Z samego ranka obudziły mnie promienie słońca, przedzierające się przez szybkę okna prosto w moje oczy. Wczorajszy ból palca nadal nie zniknął, ale to jest drobiazg, bo mam nadzieję, że dzisiejszy dzień będzie wyśmienity. Zostały jeszcze cztery dni do zawodów, a ja jestem dzisiaj pełna energii, by poćwiczyć z Tomem. Wstałam, wyciągnęłam z szafki czystą bieliznę, ubrania i poszłam pod prysznic. Cała cuchnę.
Po kąpieli, przebrałam z szafy wszystkie brudne rzeczy i włożyłam do kosza na pranie. Ciocia będzie robić dzisiaj pranie, więc na jutro będą świeżę i pachnące. Ciocia używa tak ślicznie pachnącego proszku, że żadne perfumy nie przebiją tego zapachu. No może niektóre.
Za niedługo wakacje się kończą i zacznie się szkoła. Wreszcie poznam tutejszych ludzi i szkołę. Czuje, że to będzie niesamowity początek roku szkolnego.
Mam dzisiaj na prawdę dobry humor, więc nie będę go marnować w domu i pójdę do ogrodu.
- Witaj ciociu. - pocałowałam ciocią w policzek.
- Witaj kochanie. - uśmiechnęła się. - Widzę, że masz dobry dzień.
- Tak, masz rację. - odwzajemniłam uśmiech.
- Co masz zamiar dzisiaj robić? - spytała, opierając rękę na miotle.
- A sama nie wiem. - pomyślałam. - Za chwilę pewnie zadzwonię do Toma, by umówić się z nim na trening. Później pewnie grupką pójdziemy się przejść, albo coś innego, a co będzie dalej to jeszcze nie wiem.
- To miłej zabawy. - zaczęła zamiatać ziemię.
- Dziękuje. - pomachałam jej i poszłam.
Wyciągnęłam z kieszeni telefon i od razu zadzwoniłam do Toma.
- Hei Tom. - zaczęłam. - Masz ochotę na trening?
- O której? - spytał.
- Może być nawet teraz. - odparłam.
- To przychodź. - rozłączył się.
Schowałam telefon do kieszeni i poszłam do domu Toma. Po drodze spotkałam Lu robiącą zakupy z mamą.
- Cześć Lu. - przywitałam się.
- O cześć Ines. - uśmiechnęła się.
- Idziesz ze mną do Toma? - spytałam.
- Mamo poradzisz sobie sama? - zwróciła się do mamy.
- Tak, jasne. Idź. - mama Lu uśmiechnęła się do nas i poszłyśmy.
Na miejscu zapukałyśmy do drzwi.
- Wejdźcie. - przepuścił nas Tom.
Była u niego Tina i czekali na resztę. Teraz jeszcze Luke i Jasmine i możemy zaczynać trening.
- Gotowa? - spytał Tom.
- Pewnie, a ty? - wyszczerzyłam się.
- Jak nigdy. - odparł.
Poszliśmy wszyscy do stajni, oboje wzięliśmy konie, na których już wcześniej jeździliśmy i zaczęliśmy trening. Najpierw jechaliśmy wolno, by towarzyszyć w spacerze Tinie i Lu. W parku czekali na nas Luke i Jasmine. Usiedli na ławce, a ja z Tomem rozpoczęliśmy trening od porządnego galopu. Teren był ten sam co zawsze. Trzy rundki nam wystarczyły, dopiero później rozpoczęliśmy różne sztuczki, które moglibyśmy wykorzystać na zawodach. Luke pomógł nam w treningu.
Po dwóch godzinach byłam strasznie wyczerpana. Tylko Shadow miał jeszcze siły. Widać, że ten koń ma w sobie parę.
- Cześć śliczna. - objął mnie od tyłu Luke.
- Hei. - musnęłam go w usta.
Podeszła do nas reszta.
- Wy już tak oficjalnie? - zaczęła Jasmine.
- No nie wiem, bo Luke nadal nie zapytał mnie o chodzenie. - zaśmiałam się.
- To na co ty czekasz? - wytrzeszczyła oczy, Lu.
- Na odpowiedni moment. - położył brodę na moim ramieniu.
- Ei popatrzcie. - wskazała palcem Tina.
W oddali widać było postacie, które biegły w naszą stronę. Dopiero, gdy były bliżej, mogłam je poznać. To Olivia, Zoe, Mia i Katy.
- Co wy tu robicie. - przytuliłam je wszystkie na raz.
- Jak to co? - spytała retorycznie Mia. - Do was przyjechałyśmy.
Wszyscy się przywitaliśmy i poszliśmy pod fontannę w centrum parku.
- Z jakiej to okazji przyjechałyście? - spytała Jasmine, obejmując się z Mia.
- Bardzo się za wami stęskniłyśmy. - powiedziała Zoe, przytulając mocno Lu do siebie.
- Poza tym, to masz zawody za niedługo. - powiedziała Katy. - Musimy przy tobie być w takich chwilach.
- Dziękuje wam bardzo. - przytuliłam Katy. - To wiele dla mnie znaczy.
Przytuliliśmy się wszyscy do siebie. Bardzo mi zależy na tym, by ważne dla mnie osoby, były ze mną w takich chwilach. Potrzebuje wsparcia i wielu dłoni, by trzymały za mnie kciuki. Teraz na pewno mi się uda i wygram wyścig.
- Ines? - powiedziała cicho Olivia.
- Tak? - spojrzałam na nią.
- Przepraszam. - opuściła głowę.
- Za co?- usiadłam obok niej.
- Za mojego brata. - spojrzała na mnie i na Luke. - Ciebie Luke też przepraszam. Nie wiedziałam, że zrobi wam takie świństwo. Na szczęście rodzice wysłali go do internatu i słuch po nim zaginął.
- Nie odzywał się? - spytała Tina.
- Nie. - spojrzała na nią. - Nawet dobrze, bo nie chce go widzieć. Zranił ważne dla mnie osoby.
- Nic nie możesz poradzić. To twój brat, a rodziny się nie wybiera. - powiedziała Jasmine.
- Tak, ale zranił Katy i zniszczył uczucie między Ines, a Luke'em. - spojrzała na mnie.
- Ja ci już mówiłam, że ty nie masz za co mnie przepraszać, bo nie masz za co. To nie ty mnie zraniłaś, a jakbyś wiedziała co planuje Aaron, nigdy byś nie pozwoliła, by mi czy Ines się coś stało. - uśmiechnęła się Katy.
- A w sumie to on nie zniszczył naszej miłości. - powiedział Luke.
- Nadal ona jest. - Luke chwycił moją dłoń i splótł palce.
- Ciesze się z waszego szczęścia. - przytuliła nas mocno Olivia.
- Może przestańmy gadać o przeszłości i zajmijmy się tym co jest teraz. - zaproponował Tom.
- No właśnie. Co wy macie w tych plecakach? - spytała z uśmiechem Tina.
- No właśnie, mamy takie pytanie. - podrapała się w tył głowy, Zoe.
- Mogłybyśmy przenocować trzy dni u kogoś z was? - uśmiechnęły się wszystkie.
- Bo nie opłacałoby nam się jeździć tu co chwilę, a za trzy dni twoje zawody i akurat... - przerwała Mia.
- Jeśli to nie problem oczywiście. - dodała Katy.
- Pewnie, że nie. - spojrzałam na wszystkich.
- Ja przygarnę Mię. - pociągnęła ją do siebie Jasmine.
- Haha. - zaśmiała się Mia.
- Ja biorę Zoe. - objęła jej ramię, Lu.
- Olivia, od początku chciałam cię lepiej poznać, ale nie było kiedy. - odezwała się Tina. - Możesz przenocować u mnie.
- Na prawdę? - uśmiechnęła się szeroko.
- Jasne. Jeśli chcesz. - rozłożyła ręce Tina.
- Jasne, że chce. - od razu rzuciła się na nią Olivia. - Też chcę cię bardzo poznać.
- No i znowu na siebie wpadamy. - pokręciłam głową.
- No widzisz, co za pech. - zasyczała Katy.
Zaśmiałyśmy się i poszliśmy wszyscy pod szkołę.
Mają tam boisko, więc postanowiliśmy zagrać w siatkę. Kantorek był otwarty, więc można były spokojnie brać stamtąd piłki. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Ja, Tom, Olivia, Lu i Mia na drużynę Katy, Luke'e, Zoe, Jasmine i Tina.
Przez cały mecz słońce świeciło mojej drużynie w oczy, dlatego wygrała tamta drużyna, ale postanowiliśmy się zemścić. Odłożyliśmy piłkę do siatki i wzięliśmy piłkę do nogi. Weszliśmy na murawę i w tych samych składach mieliśmy zamiar im dokopać. Na bramce stanęła Mia. Mimo że tego, że była delikatna to na prawdę, umiała dobrze bronić. Na zawodach jeszcze żadnej bramki nie przepuściła, a na wf, to musieliśmy grać tylko w nożną, bo zawsze musiała uprosić trenera o grę. Mia jest na prawdę bardzo przekonującą osobą.
- Dobra dzieci! Zaczynacie. - poturlał nam piłkę Luke.
- Jakie dzieci?! - krzyknęłam z uśmiechem.
- Mówiłem do nich. - podszedł do mnie. - Ty jesteś księżniczką.
- Ei Romeo?! - zawołała z bramki Tina. - Zostaw Julkę i chodź już grać.
Pocałował mnie z policzek i pobiegł na swoją połowę. Zaczęliśmy grę.
Początkowo wygrywała tamta drużyna.
- Tom no strzelaj porządnie! - krzyknęła Lu, biegnąc w stronę bramki przeciwników.
- Nie chce za mocno. - spojrzał na Tinę.
- Ou. - powiedziały jednocześnie Tina i Katy.
- Nie no, tak nie może być. - podeszła do piłki Lu. - odsuń się.
Ciągle piłkę przejmowała Lu, ponieważ Tom bał się, że zbyt mocno może strzelić i zranić Tinę. Tom był w drużynie piłkarskiej. W sumie nadal jest, razem z Luke'em. Grać w piłkarzami to nie lada wyzwanie, ale dziewczyny wcale nie muszą być gorsze.
Tą grę wygraliśmy my. Dzięki Lu i jej celnym strzałom, mięliśmy 4:0, a Mia jak zawsze nie zawodna.
- Gracie z nami w kosza? - spytał Luke.
- Nie, ja już padam. - położyła się na ławce Zoe.
Usiadłyśmy na ławkach i patrzyłyśmy na grę chłopaków. Po paru minutach dołączyła sie do nich grupka chłopaków. Byli mniej więcej w naszym wieku. Może niektórych rok, dwa lata starsi.
- Znacie ich? - spytała Mia.
- Ja nie. - pokiwałam głową.
- Są w starszych klasach. - powiedziała Tina.
- Niektórych to koszykarze, pływacy, a widzicie tamtych trzech? - pokazała palcem Jasmine.
- Jeden ma niebieskie spodenki, drugi żółte, a ten trzeci ma takie neonowe buty? - próbowałyśmy ich dostrzec, prócz Lu.
- Tak. - powiedziała Jasmine. - Oni chodzą razem z Luke'em i Tomem na treningi.
- Ładni. - gwałtownie podniosła się Zoe.
- Są ładniejsi. - prychnęła Lu.
- Ten w żółtych spodenkach na ciebie ciągle zerka. - powiedziałam z lekkim śmiechem.
- I co z tego. - nadal się nie odwracała w ich stronę.
- I to, że powinnaś do niego zagadać. - dodała Olivia.
- Kiedyś kręcili ze sobą. - powiedziała Jasmine, gryząc się w wargę.
- Nie kręciliśmy, tylko on się przyczepił, to nie chciałam być nie grzeczna. - próbowała się usprawiedliwić.
- Jasne, jasne. ''I te jego piękne, duże, zielone oczy'' - wspominały Tina i Jasmine, opierając się o swoje głowy.
- Przestańcie. - spojrzała na nie wściekle.
Zaśmiałyśmy się, a Lu ze wściekłością, nie odezwała się do nas.
- Hellow Ladies! - powiedział chłopak w żółtych spodenkach, siadając obok Lu.
- Cześć. - przywitaliśmy się.
Luke usiadł obok, obejmując mnie mocno, Tom usiadł obok Tiny i zrobił to samo co Luke, a reszta rozproszyła się pomiędzy resztę dziewczyn. Czułam między nimi jakieś malutkie iskry, ale nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca, jak to mówią.
Pogadaliśmy chwilę, pośmialiśmy się i dzięki temu zorganizowaliśmy ognisko na jutrzejszy dzień.
Po dwóch godzinach, rozeszliśmy się i poszliśmy na obiad.
- Ciociu? - kazałam zostać przy drzwiach Katy.
- Tak? - nalała mi zupy do miski.
- Przyjechała do mnie Katy, mogłaby zostać na trzy dni u nas? - uśmiechnęłam się.
- A gdzie masz koleżankę? - rozejrzała się.
- Tutaj. - powiedziała, wychodząc z ukrycia. - Dzień dobry.
- Dzień dobry. - uśmiechnęła się ciocia. - Czyli mam drugą duszę do nakarmienia.
Usiadłyśmy na krzesłach i zajadałyśmy zupę pomidorową.
- Co do nocowania, to zostań ile będziesz chciała. Dla mnie to żaden problem. - uśmiechnęła się ciocia.
- Bardzo dziękuje. - powiedziała Katy z pełną buzią.
- Smacznego. - puściła nam oczko i wyszła.
Po obiedzie poszłyśmy grać na konsoli. Zagrałyśmy w ''The Sims 3''. Nasza wspólna, ulubiona gra. Siedziałyśmy chwilę, a później przyszli po nas przyjaciele. Chcieli iść do kina, więc wzięłam ze świnki skarbonki jakieś oszczędności i poszliśmy.
W kinie, daliśmy pieniądze Luke'owi i Tomowi, którzy poszli kupić nam bilety. Zoe i Luiza zażyczyły sobie komedię, dla mnie super. Luke przez większość filmu mnie zaczepiał. Nie byłam w ogóle w temacie. Nie dał mi się skupić. Dopiero po filmie musiałam wszystkich wypytywać co się działo. Słońce powoli zachodziło, ale mój uśmiech nadal nie schodził z twarzy.
Lu i Zoe bardzo chciały iść na lody, więc poszliśmy. Pamiętam jak Zoe zawsze nudziła, że trzeba było jej ustąpić. Lu była taka sama. Jedną jeszcze dało się przeboleć, ale jak dwie się dobiorą to jest nie do wytrzymania. Mimo to kocham je najmocniej na świecie. Z resztą jak wszystkich tutaj.
Kupiliśmy lody i poszliśmy się przejść. Musieliśmy po drodze wstąpić do sklepu po chusteczki, bo Olivia jak zawsze musiała się czymś wypaprać.
- Ty to masz pecha. - pokiwała głową Tina. - Jak nie buraki, to lód.
- No wiem. - zaśmiała się.
Chwilę później zaczęło kropić. Schowaliśmy się w środku teatru, bo nagle zaczęło mocniej padać.
- Ale się rozlało. - powiedziała Jasmine, spoglądając przez szklane, wejściowe drzwi.
- Musimy tu przeczekać. - powiedziała Katy.
Usłyszeliśmy muzyczkę, gdzieś w dalszej części teatru. Poszliśmy to sprawdzić.
- Zapomniałam, że dzisiaj jest dzień otwarty. - uderzyła się lekko w czoło, Lu.
- Co to takiego? - spytałam.
- Co roku, przez jeden tydzień teatr, kino, muzeum itd. robią dni otwarte dla turystów. - powiedziała Jasmine.
- To tutaj ktoś przyjeżdża? - rozejrzała się Mia.
- Ktoś się znajdzie. - uśmiechnęła się Lu.
- I ci takiego robią na tych dniach otwartych? - spytałam.
- Różne zabawy, przedstawienia, występy magików, barmanów itd. - odparła Tina.
- Przyjeżdżają do nas najlepsi zawodowcy i robią te takie różne tam. - pomachał rękami Tom.
- A okey, rozumiem. - zaśmiałam się.
bardzo fajny rozdział :> jeju, już 18. jak ten czas leci haha :D czekam na następny i zapraszam do siebie ;) http://dark-side-jen-law-fanfiction.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńSuper, że wszystko się ułożyło, oby teraz na zawodach nie było żadnych niespodzianek :D
OdpowiedzUsuńMam pytanie... jak znależć pierwszy rozdział... dla mnie to trochę niejasne xD serio nie wiem :D
OdpowiedzUsuń