Nie miałam zamiaru przejmować się problemami. Jedyną rzeczą, na której chce się skupić to wygranie wyścigu.
Rano wstałam, wyszukałam czyste ubrania z podłogi, umyłam zęby, zrobiłam szybki prysznic, przebrałam się, uczesałam i jak zawsze rano, poszłam coś przekąsić.
- Widzę, że dzisiaj jesteś uśmiechnięta. - powiedziała ciocia, wycierając szmatką mokry garnek.
- I pełna energii. - zaśmiałam się.
- Co chcesz na śniadanie? - popatrzyła na mnie.
- A nie męcz się. - chwyciłam jabłko i banana z koszyka na owoce. - Zjem sobie to i wystarczy.
- Ines? - spytała, przymrużając oczy. - Nie jesteś w ciąży?
- Coo?! - zaśmiałam się.
- Albo... - podeszła do mnie i przyglądnęła się mi. - Chyba nie chcesz się odchudzać?
- Ciociu, coś ty. - przytuliłam ją i wyszłam.
Poszłam najpierw po Lu, a kiedy wyszła poszłyśmy po Jasmine, Tinę i Toma. Razem postanowiliśmy wziąć konie od Toma i pojeździć. Jeździłyśmy bardzo wolno, oczywiście Tom nie dał się namówić. Rozumiałam go.
- Wszystko w porządku? - podszedł do mnie.
- Tak, a u ciebie? - spojrzałam na niego z góry.
- Też. Nie martw się Luke'em. - uśmiechnął się.
- Nie martwię. Na razie chce zająć się wyścigiem. - powiedziałam dumnie.
- I dobrze. Pokonaj tą zołzę. - zaśmiał się.
Po dwudziestu minutach, zostałam tylko ja na koniu. Reszta była zmęczona. Dzisiaj było dość parno, ale ja i Shadow nie mieliśmy zamiaru się poddawać. Cały czas ciężko pracowaliśmy. Mimo, że nie uczył nas już Luke i mimo, że trzeba było przyzwyczaić się do siebie to dajemy rade. Jednak bardzo tęsknie za Piorunem. Zostało jeszcze sześć dni. Trening przeniosłam do parku. Reszta siedziała na ławce, a ja zrobiłam już chyba siedem okrążeń.
- Ines! - ktoś krzyknął zza drzewa.
Rozglądnęłam się, ale nikogo nie widziałam.
- Ines! - podbiegł do mnie.
To Luke... A już miałam nadzieje, że go nie spotkam, aż do dnia zawodów.
- Co chcesz? - spytałam niechętnie.
- Pogadać. - zdyszany, wymówił słowo.
- Jestem zajęta. Przykro mi. - podniosła dumnie głowę.
Złapał moją nogę, kiedy przygotowałam się do drogi i zatrzymał nas.
- Możesz zejść? - popatrzył na mnie.
Z wydechem zeszłam z konia i usiedliśmy na ławce.
- Słucham. - patrzyłam przed siebie.
- Myślałem wczoraj o nas. - patrzył ciągle na mnie.
- Ooo... Zabawne. - prychnęłam.
- Nie rozumiem. - był zdezorientowany.
- Widziałam cię wczoraj Luke. Nie udawaj! Byłeś z Mirandą. - popatrzyłam na niego z kwaśną miną.
- Gdzie byłaś? Nie widziałem cię. - patrzył mi w oczy.
- No widzisz. - wstałam. - Jeśli to tyle, to...
- Nie, to nie tyle. - złapał mój nadgarstek. - To wczoraj, to jakieś głupie nieporozumienie. Nic do Mirandy nie czuję, ale do ciebie za to tak.
- Całowaliście się. - wyrwałam rękę z uścisku. - Nie jestem głupia.
- Nie mówię, że jesteś. - złapał mnie dwa razy mocniej, bym nie mogła uciec. - Nie chciałem tego. Siedziałem sam, ale ona się potem dosiadła. Śledziła mnie. Cały czas myślałem o nas... O tobie. Kocham cię Ines i tylko ciebie.
- Jasne... - unikałam z nim kontaktu wzrokowego.
- Na prawdę. Nie chce, by ktoś, albo coś od tak zniszczyło, to co jest między nami. - przybliżył się, trzymając drugą dłonią mnie w pasie.
- Nie wiem, czy jest jeszcze w ogóle coś między nami. - spojrzałam w dół.
- Wiem, że mnie kochasz i ja kocham ciebie. Jesteś jedyną dziewczyną, która mnie oczarowała. Jesteś taka uśmiechnięta... - kontynuował, przysuwając się bliżej. - taka słodka, miła, kochana, czuła. Jesteś sobą i walczysz o to, co kochasz. Też chce tego spróbować i dlatego będę walczyć o ciebie.
Prawie mu uległam.
- Nie Luke. Nie chce teraz o tym myśleć. Jedyne co się dla mnie teraz liczy to tylko wyścig i tylko Piorun. - spojrzałam mu w oczy i dosiadłam konia. - Przykro mi.
Odjechałam, a on stał jak wryty, patrząc jak się oddalam.
Łza spłynęła mi po policzku, ale szybko ją otarłam. Przyjechałam do pozostałych, zeszłam z konia i wróciliśmy do Toma. Odprowadziliśmy konie do zagrody i posiedzieliśmy chwilę u niego. Dał nam zimne napoje z lodówki i włączyliśmy sobie muzykę przez laptopa.
- Jakieś plany na dalszy ciąg dzisiejszego dnia? - spytała Lu.
- Może... Zrobimy imprezkę wieczorem? - zaproponowała Tina.
- Niby, gdzie? - spytała Jasmine.
- Moich rodziców dzisiaj nie ma, dopiero wracają rano. - zagryzła wargę.
- No nie wiem. - pomyślałam. - Muszę trenować.
- Oj tam. Jak odpuścisz sobie jeden dzień, to nic ci się nie stanie. - machnęła ręką Tina. - Poza tym rano już trenowałaś.
- No weź Ines! -Lu przysunęła swoją twarz do mojej i wpatrywała się we mnie.
- No dobra. - uśmiechnęłam się. - Trzeba kiedyś zaszaleć.
- No to na zakupy! - krzyknęła Jasmine.
Każdy poszedł do siebie bo pieniądze i umawiając się przy sklepie, rozdzieliliśmy zadania, kto ma co kupić. Po godzinie chodzenia po sklepach, byłam wyczerpana. Podeszłam pod dom Tiny, gdzie siedzieli na schodach już Lu i Tom i usiadłam obok nich na schodach.
- Grube zakupy widzę. - roześmiana, spojrzałam na reklamówki.
Po chwili przyszły dziewczyny.
- No ile można? - spytała, zmęczona Lu.
- No wiesz... - odgarnęła włosy Tina. - Byłyśmy tu i tam.
Tina wyciągnęła klucze z torebki, otworzyła drzwi i zanieśliśmy zakupy do garażu. Tom poszedł po sprzęt, a ja i dziewczyny brałyśmy z kuchni miski, kubeczki itd.
Muzyka już była, jedzenie i picie też, jeszcze tylko znajomi. Podzwoniliśmy po znajomych. Zaprosiłam Katy i resztę. Zostało jeszcze parę godzin do imprezy, więc postanowiliśmy przeznaczyć ten czas na ogarnięcie domu i przebranie się. W dwie godziny posprzątaliśmy dom, ogarnęliśmy jeszcze podwórze, bo mama Tiny kazała jej to zrobić i czas na najlepsze... Ubrania i makijaż. Tina miała super ciuchy. Ubierała się bardzo dziewczęco. Ja i Tina poszłyśmy wyszukać ciuchy dla naszej czwórki, a Jasmine próbowała namówić Lu do pomalowania paznokci. Luiza nie lubi się malować czy nosić dziewczęce ubrania. Czasem jej się zdarzy, ale jak jest zmuszona. Jest bardziej typem, który woli luźne, sportowe ubrania czy obuwie.
Kiedy z Tiną wyszukałyśmy coś na imprezę, wróciłyśmy do dziewczyn.
- Wow! - stanęłam z wrażenia.
- Luiza, nie poznałam cię! - powiedziała Tina z otwartą buzią.
- To tylko dzisiaj! - powiedziała do siebie.
Tina ubrała się w koronkową sukienkę i buty na wysokim obcasem. Dodała parę drobiazgów do kreacji typu: kolczyki, bransoletki itd. Jasmine ubrała biały top i jasne, spodnie jeansowe z wysokim stanem i białe converse. Lu pozostała jednak przy swojej szarej bluzie, ale wcisnęłyśmy w nią czarne, skórzane spodnie, a do tego założyła swoje ulubione addidasy. Ja ubrałam czarną sukienkę nad kolana w kwiatki i czarne sleep on. Bardzo lubiłam taki styl. Niby elegancki, ale musi być w tym troszkę luźnego dodatku czy jakby to nazwać... Ulicznego czy sportowego. Byłam w połowie jak Lu, a w połowie jak Tina jeśli chodzi o ubiór. Charakter raczej dzieliłam z Jasmine.
Wymalowałyśmy się, uczesałyśmy i byłyśmy gotowe. Powoli schodzili się znajomi. Przywitaliśmy się, poznaliśmy i zaczynaliśmy imprezę. Ostatni przyszli Katy i reszta. Nie dziwie się, mieli kawał drogi.
- No wreszcie! - krzyknęła Jasmine, rzucając się na Olivie, Zoe i Mię i szybko je zabrała.
- Cześć Katy. - z uśmiechem, przywitałam przyjaciółkę.
- Ines! Kopę lat! - zaśmiała się.
- No cześć Ines. - podszedł do mnie Aaron i uściskał mnie.
Musiałam grać na zwłoki.
- Cześć! - uśmiechnęłam się fałszywie.
Zaprowadziłam ich do garażu i zaczynaliśmy imprezować.
Po niespełna pół godzinie przyszedł Luke.
- Jeszcze jego tu brakowało. - przewróciłam oczami.
Tom spojrzał na mnie i chyba coś wymyślił.
- Zatańczymy? - podał mi dłoń.
Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Mogę? - spojrzałam na stojącą z drugiej strony, Tinę.
- Pewnie! - zaśmiała się.
Chwyciłam jego dłoń i poszliśmy zatańczyć. Tańczyliśmy do piosenki "Habibi (I Need your love)". Widziałam kątem oka, że Luke ciągle na mnie patrzy. Stał przy wejściu, opierając się o ścianę.
Tańczyłam z Tomem może z trzy tańce. Nawet nie liczyłam. Dobrze mnie rozumiał, więc próbował mnie pocieszyć.
Po godzinie zabawy, przyszli niespodziewani goście,... A raczej dwie dziewczyny, które działały mi na nerwach.
- Ooo, Stacy patrz. - weszła do garażu z rozłożonymi rękami. - Imprezka i nikt nas nie zaprosił.
- Taka impreza nas ominęła. - rozglądała się Stacy po pomieszczeniu.
- Ouu! Jak mi przykro. - powiedziała Lu. - A teraz wypad!
- Luiza to ty? - zasłoniła sobie buzię, Miranda. - Stacy rób szybko zdjęcie!
I tak Stacy zrobiła, ale Lu się tym nie przejęła.
- Nie przejmuj się Luiza. - położyłam dłoń na jej ramieniu.
- O, znalazła się ochroniarka. - podeszła do mnie bliżej Miranda. - Może niech wszyscy się dowiedzą jaka jesteś.
Zrobiłam kwaśną minę. Nie wiedziałam o co jej chodzi.
- No co? Nie wiesz o co chodzi? To może przejdę do rzeczy. - podeszła do Katy. - Przykro mi, że masz taką przyjaciółkę. Tak bardzo cię zraniła.
- Nie rozumiem. - spojrzała na mnie zagubiona.
- Próbowała uwieść Aarona. - pokazała zdjęcie z komórki. - O to dowód.
To było to samo zdjęcie, które dostałam od anonimowego użytkownika na email.
- Jak to?! - krzyknęła, dokładnie patrząc na zdjęcie.
- To nie prawda! - podeszłam do nich.
- Chciała go pocałować, ale Aaron szybko się odsunął i nie dał się tej wariatce z miłości do ciebie. - przekonywała Katy.
- To kłamstwo! Przestań! - spojrzałam na Mirandę. - Nie wierz jej Katy.
- Jak mogłaś! Jesteś moją przyjaciółką! - krzyknęła wybiegając z garażu.
- Trzeba było słuchać. - szepnął do mnie Aaron i pobiegł za Katy.
Wszyscy patrzyli na mnie, a ja nie wiedząc co zrobić, po prostu wyszłam z imprezy, kierując się do domu.
- Ines! - wołał do mnie Luke, doganiając mnie.
Matko... Jeszcze on.
- Co? - obróciłam się gwałtownie w jego stronę.
- To prawda? - zmarszczył czoło.
- Nie! Byłeś tam i wszystko widziałeś. - popatrzyłam na niego.
- Ale nie widziałem dokładnie. - spojrzał mi w oczy.
- Opowiadałam ci wszystko i mi uwierzyłeś. - posmutniałam.
- Teraz już sam nie wiem. Widziałem, że coś jest między wami. - zrobił to samo.
- Nie masz żadnego między nami. - próbowałam go przekonać.
- Kłamiesz... Znowu. - poruszył się. - Myślałem, że mnie kochasz, a zrobiłaś ze mnie totalnego idiotę.
- Luke! Nie kłamię. Chociaż ty mi uwierz! - poleciała mi łza z oczu.
- Przykro mi. - odszedł.
Kurde, serio? :( dlaczego, powinna wcześniej powiedzieć mu prawdę, a nie ulegać Aaronowi. Wtedy byłoby ok :( czekam na kolejny, bo strasznie wciąga!
OdpowiedzUsuńRób dłuższe rozdziały ;)
OdpowiedzUsuńBardzo fajny rozdział *.* czekam na next :) tylko dwie, małe uwagi ;) w "mimo że" przed "że" nie stawiamy przecinka, a słowo "naprawdę" pisze się razem :) ale to tak na marginesie :) czekam na next :D
OdpowiedzUsuńciekawe czy jej uwierzy:( czekam na neta!!!
OdpowiedzUsuńMasz dobry pomysł na blog, fabuła jest świetna, ale pojawiają się liczne błędy ortograficzne, stylistyczne i gramatyczne.. Liczę na to, że to poprawisz :) Powodzenia i czekam na next! :)
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny rozdział! Juz tydzien czekamy!!
OdpowiedzUsuń