Tina wysłała SMS-a wszystkim dziewczynom. Nawet do Katy, Zoe, Mii i Olivii. Byłby fajnie, gdyby przyjechały. Tak strasznie się za nimi stęskniłam.
- Okey, wysłane. - uśmiechnęła się. - To pasowałoby tu trochę ogarnąć i na jakieś zakupy iść.
- Yhym. - podparłam dłoń o brodę.
- Ines, daj już spokój z tym. - pociągnęła mnie za nadgarstek drugiej ręki. - Chodź!
Jesteśmy w sklepie. Tina podaję mi wózek i powoli, od niechcenia go wiozę przed siebie. Położyłam łokieć na rurce, którą trzymałam drugą ręką i lekko ugięta patrzyła ze zmrużonymi oczami na sięgającą do wyższych półek Tinę. Byłam zmęczona, ale próbowałam za bardzo tego nie pokazywać.
- Kurczę, zapomniałam wziąć portfel. - poklepywała się po kieszeniach.
- Na mnie nie patrz. - mówiłam z dłonią przyciśnięta na policzku.
- Ja zapłacę. - powiedział mężczyzna stojący za nami w kasie.
- Nie, nie możemy tego... - mówiła Tina.
- Spokojnie. - sprostował z uśmiechem.
Tina patrzyła na niego i uśmiechała się, a moja poza nadal był niezmienna.
Wyszliśmy razem ze sklepu. Coś tam rozmawiali ze sobą, ale nie chciało mi się ich słuchać. Tina tylko chichotała pod nosem. Stanęliśmy przed jego samochodem, w którym siedziało dwóch mężczyzn. Z tego co udało mi się wychwycić, kiedy mówili to to, jak mają na imię i że cała ich trójka ma 25-26 lat.
- Tina czas wracać. - upomniałam ją.
- Już, już.
- Może podwieziemy? - zaproponował jeden z nich.
- Czemu nie. - spojrzała na mnie.
- Tina! - ogarnęłam się. - Wam nikt nie powiedział, że na przejażdżkę dziewczyny nie poderwiecie.
- A ktoś tu mówił o podrywaniu? - powiedział drugi z nich.
- Daj spokój Ines. Chodź.
Nie chciałam puszczać Tiny samą z tymi kolesiami, więc się zgodziłam. Ale jak najszybciej chciałam stamtąd wyjść. ina ciągle się podlizywała, a oni patrzyli na mnie i na Tinę, jak tygrys na łanię. Okropne uczucie, kiedy siedzisz pomiędzy dwoma tygrysami i jesteś bezbronna. Nie wiedziałam co to za kolesie i mam nadzieję, że się nie dowiem.
- Powiedziałam specjalnie, żeby zatrzymali się kilka domów przed domem cioci, by nie poznali naszej lokalizacji. Tina na szczęście była tak zajęta flirtowaniem z facetem, który zapłacił za nasze zakupy, że nie sprostowała adresu zamieszkania.
- Może pomożemy z zakupami.
- Nie dzięki. Damy sobie radę. - odpowiedziałam nieco wulgarnie.
Poczekałyśmy, aż odjadą i ruszyłyśmy ostrożnie do drzwi.
- Na głowę upadłaś?!
- O co ci chodzi? - nadal była rozkojarzona. - Widziałaś jakie ciacha?
- Taa... I dużo starsi.
- I co z tego. - spojrzała na mnie. - Mogłabyś do któregoś zagadać. Tylko Michael jest mój.
- Z tego co wiem to jesteś z Tomem.
- A ty z Luke'em.
Stanęłam rozkojarzona. Faktycznie to co miało się zdarzyć z Matthew'em nie powinno mieć miejsca. To kompletnie nie fair.
- Ines, przepraszam... - Jąkała się. - Ja nie chciałam tego powiedzieć.
- Yhmm... - pokręciłam głową. - Masz rację.
Siedzę w kuchni i rozpakowuje reklamówki. Tina wzięła się za sprzątanie całego domu. Poprosiła mnie, bym upiekła babeczki, na szczęście to nie filozofia bo są z pudełka.
Rach ciach i zrobione. Teraz Tina zajęła miejsce w kuchni, a ja poszłam do swojego pokoju przygotować śpiwory i materace. Chwilę później przyniosła miski z przekąskami, napoje i razem przeniosłyśmy X-BOX do pokoju. Poszperałam w jej płytach z muzyką, ale samo średniowiecze.
- Nie masz nic lepszego? - krzyknęłam.
Pokręciła głową, bo odpisywała po kryjomu SMS-y.
- Z kim tak romansujesz?
- Z Tomem.
- Yhym. - uśmiechnęłam się. - Pozdrów go.
- Okey.
Pół godziny później zaczęło się dzwonienie do drzwi. Dziewczyny przyniosły torby pełne jedzenia, ubrania na przebranie i kosmetyki. Jasmine miała z nich wszystkich najbardziej przepełnioną torbę, co mnie nie zdziwiło.
Spojrzałam na telefon, na którym znalazły się dwa SMS-y od Matthew'a i kilka nieodebranych połączeń od cioci.
Zadzwoniłam do niej, bo nie wiem o co chodzi, skoro tyle razy chcieli się ze mną skontaktować.
- Dlaczego nie dobierasz? - zaczęła ciocia.
- Nie słyszałam dzwonka. Przepraszam, a coś się stało?
- Tak. Czekamy z Matthew'em na ciebie na lotnisku.
- Na lotnisku? - wytrzeszczyłam oczy.
- Matthew napisał do ciebie SMS-a. Miałam was zabrać na weekend.
- Jeju. - zakryłam usta dłońmi ze wstydu. - Tak mi przykro. Przepraszam.
- Za godzinę wracamy, więc siedź w domu. - powiedziała z wściekłym głosem.
Pierwszy raz słyszę ją taką wściekła. Zawsze jest taka miła, szczególnie dla mnie.
- Czyli nie mogę zaprosić koleżanek na noc?
- Nie denerwuj mnie.
Rozłączyłam się i poszłam otworzyć drzwi. Przede mną stała Katy, Zoe, Mia i Olivia.
Rzuciły się na mnie od razu, kiedy otworzyła drzwi. Weszły do środka i przywitały się z resztą.
Otworzyłam lekko usta, by je poinformować, że impreza odwołana, ale dziewczyny tyle jechały, że nie miałabym serca im tego powiedzieć. Kiedy zamykałam drzwi, ktoś złapał moje ramię.
- Cześć Ines. - powiedział znany mi już głos.
Odwróciłam się, by sprawdzić czy mój słuch ma rację. I tak. Ma całkowitą rację.
- Co ty tu robisz?!
- Nie krzycz Ines. - uspokajała mnie Katy. - Aaron nas tu przywiózł.
- Jak... Ty... Co? - byłam w szoku. Zamurowało mnie totalnie. - Ty tak spokojnie mówisz.
- Tak. - spojrzeli na siebie i złapali się za dłonie.
- No nie wierzę. Po tym jak cię zranił, tu mu wybaczyłaś?
- Ines... On tak strasznie się starał, nie dawał mi spokoju i.. na prawdę się zmienił.
- Daj mi szansę Ines. - wtrącił się.
Otrzepałam głową, zamknęłam oczy i przez sekundę próbowałam się obudzić.
- Dobra... - uniosłam dłonie równo do klatki piersiowej. - To wasze życie. Jeśli z nim jesteś szczęśliwa to zaakceptuje to, ale jeśli ją znowu zranisz...
- Nie zranię. - sprostował.
Weszli do środka i usiedli na kanapie.
- Zadzwońcie po Toma. - ktoś krzyknął z grupy.
- A Luke nie mógł przyjechać? - spytała Zoe.
Spojrzałam na Tinę, a ona na mnie.
- Niestety nie mógł. - wytłumaczyła Tina.
Łza poleciała mi z oka i chyba Katy z Mią zwróciły na to uwagę. Odeszłam kawałek, by uspokoić ból i łzy.
Godzinę później siedzimy w moim pokoju oglądając jak Zoe i Lu tańczą Break dance na X-BOX.Tom przyszedł dosłownie dziesięć minut temu. Słyszę jak ktoś wchodzi do drzwi.
Schodzę na dół, by poinformować ciocię o imprezie.
- Wiesz ciociu...
- Nie wygoniłaś ich?
- Nie, nie miałam serca, bo przyjechała Katy i reszta.
- Niech zostaną. I tak Jack zaprosił mnie na dzisiaj, więc na razie ci odpuszczam, ale od jutra masz szlaban.
- Okey. - skinęłam głową.
Ciocia poszła na górę do swojego pokoju, a ja zostałam sama z Matthew'em. Poszedł po szklankę soku pomarańczowego do kuchni. Weszłam do salonu i wzięłam duże poduszki takie jakby płaskie pufy, czy coś w tym rodzaju. Były trzy, więc Matthew pomógł mi się z nimi zabrać.
- Mogę się dołączyć do was?
- Jeśli chcesz.
- A ty chcesz?
Wzruszyłam ramionami.
- Masz Lu. - rzuciłam do niej jedną poduszkę.
- Dzięki. - krzyknęła roześmiana.
- Ja też chce.- podbiegła do mnie Zoe, wyrywając mi z ręki drugą poduszkę.Przecież położyłam gdzieś w wolnym miejscu i usiadłam razem z Matthew'em, który dosiadł się nie proszony. Usiadł za mną, trzymając mnie delikatnie, ale nieco mocniej w tali. To było miłe uczucie, ale nie warte zapamiętania.
- Wychodzę. - powiedziała ciocia, wchodząc do pokoju.
- Dzień dobry. - wszyscy mówili jedno za drugim.
Ciocia patrzyła na mnie, ale w głębi duszy poznaję ten wzrok: ''Ines tylko się nie zakochaj''. I wyszła. Ma rację. Jestem za bardzo uczuciowa, za bardzo rozkojarzona i za bardzo pełna nadzieii. To samo czynię w przeciwną stronę.
- Oglądnijmy coś! - zaproponowała Olivia.
- Właśnie! - krzyknęła Mia.
- Co na przykład? - spytałam.
- ''Pięćdziesiąt twarzy Grey'a?'' - zasugerowała Zoe.
- Nie masz skończonych szesnastu lat.
- To co?
- Ja jestem za. - uniosła rękę Lu. - Ktoś jeszcze?
Powoli wszystkie dłonie podnosiły się do góry, więc odpuściłam i sama podniosłam.
Zeszliśmy na dół. Katy zapoznała Matthew z Aaronem. Katy i reszta dobrze znają Matthew'a.
Kanapa była dość szeroka, więc kilku osobom udało się swobodnie usadowić. Dwa fotele leżały po bokach kanapy. Zoe i Lu przyniosły dla siebie z góry poduszki, które wcześniej przyniosłam. Chłopaki wyszukiwali filmu na bezpłatnej stronie i bez logowania. Ja, Mia, Jasmine, Olivia i Katy poszłyśmy po przekąski. Wzięłyśmy chipsy, popcorn, słone orzeszki, chrupki kukurydziane i napoje. Fotele były zajęte, więc usiadłam gdzieś po środku na kanapie. Było wolne miejsce obok mnie. Nie za duże, ale było. Wiedziałam, że Matthew koło mnie usiądzie. Nie przegapiłby takiej okazji. Ale tak się nie stało. Miejsce obok mnie zajęła Katy, koło której już wcześniej siedział Aaron. Matthew rozgląda się i patrzy czy są wolne miejsca. Szperam w komórce, by odizolować się od tej sytuacji. Nagle Katy krzyczy, że film się zaczyna i żebyśmy byli cicho. Jasmine mówi Matthew, aby usiadł obok mnie. Więc Jasmine i Mia robią mu miejsce, schodząc parter niżej prosto na dywan. Tina i Tom także zeszli na dół po drugiej stronie kanapy. Poszłam po koce, bo w domu robiło się chłodniej. Dałam wszystkim i zaczęliśmy oglądać film. Musiałam podzielić się z Matthew kocem, bo na moje na szczęście, ciocia nie potrzebowała tylu koców w domu. Mijają minuty, a mi co raz zimniej. Tom obejmuje Tinę, która kładzie głowę na jego ramieniu. Katy obejmuje dłońmi żebra Aarona, po czym delikatnie kładzie skroń na jego klatce piersiowej. Matthew próbuje także być romantyczny. Sięga dłonią do mojego ramienia, a drugą ręką próbuje znaleźć moją pod kocem. Schlebia mi to, ale myśli o Luke'u tłumią wszystkie uczucia. Powtarzam sobie w myślach: ''Nie kocham Matthew'a, nie kocham Matthew'a'', po czym mówię na głos, ale szeptem do jego ucha: Nie mogę. Odsuwa się, a po chwili znów sięga do mojego ramienia, jakby to co mówię w ogóle nie miła dla niego znaczenia. Obejmuje mnie i trzyma mnie za dłoń pod kocem, którą delikatnie muska opuszkami palców. Przyjemne, ale niebezpieczne dla moich uczuć. Potrzebuje Luke'a. Właśnie teraz. Jednak to o potrzebuje mnie. Właśnie teraz, a co ja robię? Pozwalam kolesiowi rozwalić mój związek.
- Oooo Zoe nie patrz! - odezwała się Mia.
- Trudno. - mówiła. - Kiedyś też tak skończę.
- Jeśli w ogóle.
- Dla ciebie zostanę lesbijką. - wspierała ja Lu.
- Ha,ha. - zaśmialiśmy się.
- Cicho! Teraz najlepszy moment... - powiedziała Tina.
Ciepła dłoń Matthew'a jeździła mi po udzie, przez co dostałam gęskiej skórki. Jechał wyżej, aż łzy same chciały spływać mi po policzkach. Wstałam, tak by nikomu nie zakłócić oglądania i poszłam na górę niezauważalnie. Czułam na plecach wgapiony we mnie jego wzrok. Poszłam do swojego pokoju na balkon. Stanęłam przy barierce i patrzyłam w dół, by łzy mogły swobodnie spływać mi po twarzy. Nie ukrywam emocji, bo jestem tu tylko ja. Przynajmniej byłam.
- Co się dzieje? - Jego dłoń spoczęła na moim ramieniu.
- Nic. - wytarłam ręką łzy.
- Przecież widzę.
- Daj mi spokój.
- Nie mogę.
- Możesz.
- Mogę, ale nie potrafię.
- O co ci chodzi?
- O nic.
- To czego ty chcesz.
- Tylko ciebie.
Mój wzrok utkwił w jego oczach przez krótki moment.
- Nie możemy być razem.
- Dlaczego?
- Bo nadal go kocham.
- Zostawił cię.
- Nie zostawił! - krzyknęłam, po czym spuściłam ton. - To ja go zostawiłam.
- Nie rozumiem.
- To jest skomplikowane.
- Opowiedz mi o tym.
- Przykro mi, ale jesteś ostatnią osobą, której miałabym zamiar o tym opowiedzieć.
- Dlaczego? - jego głos robił się co raz bledszy i cichszy.
- Bo oczekujesz ode mnie czegoś, czego nie chcę.
- A tamta noc? - pogłaskał mnie po twarzy.
- Nic nie znaczy dla mnie.
Przez chwile zapadła niezręczna cisza. Jego ręka odsunęła się ode mnie, tak jak i jego ciało. Spojrzał do góry na gwiazdy, wydychając dym z ust.
- Szkoda... - powiedział urywającym głosem. - Dla mnie miała wielkie znaczenie.
- Przykro mi.
- Mi też. - powiedział i odszedł.
Super rozdział. Poplakalam się na końcu. Czekam na nn Xx
OdpowiedzUsuńO jejku, przepraszam że dopiero teraz wie odzywać. Kurde wolę Matthew'a niż Luke'a. Oby im wyszło :(
OdpowiedzUsuń