Wszyscy poszli zamówić sobie jakieś fast food'y. Mi nie bardo odpowiada takie jedzenie, więc po prostu zamówiłam shake'a i frytki. Siedzę na wprost mlaskającej Lu. Tom w pewnym momencie nie wytrzymał i powiedział, aby przestała to robić. Spojrzeliśmy wszyscy na siebie i tak zrobiła. Po pół godzinie wyszliśmy i wróciliśmy do samochodów. Mijaliśmy różne małe miasteczka. Ludzie przygotowują się do Halloween. Dzieciaki już biegają na dworze w przebraniach.
- Może my też dzisiaj postraszymy parę osób? - spytała Jasmine.
- To nie jest najgorszy pomysł. - powiedziała z przodu Katy.
- A stroje? - spytałam.
- Coś się wykombinuje.
Po dwóch godzinach dojechaliśmy nad jakieś odludzie. Szliśmy przez las, aż nad jezioro. Rzuciliśmy z pleców ciężkie bagaże i usiedliśmy na Ziemi.
- Czas się rozpakować. - oznajmiła Jasmine.
- Daj odpocząć. - powiedział Matthew przeciągając się.
Zoe i Lu pobiegły do jezioro wskakując do niego.
- Chodźcie! Super woda. - krzyczy Zoe, dając nura.
Śmialiśmy się, ale żadne z nas nie poszło. Kilkoro rzuciło się na trawę i odpoczywało. Ja byłam w grupie opierających się podziwiaczy chmur. Jakaś chmurka nade mną miała kształt małej świnki. A druga obok niej to wielki Pan morderca, który goni tą świnkę. Niczym w oka mgnieniu połączyły się w spójną plamę. Pa, pa świnko. Będziesz smaczną szyneczką.
Po piętnastu minutach obijania się, ruszyliśmy się wreszcie do pracy. Chłopaki poszli po drewno na ognisko. A my podzieliłyśmy się na dwie grupy. Jedna grupa rozkładała namioty, druga... W sumie to nie wiem co robiła druga.
Ja i Katy zajęłyśmy się jedną stroną namiotu. Wbijanie gwoździ to pestka, ale żeby ten namiot jeszcze stał... Z naszym szczęściem długo się nie utrzyma. Dziewczyny weszły do środka i skręcały rury. Podtrzymywałyśmy im materiał, żeby lepiej im się pracowało. Przyszli chłopcy, którzy od razu przygotowywali ognisko. Rozpalili ogień i razem z dziewczynami przynieśli pniaki, by można było sobie usiąść. Wyjęli jedzenie i zaczęli jeść.
- Fajnie, że na nas czekacie!
- Fajnie, że nam pomagacie!
- Nie ma za co! - krzyczą chórem, po czym się podnieśli i pomogli nam z namiotami.
Kilka minut później siedzimy razem nam ogniskiem. Nadziałam kilka pianek na kij i podpiekam je. Do pianek najlepsze jest kakao, ale nikt o tym nie pomyślał.
- To idziemy straszyć? - zaczęła Olivia.
- No tak, ale co z tymi przebraniami? - spytała Katy.
- Musimy się przebierać?
- No nie wiem. - wzruszyła ramionami Katy.
- Przebierzmy się za Gryzli. - Zoe zgięła palce u dłoni w powietrzy, pokazując swoje mleczaki.
- Albo za Yeti! - zaproponowała Lu.
- Albo wiecie co? - wpadła na coś Mia. - W ogóle nie idźmy.
- Czemu?
- Bo to jest dziecinne. - zrobiła kwaśną minę. - Po co wam to? Żeby ludzie zawału dostali.
- Cukierki! I dobra zabawa.
- W sklepie masz cukierki.
- Jesteś drętwa. - obczaiła ją wzrokiem Lu.
Olivia tylko przewróciła oczami i nie odezwała się więcej.
- Zjedzmy pianki i coś wykombinujemy. - uśmiechnęła się Tina.
Kiedy byliśmy gotowi do straszenia, odwiedziliśmy pierwszy dom. Przebraliśmy się za... Za siebie, tylko dziewczyny nas trochę pomalowały.
- Cukierek albo psikus. - powiedzieliśmy głośno.
Starsza pani uśmiechnęła się i wsypała nam do koszyczka kilka słodkości.
Poszliśmy do następnego domu, ale nikt nam nie otworzył, więc poszliśmy do jeszcze następnego.
- Cukierek albo figielek. - znów powiedzieliśmy chórem.
Młoda kobieta z dzieckiem na ręka także się uśmiechnęła i dała nam jabłka w karmelu na patyku. Mniam!
Po chwili z jej nóg przepchał się mały chłopiec, trzymający w dłoni to co dostaliśmy.
- Wcale nie jesteście straszni. - powiedział bez dwóch przednich zębów.
Lu schyliła się do niego.
- Ty mały głuptasie. - szturchnęła go w nos.
I tak chodziliśmy do każdego domu. Zebraliśmy tyle słodyczy, że nawet nie zliczę.
Podzieliliśmy się nimi i zaczęliśmy jeść. Trafiłam na mordoklejkę. Aż mnie mdli.
- Co robimy? - spytała Tina, brudząc koszulę Toma swoim makijażem.
- Chodźcie się wykąpać. - zaproponowała Mia.
- Dobry pomysł. - potwierdziła Jasmine, chwytając dłoń Matthew'a i prowadząc go do jeziora.
Przeszłam za nimi wzrokiem, po czym przestałam, kiedy się zorientowałam, że to robię.
- Wszystko w porządku? - spytała Tina, głaszcząc mnie po plecach.
- Nie. Tęsknie za Luke'em.
- Jak my wszyscy. - oparła głowę o moją.
- A ten facet się odzywał?
- Dzisiaj jakimś cudem nie. To dziwne.
- Hmm...
- Chciałabym, żeby to wszystko się szybko wyjaśniło.
- Chodźcie! - krzyczy do nas Lu.
- Chodź. - wstała i podała mi dłoń. - Dobrze ci to zrobi.
Uśmiechnęłam się i pomogła mi wstać.
Ściągnęłyśmy jak reszta koszulki i spodnie i w bieliźnie wskoczyłyśmy do wody.
Pluskaliśmy się, skakaliśmy ze skał, nurkowaliśmy. Jest nie zła zabawa, a ja na prawdę zapomniałam o problemach.
- Uwaga! Luiza będzie skakała. - informuje nas Tom.
- Cała woda wypłynie! - zażartowała sobie Zoe.
Siedzę owinięta ręcznikiem na kocu przed jeziorem. Ognisko się pali, więc jest mi ciepło. Patrzę na zachód słońca, który jest na wyciągnięcie mojej ręki. Ta noc jest piękna, chociaż upiorna.
- Chcesz? - spytał Matthew, siadając obok mnie i proponując M&M's.
- Nie dzięki. Mam dość słodyczy.
Zajadał je w ciszy. Słyszałam tylko jak przeżuwa je w buzi. Po chwili się odezwał.
- Jakieś wieści od Luke'a?
- Nie. Żadnych. - spojrzałam na dół. - Przepraszam za wczoraj.
- Nie szkodzi. Masz prawo tak uważać i nie będę tego kwestionował.
- Strasznie mi głupio. Nie chce się z tobą, czy z kimkolwiek kłócić.
- Rozumiem.
Nastała cisza przed burzą. Przysunął się bliżej mnie i objął mnie w pasie jedną ręką. Swobodnie położyłam głowę na jego ramieniu. Drugą dłonią trzymał moją dłoń, głaszcząc delikatnie moje palce.
- Piękna noc. - powiedział stanowczym, ale uroczym głosem.
- Racja. - spojrzałam na niebo.
- Ines?
- Tak? - spojrzałam na jego dłonie, które zaczęły się trząść.
- Chyba cię kocham.
Chyba? Chyba?! Co ma znaczyć chyba? Nie da się "CHYBA" kogoś kochać. Albo się kocha, albo nie. To tak jak z myciem się. Albo się umyje i będę pachnieć, albo się nie umyje i będę śmierdzieć.
Spojrzałam na niego, po czym przysunął twarz bliżej mojej. Zetknęliśmy się czołami. Palcami muskał moje policzki, więc zamknęłam oczy. Mam motyle w brzuchu, czuje podniecenie, ale to nic nie zmienia. Kocham Luke'a, chociaż Matthew zastępuje go w czynnościach. Myślę o Luke, ale blisko mnie jest Matthew. Trochę to niesprawiedliwe z mojej strony. Albo ten, albo ten. Tak samo kocha, albo nie kocha. Trudno wybrać, kiedy dwóch przystojnych facetów domaga się twojego serca. Moje uczucia to nie jakaś licytacja. Nie jestem na sprzedaż. Jestem bardziej jak jakiś eksponat. Taki dotykalny/namacalny, unikatowy i łatwo się do niego dostać. Chore!
- Nie możesz mnie kochać.
- Muszę.
- Nie musisz.
- Ale powinienem.
- Nie powinieneś.
- Nic mi nie pozostało w życiu, jak tylko darzyć kogoś uczuciem.
- Ale nie mnie. Jestem jak zasięg - nieosiągalna Matthew.
- Tylko dla mnie? - przełknął ciężko ślinę.
- Zwłaszcza dla ciebie. - spojrzałam na niego prawie ze łzami w oczach.
- Widzę, że nie tego chcesz.
- Co ty możesz wiedzieć o tym czego ja chce. - odsunęłam się od niego.
- Chcesz szczęścia, miłości, troski... Chcesz kogoś kto ci to da. A kiedy to chcesz to twojego chłopaka nie ma, ale zjawiam się ja, ten koleś, który oddałby dla ciebie życie.
- Nie rozumiesz.
- No to mi wytłumacz. - spojrzał na mnie poważnie. - Gdzie twój Romeo?
- Niech cię szlak Matthew! - wstałam i pobiegłam, gdzieś gdzie zostanę sama.
Siedzę, gdzieś między drzewami, opierając się o korę. Łzy spływają mi policzkach tak gęsto, że paczka chusteczek to dla nich za mało. Chowam głowę w dłoniach, by być niewidoczna dla świata. Taka opcja: "włącz", "wyłącz". Sterownik uczuć, to chyba najlepsza dla mnie opcja. Zacznę popierać dzisiejsze technologię.
Liść opadł z gałęzi, tuż nad moją głową. Podnoszę go i kręcę. Żółty-żółty-żółty-żółty, tyle widzę jak go obracam. Monotonny, jednoznaczny klapowany liść. Ale ma kolor. Moje serce też ma kolor. Więcej mam wspólnego z liściem, niż z kimkolwiek. Kim dla nich wszystkich jestem? Czuje się jak szmata, która skacze z kwiatka na kwiatek.
Gdzieś w myślach tkwi mi jeszcze melodia śpiewana przez Lu: "Zakochana para, Ines i Luke'a". Gówno nie zakochana! Krzyczę wewnątrz, rzucając przed siebie liść. Strzelam focha na cały świat jak mała, rozpieszczona dziewczynka. Raczej zagubiona i niedowartościowana suka. Przepraszam świecie, że musisz ze mną wytrzymywać, ale gdybyś mi pomógł, to szybciej bym zniknęła. Tak to oboje długo jeszcze ze sobą pożyjemy. Przewracam oczami i widzę miganie, gdzieś w oddali. Rozprasza się dym, albo moje oczy zamieniły się w gęstą ciecz. Coś się wyłania.
- Piorun? - wstaję powoli i potrząsam głową.
Nie znika. Stoi jakby bał się podejść.
- Chodź do mnie Piorun. - wołam, ale nie reaguje.
- Tutaj jest!
Ktoś krzyczy, a Piorun znika. Nie wiem gdzie, bo tak nagle to się stało. Szukam go, ale widzę tylko biegnących w moją stronę przyjaciół.
- Nic ci nie jest? - spytała zmartwiona Katy.
- Nie. - pokręciłam przecząco głową.
Nagle dzwonek mojego telefonu przerwał nam rozmowę.
- Wesołego Halloween śliczna. - powiedział znów ten głos.
- Czego ty chcesz znowu?!
- Już ci nie zależy na chłopaku? No dobra, to cześć.
- Nie! Co mam zrobić?
- No i grzecznie. Hmm... Na razie nic. Odezwę się za kilka dni.
- Za ile? I dlaczego dzwonisz z telefonu Luke'a!
- Za niedługo. Czekaj z niecierpliwością kwiatuszku.
- Nie zróbcie mu krzywdy.
- To się jeszcze okaże. Będziesz posłuszna, to może coś da się zrobić.
- Daj go do telefonu. Chce go usłyszeć.
- Bla-bla-bla. Wy tylko piszczycie i stawiacie warunki.
- Daj go do tego cholernego telefonu! krzyknęłam cała podenerwowana.
Cisza. Mijają minuty.
- Ines?
Słyszę jego głos.
To on! Wszyscy ledwo stoją tak samo zszokowani jak ja.
- Wszystko w porządku?
- Tak. Nie martw się o mnie.
- Znajdę cię obiecuje.
- Kocham cię Ines.
- A ja ciebie. Czy oni robią ci krzywdę? Gdzie jesteś?
Nagle męski głos przerwał nam rozmowę.
- Bez takich księżniczko. Twojemu chłopaczkowi nic nie jest i nie będzie, jak będziesz posłuszna. Do następnego.
Rozłączył się, a ja stałam w bezruchu. Katy mnie przytrzymywała, bym nie upadła.
- Czy ktoś byłby tak uprzejmy i wyjaśnił o co chodzi? - spytała Olivia.
- No właśnie, bo chyba nie rozumiem tutaj czegoś. - powiedział Tom.
Matthew i ja patrzyliśmy na siebie. Łzy opadały mi swobodnie na bluzę, a jego mina robiła się z każdym ich spadaniem słabsza. Chyba chciał uciec, ale tego nie zrobił. Moje życie zamieniło się w koszmar. A to dopiero początek.
Kiedy nowy rozdział?
OdpowiedzUsuńPrzepraszam że się nie odzywalam tutaj ale szkoła daje w kość :/
Chcę nowy rozdział :(
OdpowiedzUsuńNowy rozdzial?
OdpowiedzUsuń