Dzień był monotonny, czyli taki jak zawsze. W szkole albo było duszno, albo ja dostałam napadu dusznicy. Pan od wf kazał mi robić sto przysiadów za niewykonanie wydanych przez niego ćwiczeń. Skandal! Ma problem, bo szybko się męczę. Niech porozmawia z moim od spełna kryzysów serca, bo to ono jest winne temu napadu. Że on jeszcze tu uczy. Szkoda, że dyra nic o tym nie wie. Chodzą plotki, że oni ze sobą kręcą, ale czy ja wiem. Może jakiś bujdy na resorach.
Wychodzę ze szkoły z Isabell. Jest piątek i jak zawsze idziemy na deser lodowy, na który dostajemy zawsze po zakupionych deserach bony na następny tańszy, ale taka sama duża porcja. Opłaca się wydać parę miedziaków na chwile przyjemności. Szybko topiąca się ciecz, ale jak cieszy.
- Przepraszam, muszę odebrać. - powiedziała Isabell, odchodząc od stolika.
Siedzę i poruszam nogami, które zwisają mi swobodnie na krześle barowym. Ekran komórki daje sie we znaki. Tapeta w serduszka na ekranie blokady... Hmm?! Muszę ją wreszcie zmienić.
- Co się dzieje? - zaczęłam.
- Spotykamy się dzisiaj? - mówi Jasmine.
- Czemu nie. - wzruszyłam ramionami. - O której?
- Szesnasta?
- Jasne.
- To do zobaczenia.
- Pa. - rozłączyłam się, kiedy Isabell usiadła przede mną.
- Rozmawiaj. Nie przeszkadza mi to.
- Ale i tak już nie było o czym. O szesnastej muszę wyjść.
- Pewnie. Dojemy lody i pójdziemy.
Zjadłyśmy, zostawiłyśmy pieniądze na stoliku i wyszłyśmy. Wstąpiłyśmy do biblioteki, bo Isabell miesiąc przetrzymuje "Pięćdziesiąt twarzy Grey'a". Nie wnikam dlaczego.
Pożegnałyśmy się i poszłyśmy w dwóch innych kierunkach. Przypomniał mi się dzisiejszy list. Nie była na nim podana godzina. Muszę teraz szybko wykombinować, co zrobić, by ani się nie spóźnić, ani długo nie czekać. Jednak mam obawy. Nie znam tego kogoś, a sama muszę tam iść. Z drugiej strony bardzo zależy mi na Luke'u i muszę coś zrobić, a nie bezczynnie siedzieć.
- Cześć Tina. - zaczęłam.
- Możemy spotkać się za 10 minut obok twojego internatu? Musimy porozmawiać.
- Jasne. Zaraz będę.
Czekam 7 siedem minut, oparta o murek. Rozglądam się, bo mój mózg tak chce. Wzrokiem śledzę kroki przechodni.
- Jestem. - przytuliła mnie na powitanie. - To o czym chciałaś porozmawiać.
- O Luke'u. - pociągnęłam ją za nadgarstek.
W dwadzieścia minut skróciłam jej ostatnie informacje plus-minus pięć minut na wczorajszą poprawka dzisiejszą noc z Matthew'em.
- Huhu dziewczyno. - przykryła usta dłońmi. - Nie poznaje cię tygrysico.
- Weź przestań. To poważna sprawa. - Nie wiem co mam robić.
- Hmm... Musisz na pewno coś zrobić, by dowiedzieć się co jest z Luke'em. Skup się na nim, a nie na przyjemnościach. Pamiętaj, że możesz kochać tylko jednego z nich. Wybór należy do ciebie, a co z nim zrobisz to już nie mój biznes. Jednak dobrze się zastanów.
- Nie pomagasz.
- Pójdziemy na to spotkanie razem. Ukryje się gdzieś na wszelki wypadek. Też chce wiedzieć co się z nim dzieje. Wisi mi piątaka.
- Przestań! - lekko się zaśmiałam. - Ale dzięki, że ze mną tam pójdziesz.
- A o której?
- Nie wiem. Pójdziemy tam o dziewiętnastej.
- Jasne.
- Dobra chodź, bo umówiłam się z Jasmine i resztą.
Na umówionym spotkaniu Jasmine zaprosiła nas do kina. W sumie to nie jest zły pomysł. Jednogłośnie się zgodziliśmy i ruszyliśmy czwartą aleją, aż dotarliśmy do kina. Chłopaki z Jasmine poszli kupić bilety, a my zajęłyśmy kolejkę do przekąsek. Stoimy rozproszone w kolejce obok siebie. Tak na prawdę wyglądało, jakby tylko Tina w niej stała, a my towarzyszymy jej. Śmiech mnie nie opuszcza. Jest mi strasznie wstyd za Lu, która naśladuje starszego faceta przed nią, o nietypowych gestykulacjach.
- Ines chyba dzwoni ci telefon. - krzyknęła Lu.
- Faktycznie. - patrze na ekran komórki. Nieznany numer.
Idę kawałek za wielki marmurowy słup. Odbieram i natychmiast przykładam słuchawkę do ucha.
- Tak? - zaczęłam.
- Oj nie ładnie cukiereczku...
- Kto mówi?
- Pamiętasz o naszym spotkaniu?
- Nie podałeś godziny. I z kim rozmawiam?
- Ja na twoim miejscu stałbym pod umówionym miejscem nawet cały dzień dla ukochanego. Najwidoczniej ci nie zależy. Ja już dobrze wiem, co z nim zrobić, ale się upiera, że tobie zależy... Nie ładnie...
- Zamknij się! Cholernie mi na nim zależy, a jeśli go skrzywdzisz...
- No, no, no. - przerwał pieszczotliwym głosem. - To co mi zrobisz?
- Gdzie jest Luke?!
- Sekret.
- Przestań chrzanić!
- Nie grzeczna.... Lubię takie. Może pójdziemy na jakiś układ. Co ty na to? - zaśmiał się szyderczo.
- Na nic z tobą nie pójdę. Daj nam spokój wreszcie. Co on ci zrobił?
- On? Nic...
- To po co to robisz?
- Nie jesteś moją matką.
- Mam cię już dość. Przestań ze mną grać. Masz go wypuścić!
- Ja wciąż czekam, a czas ucieka cukiereczku. TIK-TAK.
- Czekaj tam gnoju!
Rozłączyłam się i uciekłam niezauważalnie z kina. Kierowałam się siódmą aleją, aż dotarłam na miejsce. Stare wysypisko śmieci. Rozglądam się, by dostrzec jakąkolwiek żywą istotę. Ciemne chmury zasłoniły całe światło. Mrok się rozprzestrzenił na całą powierzchnie. Chyba będzie padać. W powietrzu, aż czuć deszcz... I odór odpadków. Idę obracając się wokoło.
Kurczę jak tu cuchnie. Mówię do siebie, by nie zdradzić swojej lokalizacji. Wibruje telefon w kieszeni. Wyłączyłam dźwięk, by nie dawać znaków życia.
- Idź w lewo, aż dojdziesz do kontenera z plakietką "szkło".
Czytam,analizuje,idę. Dochodzę do kontenera. Nikogo nie widzę, nie słyszę szeptów, czy kroków. Jestem tu sama? Zastanawiam się. Strach już dawno mnie opuścił. Próbuje uporać się z myślami o Luke'u. Nadal go kocham. Nadal jest częścią mnie i wiem, że ja jego też. Sięgam do kontenera. Stoję na palcach i przeszukuje wierzch śmieci. Widzę kartkę w środku butelki. Patrze na nią, rozglądam się i biegnę do wyjścia.
Jestem już w domu. Telefon podłączyłam do ładowania. Miałam cztery nieodebrane połączenia od znajomych. Kurczę mam nadzieje, że niczego nie spartaczyłam. Ktoś przekręca kluczyk w zamku. To Matthew.
- I jak film? - pytam na wstępie, by przewietrzyć złą atmosferę.
- Ni jak.
- Nie rozumiem?
- Dlaczego cię nie było? - sięgnął po czekoladowe mleko z lodówki.
- Miałam pilny telefon od wychowawczyni.
- Ukrywasz coś przede mną.
- Nic nie ukrywam.
Podszedł do mnie, stanął na wprost mnie i przyjrzał się uważnie moim oczom. Krople deszczu doszczędnie zmoczyły jego włosy i ubrania. Końcówki opadały mu na czoło. Mokra bluza dotykała moich gołych ramion. Przeszła mnie gęsia skórka.
- Idź się przebierz, bo będziesz chory.
- Nie zmieniaj tematu.
- Idź. - odepchnęłam go lekko.
Zrobił to co mu powiedziałam. Przebrał się w mgnieniu oka i zszedł na dół. Akurat zdążyłam z kanapkami. Podałam mu talerz, kiedy siadał na krzesło barowe. Otrzepałam dłonie o siebie i powoli idę w kierunku salonu.
- Stój Ines. - zatrzymał mnie łapiąc jedną ręką w tali. Przysunął do siebie, a później obrócił, by mieć ze mną kontakt wzrokowy. - Powiedz mi co się dzieje. Chce wiedzieć.
- Nie mogę.
- Chodzi o Luke'a?
- Hmm... - mruknęłam. - Nie...
- Nie kłam. Odzywał się?
- Powiedzmy.
- Dlaczego nie mówiłaś?
- To jest sprawa moja i jego. Bez osób trzecich.
- Kochasz go? Nadal go kochasz prawda?
- Matthew... - pokiwałam głową.
- Odpowiedz mi.
Wzięłam głęboki wdech, ale za nim mu odpowiedziałam, zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Stój tu. Pójdę sprawdzić kto to. - powiedział z pełną odwagą.
Jest na prawdę późno, więc nie mam bladego pojęcia kto to może być. Toffu szczeka na zamknięte drzwi.
Chwile później do kuchni przychodzi Matthew.
- Kto to?
- Ktoś sobie żartuje.
- Yhym...
Stoimy chwilę w ciszy. Pierwszy krok zrobił on. Podszedł po talerz i wziął go na górę. Nie wraca do tematu i raczej nie wróci. Ja sama nie wiem co miałabym mu odpowiedzieć. To wszystko jest pochrzanione.
Wchodzę do pokoju, a przede mną otwarty balkon. Przecież zawsze go zamykam. Dziwne. Zamykam drzwi balkonowe, poprawiam zasłony i przechodzę obok łóżka po laptopa. Wchodzę na facebook'a. Isabell napisała mi zadanie z matematyki. Dobrze jest mieć koleżankę prymusa. Sięgam do stolika nocnego po kartkę i długopis. Na wierchu leży niechlujna kartka.
"Otwórz"
Duże, drukowane litery mnie przerażają. Wytrzeszczam oczy i sięgam do torebki. Wyciągam butelkę i jej zawartość.
"Cześć Ines. Wiem, nie odzywałem się, ale musiałem pilnie wyjechać. Rodzice dostali umowę, więc nie miałem prawa głosu w tej sprawie. Ale kocham cię i nie ważne, czy miałby to być koniec świata, czy najdłuższa podróż w kosmos. Zawsze przy tobie będę, a moja miłość do ciebie nie będzie miała prawa zgasnąć. Chciałbym mieć z tobą częstsze kontakty, móc rozmawiać godzinami jak kiedyś, ale tutaj mam rygor. Koszmarne piekło, koszmarny kraj. Ale jako tako nie jest najgorzej. Poznałem kilku ludzi. Szkoła też nie najgorsza, ale wiedząc że moja ukochana siedzi ze łzami w oczach, zamknięta w pokoju i myśli gdzie jestem to boli mnie serce. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało i jesteś tą jedyną, na którą warto było tyle czekać. Mimo kilometrów nasza miłość nie powinna mieć tak wielkiego znaczenia. Robię wszystko, by na święta wrócić do USA i stanąć przed drzwiami twojego pokoju. Tylko na to czekam od kąt tu jestem. Kocham cię Ines. Czekam na odpowiedź. Bądź dzielna księżniczko.
P.S. Na zawsze razem. Jak nasza obietnica."
Łzy kręciły mi się w oku. Dlaczego list został zaadresowany do mnie, a wdarł się w ręce brudnego kolesia z telefonu.
Na odwrocie kartki widnieje: "S,R,1". Co to ma niby znaczyć?!
- "S,R,1" - pyta zdziwiona Tina. - co to niby znaczy?
- No właśnie nie wiem, dlatego przychodzę z tym do ciebie.
- Wiesz, że na takim czymś to najlepiej zna się...
- Tom... - przewróciłam oczami. - Tak wiem, ale jest za wcześnie by im mówić.
- Za wcześnie? Chyba za późno... - zaczęła szybko mówić.
- Wszystko w swoim czasie. - przegłuszyłam ją.
- Ines...
- Tina, na razie muszę ogarnąć o co chodzi.
- Ale nie dzisiaj.
- Czemu?
- Jest sobota, odpręż się trochę, bo za dużo się u ciebie ostatnio dzieje. - zaczęła masować moje ramiona.
- Hmm... - zamknęłam oczy. - Mam tak po prostu się odprężyć, kiedy Luke'u może być w niebezpieczeństwie.
- Na razie dostajesz podpowiedzi, więc musisz tylko czekać. To ci pozostało.
- Nie zawsze będę szła na łatwiznę Tina. Boje się o niego. Jeszcze ten list.
- Ja też się boje, ale będzie dobrze. Zobaczysz jeszcze wróci do nas i będziecie znowu razem.
Razem? Bardzo chcę, ale jeśli Matthew zniknie z mojego punktu widzenia. Oboje mieszają mi w głowie. Tina ma racje... Nie ma miejsca dla nich obojga w moim życiu. Jednak Luke'a mimo wszystko i tak mam zamiar znaleźć. Za bardzo jest dla mnie ważny. Najważniejszy. Teraz chyba żałuje tej niedoszłej nocy z Matthew'em. Yhh...
- Może zrobimy sobie babski wieczór? - zaproponowała Tina.
- No nie wiem.
- Ines. Zrelaksuj się. Te problemy cię wykończą.
- No dobra.
Zgodziłam się. Może to dobry pomysł.
Ten list booski :D czekam na nn ;*
OdpowiedzUsuń