Białe kolczyki perełki pasowały mi do makijażu, srebrny wisiorek z sercem pasował do srebrnej bransoletki. Włosy postanowiłam zostawić rozpuszczone, ale lekko je podkręciłam. Ubrałam na siebie biały, cienki sweterek jeansowe krótkie spodenki z wysokim stanem i białe conversy. Z przodu wsadziłam kawałek sweterka do spodenek i teraz tuż przed wyjściem robię jeszcze kilka poprawek. Zabieram torebkę z krzesła i schodzę na dół, żegnając się z ciocią, bo tato jest już w pracy.
Stoję na werandzie i widzę wszystkich czekających na mnie.
- Idziemy? - pytam pokazując kciukiem kierunek przystanku.
- Tak. - odpowiadają jedno po drugim.
- Ładnie wyglądasz. - szepnął do mnie Luke, idąc obok.
Zbyt blisko, żeby nie czuć jego obecności.
- Dziękuje. - zagryzam dolną wargę, zmywając z niej trochę jasno-brązowej szminki.
Stoimy na przystanku. Autobus nieco się spóźnia, co bardzo nas irytuję.
- Dobra, jedzie! - krzyczy Lu.
Od razu, gdy siadam na fotelu niestety obok Luke - co bardzo mnie krępuje, bo ciągle na mnie patrzy - dzwonię do Katy, którą informuję o naszej lokalizacji i mniej więcej mówię o której będziemy na miejscu.
Fajny :) Słit.
OdpowiedzUsuńRoxir B.B
Super, czekam na next ;33 || julietxx5 © ||
OdpowiedzUsuńczekam <3
OdpowiedzUsuń