Katy odwróciła się w moją stronę i bez żadnych słów pobiegła przed siebie. Zaczęłam ją gonić. Byłam od niej znacznie szybsza i to pozwoliło mi ją dogonić.
- Katy stój! - krzyknęłam, łapiąc ją za ramię.
- Zostaw mnie. - oderwała się gwałtownie. - Nie chcę z tobą rozmawiać.
- Niczego nie rozumiesz. - popatrzyłam na nią.
- Nie, to ty niczego nie rozumiesz. - spojrzała na mnie ze wściekłością. - Jak mogłaś to zrobić? Nie dość, że mnie zraniłaś to jeszcze Luke'a. Przyjaciółka nigdy nie zrobiłaby takiego świństwa.
- Ale to nie tak... - urywał mi się głos.
- Jak nie tak? Wiedziałaś, że go kocham. Ciebie najwidoczniej to nie obchodzi i tylko jak miałaś okazję to chciałaś go uwieść. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mnie okłamałaś. - pokiwała głową.
- Daj mi pięć minut, a wszystko ci wyjaśnię. - robiłam gesty, by się uspokoiła.
- Nie mam ochoty. Nie rozumiesz? - popatrzyła na mnie.
- Nie, nie rozumiem. - próbowałam ją przekonać. - Zawsze kiedy miałyśmy doła, mogłyśmy ze sobą porozmawiać. Zawsze, kiedy się kłóciłyśmy, wystarczyło tylko na siebie spoglądnąć, a wszystko sobie wybaczałyśmy. Czemu teraz nie dasz mi szansy? Chcę tylko pięć minut, a od ciebie już będzie zależeć, co postanowisz.
Stała chwilę bez słowa, spoglądając na mnie.
- Dobrze, pięć minut. - poszłyśmy do pobliskiej cukierni.
Do tej cukierni zawsze lubiłyśmy chodzić. Znajdowała się bardzo blisko naszych domów i jedna z najlepszych w mieście.
- Słucham? - usiadłyśmy przed sobą.
- To może zacznę od początku... - wyjaśniałam. - Już od samego początku Aaron się do mnie przystawiał, ale ja go traktowałam jak kumpla. Mi zależało tylko na Luke'u, a widziałam ile szczęścia ci daje. Później zadzwonił do mnie o spotkanie. Mówił, że to pilne, więc nie odmówiłam. Spotkaliśmy się niedaleko przystanku do mnie. Próbował się do mnie przystawić, chciał mnie pocałować...
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? - przerwała mi.
- Nie mogłam. - spojrzałam na dół. - Nie chciałam cię ranić. Widziałam twoje szczęście. Poza tym groził mi, a nie chciałam by wcześniej powiedział tobie i Luke'owi zmieniając bieg wydarzeń.
- Czyi lepiej jest nas okłamywać? - spojrzała na mnie zdziwiona. - Dobra kontynuuj.
- Później były komplikacje. Luke nas widział i kłóciliśmy się, ale to nie ważne. Przed imprezą dostałam anonimową wiadomość ze zdjęciem na moście z Aaronem. Próbowałam dojść do tego, kto to mógł wysłać, ale ta informacja przyszła szybciej, niż cokolwiek mogłam w tym kierunku zrobić. To była Miranda, od której sie dowiedziałaś o tym kłamstwie. - położyłam dłoń na jej dłoni. - Przepraszam cię za wszystko. Chciałam ci powiedzieć, ale nie dość, że ciebie bym straciła to i Luke'a. Musiałam słuchać Aarona. Chciałam tylko waszego szczęście, a wyszło gorzej niż myślałam. Nigdy nie zrobiłabym ci krzywdy. Uwierz mi proszę. Nie mam sił na kłótnie. Tato zabrał mi Pioruna...
- Dlaczego? - spojrzała na mnie ze smutkiem.
- Dowiedział się, że trenuję i chyba dowiedział się o zawodach. To był najgorszy widok, kiedy go zabierali, a ja nie potrafiłam ich powstrzymać. - łza poleciała mi z oczu.
Katy wstała, podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła.
- Nie wiedziałam o niczym. Przepraszam, że ci nie uwierzyłam, że nie potrafiłam dać ci chwili na wytłumaczenie. Musisz na prawdę cierpieć. Luke i Piorun. Tak mi przykro. - pogłaskała mnie po głowie.
- Wybaczysz mi? - spojrzałam na nią.
- Tak. - uśmiechnęła się. - Zrobię wszystko by ten gnój zapłacił za to, że nas tak obie potraktował. Pomogę ci także z Luke'em i Piorunem.
- Dziękuje. - przytuliłam ją mocno.
Zamówiłyśmy sobie kawę i ciastko i rozmawiałyśmy długo.
- O matko! - spoglądnęłam na zegarek w komórce. - Zasiedziałam się, a ciocia na mnie czeka.
- Już? - wstała powoli z krzesła, Katy.
- Tak, ale mam nadzieję, że niebawem się spotkamy. - uśmiechnęłam się do niej.
- No raczej. Będę na twoich zawodach. - przytuliła mnie.
- Ja myślę. - puściłam jej oczka i wyszłam z cukierni.
Podjechałam kawałek autobusem i podbiegłam pod kawiarnię, pod którą się umówiłam z ciocią.
- Nie czekasz długo, prawda? - uśmiechnęłam się.
- Nie, jakieś dziesięć minut. - spojrzała na zegarek.
Wyszczerzyłam się i poszłyśmy na przystanek.
- I jak z przyjaciółką? - spojrzała na mnie.
- Już dobrze. - popatrzyłam przed siebie z lekkim uśmiechem.
Podjechał pod przystanek bus, wsiadłyśmy do niego i zabrał nas prosto do domu.
Z pod przystanku poszłyśmy w inną stronę, niż do domu, bo ciocia chciała jeszcze dokupić warzywa do zupy, których zapomniała kupić w Chicago.
Kiedy zrobiłyśmy zakupy, wzięłam od cioci reklamówki i wróciłyśmy do domu. Ciocia od razu zabrała się za gotowanie, a ja poszłam do pokoju. Włączyłam laptopam, weszłam na facebook'a i zobaczyłam, że mam jedną nieodebraną wiadomość. Otworzyłam okienko, które mi się ładowało i po chwili ujrzałam imię ''Luke''. Napisał, że chciałby się ze mną spotkać w magicznym miejscu, pod wieczór. Ucieszyłam się, ale nie wiedziałam, co mnie jeszcze dzisiaj może czekać.
Do wieczora jeszcze zostało trochę czasu, więc musiałam się czymś zająć. Włączyłam konsolę w salonie i grałam w GTA. Dla niektórych to dziwne. O dziewczyna gra w męskie gry! Dla mnie to sposób na nudę. Poza tym wszystko jest dla ludzi. Między grą miałam przerwy na obiad i na pomaganie cioci, kiedy mnie o coś prosiła.
- Jestem głodny jak wilk. - powiedział na wejściu tato.
Przewróciłam oczami i nadal zajęłam się grą.
- Cześć kochanie. - podszedł do mnie.
Próbował pocałować mnie w czoło, ale odsunęłam się, spoglądając kątem oka jego ruchy. Cały czas wpatrywałam się w ekran, spławiając tatę. Może to nie było miłe, ale to i tak nie jest kara, za to co mi zrobił.
- Bardzo zmęczony? - spytała ciocia, podając mu miskę zupy.
- Trochę. - usiadł na krześle. - Dalej jest na mnie obrażona?
Mimo że mówił szeptem, to i tak wszystko udało mi się usłyszeć.
- Musisz dać jej czas. Zbyt dużo rzeczy wydarzył się w jej życiu. To za dużo na nastolatkę. - odpowiedziała.
- Rozumiem. - odwrócił się do mnie. - A jak zakupy?
- A dobrze. - mówiła. - Załatwiłam twoje sprawy z domem i są kupcy.
- To dobrze, muszę go sprzedać jak najszybciej. - powiedział stanowczo.
- Może czas najwyższy jej powiedzieć, że jeszcze go nie sprzedałeś? - pomyślała ciocia.
- Nie, jeszcze nie. - zajadał zupę. - Przyjdzie na to czas.
Grałam jeszcze przez chwilę i poszłam się zbierać. Ubrałam miętową koszulę, na to biały, cienki sweterek, czarne szorty i miętowe nike roshe run. Wzięłam ze sobą plecak vintage biały w czarne jaskółki i wyszłam z domu, zabierając ze sobą klucze.
Było trochę ciemno, ale na moje szczęście były zaświecone światła. Po pięciu minutach doszłam do lasu. Przeszłam przez most, aż do magiczne miejsca. Luke czekał na mnie obok wodospadu. Podeszłam do niego.
- Cześć. - powiedziałam niechętnie.
- Hej. - wstał i lekko się uśmiechnął.
- Dlaczego chciałeś się spotkać? - spytałam.
- Dzwoniła do mnie Katy... - przerwał.
- A i wszystko jasne. - zaśmiałam się.
Spojrzał na mnie z maślanymi oczkami. Nie potrafiłam wtedy stamtąd iść.
- Głodna? - zaprosił mnie na koc.
- Trochę. - potrzymałam się za brzuch i usiadłam.
Podał mi kiść winogrona.
- Przepraszam. - zaczął.
- Za co? - wzięłam winogrono do buzi.
- Za to, że zamiast przy tobie być, to uwierzyłam Mirandzie i Aaronowi. - spojrzał w dół.
- Nic się nie stało. - zrobiłam to samo.
- Nic? - spojrzał na mnie. - Przecież cię zraniłem.
- Ehh... - przewróciłam głową. - Ja ciebie też zraniłam.
- Ale byłaś wtedy pod wpływem tej dwójki. - ugryzł kawałek jabłka.
- To mnie nie tłumaczy. - spojrzałam w dół.
- Gdybym ja i Katy dali ci dojść do słowa, to by nie było takich sytuacji jakie zaszły. - lekko chwycił moją dłoń.
- Gdybym się wtedy z nim nie spotkała, tylko z tobą... - przerwał mi.
- Czasu nie cofniemy, ale jeśli dasz mi szansę, to zrobię wszystko by przyszłość była dla nas zupełnie inna. - zbliżył się.
- Luke przepraszam, ale to jeszcze za bardzo boli. Za dużo się wydarzyło w tak krótkim czasie. Muszę mieć czas, by sobie wszystko ułożyć i znów zacząć żyć od nowa. - spojrzałam na niego.
- Rozumiem, ale i tak będę czekać. - uśmiechnął się.
- Haha, jeśli chcesz. - zetknęliśmy się czołami.
- Zależy mi na tobie. - czułam jak głęboko oddycha.
- Mi na tobie też. - zamknęłam oczy. - Nadal jestem głodna.
- Dobrze wiesz, co powiedzieć na randce. - zaśmiał się.
- Czy to jest randka? - ugryzłam lekko wargę.
- A chcesz, by to była randka? - spojrzał na mnie.
- Nie, bo rozmowa na początku spotkania o złych rzeczach, to najgorsze co można mówić na randce. - uśmiechnęłam się.
- Czyli mam rozumieć, że następna pierwsza randka się nie udała, tak? - popatrzył na mnie, zaciskając wargi.
- Kiedyś będzie, ta pierwsza randka. - zachichotałam.
Jedliśmy i rozmawialiśmy. Wspominaliśmy momenty naszego pierwszego spotkania. Patrzyliśmy w gwiazdy i leżeliśmy blisko siebie, trzymając się za ręce. Czułam, że wszystko wraca powoli do normy.
- Jest już trochę późno. - powiedziałam.
- Musisz wracać? - spytał.
- Chyba pora na to, nie sądzisz? - uśmiechnęłam się lekko.
- No dobra, to cię odprowadzę. - wstał.
- Nie musisz, za nim ty dojdziesz do domu, to będzie rano. - powiedziałam.
- Nie martw się. Chodź. - chwycił moją dłoń i splótł palce.
Wracaliśmy niby szybkimi, ale dalej małymi jednak kroczkami. Ciągle śmiałam się z Luke, który przez całą drogę się wygłupiał. Było na prawdę fajnie, mimo że to krótki spacer. Chciałabym, żeby te piętnaście minuta zamieniły się w wieczność.
- No to jesteśmy na miejscu. - stanęłam przed nim.
- A no jesteśmy. - spojrzał na mój dom i na mnie. - Więc...?
- Więc...? - zagryzłam wargę.
- Chyba czas się pożegnać. - zbliżył się do mnie.
- No chyba tak. - wpatrywałam się głęboko w jego oczy.
- To... - przysunął swoją twarz bliżej mojej.
- To... - zrobiłam to samo, podnoszą cię na palcach.
- Dobranoc. - odsunął się i poszedł w swoją stronę.
Stałam nieruchomo, zastanawiając się co to miało być.
- Serio Luke? - krzyknęłam nie zbyt głośno, by nikogo nie obudzić.
Zatrzymał się, obrócił i szybkim krokiem podszedł do mnie, łapiąc mnie obiema dłońmi za szyję i pocałował mnie prosto w usta. Objęłam go i odwzajemniłam pocałunek. Po chwili, powoli odsunęliśmy się od siebie, patrzyliśmy sobie w oczy z uśmiechem i pożegnaliśmy się uściskiem. Weszłam przez bramę na teren domu i stojąc na schodach przy drzwiach pomachałam Luke'owi, który stał pod bramą i patrzył na mnie. Weszłam cicho do domu i na palcach poszłam do pokoju. Jest zbyt późno na prysznic, a nie chciałam budzić cioci i taty. Przy wejściu do środka weszłam w szafkę co mimo że narobiłam huku to jeszcze na dodatek boli mnie duży palec u stopu i biodro, ale mimo tego położyłam się z bólem na łóżku, przykryłam się kołdrą i zasnęłam, próbując myślami dogrzebać się do dzisiejszego, wspaniałego dnia.
Jejii...
OdpowiedzUsuńNie przejmuj się,że masz mało obserwatorów :) Czytam cię od pierwszego opowiadania,ponieważ mi go poleciłaś na grupie.Od tamtego momentu czytam twoje piękne opowiadanie.Masz wielki talent do pisania!Mam nadzieję,że w dalekiej przyszłości napiszesz własną książkę o nastolatce bo to opowiadanie powinno się znaleść na kartach w książce... która leży i czeka na wykupienie.Mimo iż masz mało obserwatorów i komentarzy to zapewne sporo osób czyta twoje opowiadanie :) Wielki dar. Obserwuje :) Pisz dalej bo wciągające ♥
OdpowiedzUsuńhttp://jestemnatalii.blogspot.com/2015/05/moje-dziecinstwo.html#comment-form
o jej ♥ wiedziałam :3 Ona musi być z Luke'm :3 :D czekam na next :3
OdpowiedzUsuńhttp://dark-side-jen-law-fanfiction.blogspot.com/
Świetny jak zawsze, kurde czekałam na taki obrót sprawy! :D
OdpowiedzUsuńPopieram natalie!! Mam tak samo!
OdpowiedzUsuń