sobota, 13 czerwca 2015

ROZDZIAŁ XX

Kiedy dotarliśmy pod dom jednego z chłopaków z boiska ( czyli w miejsce, które ustalaliśmy na ognisko ) poszliśmy za dom, prostu na jego działkę. Siedziało tam trzech chłopaków z piwem i papierosami w dłoniach.
- Siema! - przywitali się Luke i Tom z nimi.
My tak samo się z nimi przywitałyśmy i usiedliśmy na pniach obok rozpalonego ogniska.
- Nie ma twoich rodziców? - spytała Mia.
- Nie, wracają dopiero pojutrze. - zaśmiał się, wkładając papierosa do ust.
Paręnaście minut później przyszli pozostali.
Kevin ( chłopak w żółtych spodenkach ) ciągle spoglądał na Lu, próbując przykuć jej uwagę, jednak ona ani razu na niego nie spojrzała. Siedziałam obok Lu i dało się zauważyć, że chyba mu się spodobała.
Rozmawialiśmy na różne tematy, śmialiśmy się, graliśmy w karty czy inne takie. Później czterech chłopaków przyniosło skrzynki z piwem. Nie podobało mi się to. Nie przepadałam za alkoholem, raz napiłam się piwa, od taty i powiedziałam sobie, że nigdy tego świństwa nie wezmę do ust. Jedynie to Lu i Zoe się skusiły, reszta była tego samego zdania co ja. Przynajmniej z dziewczyn, bo Luke i Tom także nie pogardzili. Chłopcy proponowali nam papierosy, lecz tylko te same osoby się zgodziły na to. Ja i Tina nie byłyśmy zadowolone z tego, że nasi chłopcy piją i palą. Nie przepadam za takim towarzystwem. Lu i Zoe ciągle siedziały przy chłopakach, trochę się popisując. Zoe zawsze lubiła tego typu ogniska... chłopcy, alkohol, papierosy, dobra zabawa... Ja, Katy, Tina i Olivia poszłyśmy się przejść kawałek, by pooddychać świeżym powietrze, a nie dusić się dymem tytoniowym. Mia i Jasmine postanowiły zostać. Znalazły temat z dwoma chłopakami... podajże byli to Sam i Jacob. Sam to ten z niebieskimi spodenkami, o którym wczoraj wspomniała Zoe, a Jacob to kuzyn chłopaka, który nas tu zaprosił.
- Nie podoba mi się to, że Tom wszedł w takie towarzystwo. - pokiwała głową Tina.
- Mi też się to nie podoba, że Luke z nimi przybywa, ale nic nie możemy poradzić na to. - powiedziałam.
- Porozmawiajcie z nimi. - powiedziała Olivia.
- Nic to nie da. - odparła stanowczo Tina.
- Czemu? - spytała Katy, spoglądając na nią.
- Znam ich już bardzo długo i to nie pierwszy raz, kiedy to biorą do ust. - wspominała Tina. - Kiedyś, kiedy jeszcze zadawaliśmy się z byłą dziewczyną Toma, rozmawiała z nim o tym, ale to nic nie dało. Pokłócili się o to. Później znów to samo, a ona znów zaczęła ten temat i z nią zerwał.
- A kiedy ty z nim byłaś, to też takie coś było? - spytała Olivia.
- Nie. Wiedział, że ja tego nie lubią i wiedziałam, że mnie kocha i to uszanuje. - odpowiedziała.
- Teraz przy towarzystwie to trzeba się pokazać. - dodała Katy.
- No niby tak, ale to i tak nic nie zmieni, żadna rozmowa. - powiedziała.
- Możemy spróbować. Jeśli nie, to po prostu to zostawimy, a jeśli znów się to powtórzy, to się wtedy pomyśli. - powiedziała z lekkim uśmiechem.
Pospacerowałyśmy chwilę i wróciłyśmy. Olivia zauważyła od razu, że Jasmine, Mia, Sam i Jacob gdzieś zniknęli. Pewnie poszli się przejść.
- Gdzie byłaś? - spytał Luke, podchodząc do mnie.
- Poszłyśmy się przejść. - staliśmy sami, bo dziewczyny poszły usiąść.
- Martwiłem się o ciebie. - przyłożył swoje czoło do mojego, patrząc mi w oczy.
- Przecież nie było mnie może zaledwie dziesięć minut. - zaśmiałam się cicho.
- Jest ciemno i nie chciałbym, żeby coś ci się stało. - odgarnął moje włosy za ucho.
- Nic mi nie jest. - uśmiechnęłam się. - Poza tym dobrze się bawiliście, a ja z dziewczynami nie mogłyśmy już wytrzymać w tym smrodzie. - zrobiłam kwaśną minę.
- Przepraszam za tego papierosa i piwo. - powiedział.
- Przepraszasz mnie, czyli nie chciałeś tego. - popatrzyłam na niego.
- Nie, ale zdarza się kiedy się napiję, czy zapalę. Jednak nie chciałem tego i obiecuję, że już nie wezmę więcej. - smyrał swoim nosem mój nos.
- Nie lubię takiego towarzystwa po prostu. - spojrzałam w ich stronę.
- A mnie lubisz? - uśmiechnął się.
- Kocham cię. - powiedziałam.
- A ja ciebie. - musnął lekko moje usta.
Złapał mnie za rękę i poszliśmy usiąść. Ściągnął bluzę, założył mi ją na ramiona i objął mnie, by było mi cieplej. Wtuliłam się w niego i rozmawiałam z dziewczynami. Wkrótce przyszła nasza czwóreczka. Dziewczyny usiadły obok nas, a chłopcy poszli do reszty.
- Fajni są? - spytała Olivia, Jasmine.
- Tak, bardzo. - uśmiechnęła się.
- Widzę, że macie ich bluzy. - uśmiechnęła się Katy.
- Jest trochę zimno. - przejechała dłońmi po swoich ramionach, Mia.
- No w sumie. - Katy zrobiła to samo.
Chłopaki zauważyli, że dziewczynom zimno, więc zdjęli bluzy i dali im.
- Słodcy są. - szepnęła mi do ucha, Katy.
Tylko się uśmiechnęłam i przytuliłam ją.
Poczułam w kieszeni, jak telefon wibruje. Wyciągnęłam go i chciałam odebrać, ale nie zdążyłam. Dzwonił tato. Zostawił wiadomość, która przyszła dwadzieścia minut temu. Nawet nie wiedziałam, że do mnie napisał.
- Już jest późno, wracaj do domu. - napisał tato.
Po przeczytaniu powiedziałam dziewczynom, że czas już wracać. Wstałyśmy i Katy krzyknęła, że czas wracać, ale Zoe i Lu nie chciały. Za dużo wypiły i robiły opór, ale po sprzeczkach jakie z nimi przeszliśmy, To Luke i Kevin, którego przez cały czas Lu prowokowała popisując się i miziając do innych chłopaków, wzięli je na ręce i zanieśli, aż pod sam dom. Ja, Katy, Olivia i Mia odprowadziłyśmy je pod drzwi pokoju, by nie obudziły rodziców i od razu kładąc się na łóżku zasnęły.
- Ja już będę wracać. - powiedział Kevin.
- Wszystko w porządku? - spytałam.
- Tak. - uśmiechnął się fałszywie.
- Nie ładnie się dzisiaj zachowywała wobec ciebie, Lu. - powiedziała Mia.
- Nie bardzo mnie to interesuje. - spojrzał na nas. - Mnie i ją już nic nie łączy niech robi co chce. - powiedział stanowczo.
- Nie wyglądało na to, że nic dla ciebie nie znaczy. - powiedziałam. - Widziałam jak na nią przez cały czas patrzysz.
- Jej też zależy, ale ona nie lubi i nie potrafi mówić o uczuciach. - dodała Tina.
- Przy mnie taka nie była. - spojrzał w dół.
- No więc widzisz. - uśmiechnęła się Tina.
- Jeśli ci na niej zależy to zrób coś. - doradziła mu Olivia.
- Dzięki. - pożegnał się z nami i poszedł.
Z oddali było słychać śpiew Toma.
- Piękny mamy dzień. - powiedział pod dużym wpływem alkoholu.
- Idź już się połóż. - powiedziała Tina.
- O co ci chodzi? - podszedł do niej.
- Śmierdzi od ciebie. - gestem dłoni, próbowała odgonić od nosa smród alkoholu.
- Dziewczyny... - przewróciła oczami.
- Odprowadzę cię lepiej. - zaproponował Luke.
- Dam sobie radę... Mamusiu! - zaśmiał się.
- Tak, tak. - spojrzał na nas Luke.
Luke podszedł do nas, dał mi całusa w czoło i pożegnał się z nami. Trzymał go mocno, by nie upadł i szli w stronę domu Toma.
- Dobra my też wracamy i spróbujemy pomóc jakoś go doprowadzić. - powiedziała Jasmine trzymając palcem wskazującym, palec wskazujący Mii.
- To ja i Olivia też idziemy. - powiedziała Tina pokazując kciukiem drogę za jej plecami.
- Okey, dobranoc. - pomachałyśmy im z Katy i poszłyśmy w stronę domu.
- Jestem wyczerpana. - zgarbiła się Katy.
- Ja też. - złapałam się za plecy.
- Ciekawe w jakim stanie będą jutro. - zaśmiała się.
- Pierwszy raz widzę Lu opitą. - zrobiłam to samo.
- A ja Zoe! - wykrzyknęła głośno jej imię.
Weszłyśmy do domu, zabrałam laptopa z salonu, poszłyśmy się wykąpać po kolei i włączyłyśmy sobie film. Oglądałyśmy do samego ranka, a nadal nie byłyśmy śpiące, ale dalej wyczerpane.
- To co robimy? - spytała Katy.
- Nie mam pojęcia. - pomyślałam.
- Może pogadamy?. - zaproponowała Katy.
- A o czym? - spytałam.
- Chciałabyś wygrać zawody, czy ścigasz się tak o? - spytała.
- Sama nie wiem. - spojrzałam na sufit. - Nie zastanawiałam się nawet nad tym. Chciałabym po prostu spróbować, zobaczyć jak to jest.
- Zawody już... która godzina? - spytałam
- 01:12, a co? - spojrzała na zegar leżący na stoliku nocnym.
- Bo zawody już jutro! - złapałam się za głowę.
- Faktycznie! - zrobiła to samo.
- Nie wiem jak one wyglądają, na jakim koniu pojadę, czy dam sobie radę, a co jeśli się zestresuję i zrezygnuję? - zadawałam mnóstwo pytań.
- Nie martw się. - złapała mnie za rękę. - Będzie dobrze, zobaczysz.
- Szkoda, że Pioruna ze mną nie ma. - poleciała mi łza z oczu.
Katy nie odezwała się tylko mocno mnie przytuliła.
- Jesteś już zmęczona. - szepnęła mi do ucha. - Idźmy już spać.
Położyłyśmy się i zasnęłyśmy.
Obudziłyśmy się o dziesiątej, przynajmniej Katy, bo ja wstawałam co godzinę nie mogąc popaść w sen.
- O matko, ale się wyspałam. - ziewnęła Katy, rozciągając się. - Co dzisiaj robimy?
- Sama nie wiem. - spojrzałam w okno. - Jest taka piękna pogoda.
- Macie tu jakiś basen? - spytała.
- Nie, a co? - spojrzałam na nią.
- Bo moglibyśmy iść na basen. Piękna pogoda, nie ma co jej marnować. - uśmiechnęła się.
- Nie wiem jak reszta. - wstałam z łóżka.
- Ubierzmy się, zjedzmy i pójdziemy po nich. - szukała ciuchów.
Poszłyśmy się umyć, przebrać i zeszłyśmy na śniadanie.
- A ty ciociu jak zawsze w kuchni. - uśmiechnęłam się do niej.
- Co chcecie na śniadanie? - spytała.
- Zjadłabym takie pyszne kanapki z serem żółtym, pomidorem, sałatą i jajkiem na miękko. - rozmarzyła się Katy.
- Załatwione. - zaśmiała się ciocia.
- Na prawdę? - spytała zaskoczona.
- Tak, ale musicie poczekać chwilkę. - wyciągała z lodówki składniki.
- Chodź Katy do salonu. - machnęłam do niej ręką.
Włączyłam grę na konsoli, podałam dżojstik Katy i zaczęłyśmy grać. Po parunastu minutach zawołała nas ciocia.
- Gotowe! - krzyknęła.
Włączyłam pauzę i poszłyśmy do kuchni, usiadłyśmy na krzesłach i zajadałyśmy się.
- Były pyszne. - oblizywała usta Katy. - Dziękuje.
- Ja też. - uśmiechnęłam się.
- Ciesze się. - zabrała talerze i włożyła do zlewu.
Poszłyśmy jeszcze chwilkę pograć i postanowiłyśmy pójść do reszty. Zadzwoniłam wcześniej, żebyśmy się wszyscy spotkali w parku. Katy i ja od razu tam poszłyśmy i czekałyśmy na resztę. Chwilę później przyszła Jasmine, Mia, Luke, Tina i Olivia.
- Wiecie czy będzie Tom? - spytałam.
- Toma nie będzie. - powiedział Luke.
- Nie ma się co dziwić. - prychnęła Tina.
- A Zoe i Lu. - spytała Olivia.
-  Byłyśmy po nie, ale nikt nie otwiera. Pewnie nadal niewytrzeźwiały. - powiedziała Katy.
- Idziemy gdzieś? - spytała Mia.
- Wymyśliłam z Ines, że moglibyśmy wybrać się na basen. - uśmiechnęła się.
- Ale tutaj nie ma nigdzie basenów. - powiedziała.
- Wiem, dlatego może wybralibyśmy się do miasta? - zaproponowała.
Popatrzyli na siebie.
- Teraz? - spytał Luke.
- Tak. - uśmiechnęła się Katy.
- My odpadamy. - powiedziała Jasmine.
- Czemu? - popatrzyłam na nie.
- Umówiłyśmy się już. - lekko się uśmiechnęły.
- Już chyba wiemy z kim. - szturchnęła Mię, Olivia.
- Dobra, to my już idziemy. - poszły w stronę domu.
- A wy? - spoglądnęła na nich Katy.
- Pewnie. - powiedziała za wszystkich Tina.
- To zabierzcie potrzebne rzeczy i za dwadzieścia minut spotykamy się na przystanku okey? - zaproponowała Katy.
- Okey. - przytaknęli.
Poszliśmy do domów, spakowałam z Katy do torby dwa ręczniki, dwie butelki wody, kanapki, które zrobiła nam ciocia, szczotki do włosów, żel pod prysznic, klapki, okulary przeciwsłoneczne, krem do opalania i pieniądze. Ubrałyśmy pod ubrania stroje kąpielowe i mogłyśmy już wychodzić. Na przystanku byłyśmy pierwsze, potem przyszedł Luke i parę minut później dziewczyny. Poczekaliśmy chwilę na busa i ruszyliśmy.
Na miejscu poszliśmy do kasy, kupiliśmy bilety i weszliśmy. Szliśmy prosto korytarzem, aż do wyjścia. Zeszliśmy schodami na dół i poszliśmy prosto rozglądając się wokoło i szukając wolnych miejsc, by się rozłożyć.
Kiedy znaleźliśmy wolne miejsca, rozłożyliśmy na trawię ręczniki, zdjęliśmy ubrania i posmarowaliśmy się kremami. Luke, Olivia i Katy od razu poszli do wody. Katy bardzo dobrze umiała pływać, więc z Luke'em zrobili wyścig, w którym i tak wygrał Luke. Olivia pływała sobie pieskiem obok małych dzieci w kółkach dmuchanych. Ja i Tina siedziałyśmy na ręcznikach, spoglądając na nich i śmiałyśmy się z nich.
Chwilę popływali i przyszli na ręczniki chlapiąc nas wodą. Pogadaliśmy, pograliśmy w ''UNO'', zjedliśmy i nagle ktoś do nas podszedł.
- Siema! - krzyknął Tom.
- Czemu nie zaczekaliście na nas? - spytała z uśmiechem Zoe.
- Byłyśmy po was, ale nie otwierałyście. - powiedziała stanowczo Katy.
- Bo spałyśmy. - powiedziała Lu.
- No to widzisz. - powiedziała Katy.
- No, a ja byłem w domu. - wtrącił się Tom.
- Ty nie wiesz jaki wczoraj byłeś na bani. - powiedziała Tina.
- No i to powód, żeby mi nic nie mówić? - spojrzał na nią z marszczonym czołem.
- Nie ważne. - przewróciła oczami.
- O co ci chodzi? - przykucnął przed nią.
- O nic. - odwróciła od niego głowę.
- Możemy porozmawiać? - zapytał.
- Nie mamy o czym. - powiedziała.
- Chodź, pogadamy na osobności. - podał mi dłoń.
- Nie, mów tutaj. Nie musimy mieć przed wszystkimi tajemnic. - powiedziała stanowczo.
- O co ci chodzi, tak na prawdę? -wypuścił powietrze z ust.
- O wczoraj. - spojrzała na niego.
- O to, że się napiłem i zapaliłem papierosa? - podniósł jedną brew do góry.
- Tak, o to. - odpowiedziała.
- I co w tym takiego złego? - spojrzał na nią dziwnie.
- Wiesz, że nie lubię tego, nie chce by mój chłopak pił czy palił. Szczególnie palił. - odrzekła.
- Jestem chłopakiem, to co mam nic nie robić, bo ty tak chcesz? - skrzywił się.
- Możesz, ale wiem, że jak raz wziąłeś to będziesz teraz tego w cholerę brał. - wkurzyła się.
- Jakoś Ines nie miała z tym problemu wczoraj z Luke'em. - spojrzał na nas.
- Nie mieszaj ich w to. - powiedziała.
- No bo masz jakiś problem... - przerwał.
- No to już nie będę mieć, bo z nami koniec. - wstała, wzięła swoje rzeczy i poszła.
- Nie rób scen. - krzyknął do niej.
 Tina nawet się nie odwróciła, po prostu szła dalej przed siebie.
Ja i Olivia wzięłyśmy swoje rzeczy i pobiegłyśmy za nią. Nie namawiałyśmy jej na powrót, poszłyśmy razem na saunę.
- Nie byłaś dla niego za ostra? - spytała Olivia.
- Nie, zasłużył sobie. - powiedziała.
- Może to było takie o i już tego nie zrobi. - mówiłam. - Nie musiałaś z nim od razu zrywać.
- Nie znacie go. - pokiwała głową.
- Może daj mu jeszcze szansę, zmieni się. - powiedziała spokojnie Olivia.
- Jak się zmieni, to zacznę o tym myśleć. Na razie mam zamiar się zrelaksować. - położyła głowę wygodnie.
Po saunie poszłyśmy do kawiarni na shake'a i tam siedziałyśmy chwilę. Później poszłyśmy do salonu gier na drugie piętro i  tam spędziłyśmy ponad godzinę. Poszłyśmy sprawdzić, czy wszyscy są jeszcze na basenie, ale w miejscu, w którym się rozkładaliśmy, leżeli już inni ludzi. Pomyślałyśmy, że pewnie już pojechali, więc też to zrobiłyśmy. Poszłyśmy na przystanek i akurat, kiedy podjechał bus, wsiadłyśmy i wróciłyśmy.
Z przystanku już szliśmy prosto do domów. Pożegnałam się z nimi i weszłam do mieszkania.  Katy siedziała z ciocią w kuchni, jedząc zupę jarzynową.
- Już w domu? - spytałam Katy, kładąc torbę przy drzwiach.
- Tak, już dawno. - wzięła łyżkę do buzi.
- Jak tam Tom? - usiadłam obok niej, a ciocia podała mi zupę.
- Średnio, ale się jakoś trzyma. - powiedziała.
- Co potem robimy? - spytałam.
- Nie wiem. - siorpała zupę. - Chyba musisz potrenować.
- Fakt, ale wątpię, że Tom będzie miał na to ochotę. - pomyślałam.
- A Luke? - spytała.
- Muszę go zapytać. - wyciągnęłam telefon i wysłałam do niego SMS-a.
Po chwili dostałam odpowiedź.
- Za godzinę u mnie w stadniny, pasuje? - odpisał.
- Pewnie. Przyjdę z Katy. - odpisałam.
Dokończyłyśmy jedzenie zupy, ciocia przyniosła nam talerz z plackami ziemniaczanymi i z sosem pieczarkowym. Pycha!
Po zjedzeniu poszłyśmy do pokoju, przebrałyśmy się i z półek z książkami, wyciągnęłyśmy  jakieś książki i zaczęłyśmy czytać. Ustawiłam budzik, aby zadzwonił mi za piętnaście i tak zrobił. Zeszłyśmy na dół, ubrałyśmy buty i poszłyśmy do stadniny.
- Zaczynamy? - spytałam.
- Tak. - podał mi ciuchy. - przebierz się.
Kiedy wróciłam, byłam gotowa do treningu. Wsiadłam na konia i razem z Katy i Luke'em zrobiliśmy sobie spacer w plenerze.
- Pierwszy raz jadę na koniu. - powiedziała Katy, trochę się stresując.
- Trzymaj się mocno, to nic ci się nie stanie. - powiedział Luke.
Chwilę pospacerowaliśmy i Katy chciała już skończyć, więc zeszła z konia i poczekała na nas przy drzewie, a my zaczęliśmy się rozgrzewać. Dzisiaj był ostry trening, by jutro dobrze wypaść. 
Po treningu wróciliśmy do domu. Luke musiał zostać do wieczora w stadninie.
- I jak? - mówiła. - Jesteś zmęczona?
- Nawet nie. - bawiłam się palcami. - Ale trochę się boję jutra. Nie ukrywam.
- Nie dziwie ci się. - powiedziała.
Kiedy wróciłyśmy do domu, położyłyśmy się na kanapie w salonie i odpoczywałyśmy. Ciocia była w gospodarstwie. Nagle do domu przyszedł tato.
- Gdzie wczoraj byłeś? - spytałam.
- Musiałem coś załatwić. - położył teczkę na komodzie.
- Chciałam cię przeprosić, że tak się źle zachowałam. - opuściłam głowę.
- Nie szkodzi. - powiedział. - To moja wina, miałaś powód, żeby się zezłościć.
- Może zamówimy sobie pizze i oglądniemy jakiś fajny film w czwórkę, co? - zaproponował.
- Ja chętnie. - krzyknęła Katy z salonu.
Kiedy był już wieczór, tato zamówił pizzę, ja i Katy zrobiłyśmy popcorn, a ciocia lemoniadę i sałatkę jarzynową. Uczta przed zawodami. Tego mi było trzeba. Tato i Katy wybierali filmy, a ja z ciocią poroznosiłyśmy rzeczy na stolik w salonie. Do drzwi zadzwonił dzwonek.
- Otworzę! - krzyknęłam, podbiegając do drzwi.
Otworzyłam je i przede mną stał dostawca pizzy. Zza czapki z daszkiem, ujrzałam jego twarz.
- Aaron?! - powiedziałam cicho stojąc nieruchomo.
Zadawałam sobie mnóstwo pytań w myślach. Czułam nienawiść do niego.
- Zamawialiście pizzę? - spytał spokojnym głosem.
- Taa... - wzięłam od niego opakowanie, dałam mu pieniądze i zamknęłam drzwi.
- Poczekaj... - przytrzymał je. - Jest u ciebie Katy?
- To nie twoja sprawa. - próbowałam je zamknąć.
- Daj mi z nią porozmawiać. - spojrzał za mnie.
- Ona nie chce z tobą rozmawiać. Idź stąd! - powiedziałam dość głośno.
- Co tak długo tam stoisz?! - zaśmiała się Katy, idąc do nas.
 Stanęła nieruchomo niedaleko za mną i wpatrywała się w niego.
- Porozmawiamy? - spytał.
- Nie mamy o czym rozmawiać. - powiedziała.
- Zmieniłem się. Nie jestem już taki jak kiedyś. Zrozumiałem co zrobiłem. - powiedział przekonująco.
- To już nie jest ważne. - powiedziała.
- Daj mi szansę, by wszystko wyjaśnić. - przekonywał ją.
- Przykro mi, już miałeś szansę, ale ją spieprzyłeś. - zamknęła przed nim drzwi.
- Wszystko dobrze? - spytałam, kładąc dłoń na jej ramieniu.
- Tak. - uśmiechnęła się, spoglądając w dół. - Chodźmy już.
Poszłyśmy do salonu. otworzyłyśmy opakowanie. wyłączyliśmy światło. włączyliśmy film, wzięliśmy do ręki po kawałku pizzy i oglądaliśmy. Ciocia dzisiaj poszalała. Wytrzymała długo, ale i tak jako pierwsza poszła spać. Za nią tato, był bardzo wyczerpany pracą. No i my, ale trochę później niż wczoraj. Spałyśmy w salonie, bo do pokoju nie chciało nam się iść. Zostawiłyśmy bałagan na stole. Popcorn był wszędzie na podłodze, kawałki z pizzy leżały na opakowaniu, szklanki były pół pełne lemoniady i talerze brudne od sałatki jarzynowej. Katy leżała skulona, a ja jak samolot, gdzie moja prawa ręka zwisała z łóżka dotykając opuszkami palców podłogi. Rano, kiedy się obudziłam bolał mnie lewy policzek, bo spałam na nim. Miałam ból głowy i było mi niedobrze z przejedzenia, ale było czysto wokół nas. Katy spała jak suseł, więc nie dało się jej obudzić. Poszłam do kuchni do cioci.
- Ty tak wszystko posprzątałaś ciociu? - spytałam, rozbudzając się.
- Tak. - zmywała naczynia.
- Przecież mogłam ci pomóc. - powiedziałam, opierając się plecami o blat.
- Spałyście, to po co miałam was budzić. - powiedziała.
- Oj ciociu, ciociu. - pocałowałam ją w policzek.
- Dzisiaj masz zawody. Przygotowana? - spytała z uśmiechem.
- Chyba tak. - zrobiłam to samo.
- Jakie zawody? - spytał tato.

2 komentarze:

  1. Świetne✨ z niecierpliwością czekam na następny rozdział🙈

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, nie mogę się doczekać tych zawodów :3

    OdpowiedzUsuń