Opadłam na łóżku ze łzami spływającymi mi gęsto po policzkach. Zakryłam je dłońmi i dałam się ponieść emocjom. Tak bardzo boje się o Luke'a, ale kompletnie nie wiem gdzie jest i co się z nim dzieje. Muszę natychmiast się tego dowiedzieć.
Sięgam po telefon i przecieram rękawem bluzy mocno oczy, aż zrobiły się czerwone. Wystukałam numer Luke'a i trzy razy dzwoniłam do niego, ale nic. Kompletnie nic. Rzuciłam telefonem o łóżko, uklękłam przy nim i zaczęłam się modlić do Boga. Byle, by tylko coś to dało. Boże miej go w opiece!
- Świetnie!!! Pada deszcz. - obudziłam się przez uderzające silnie krople deszczu o rynnę.
Wstałam od niechcenia i sięgnęłam po ubrania, które wczoraj przed spaniem porozrzucałam po podłodze. Wyszłam z pokoju i natknęłam się na Matthew'a, który stoi przede mną ze swoim boskim uśmiechem i w samych bokserkach w statki.
- Khym. - odchrząknęłam speszona. - Ładne...
Spojrzałam na jego umięśnione ciało. Luke miał o wiele lepsze, w sumie sportowiec... Ale Matthew co bądź też jest nie zły. Co ja chrzanie!
- Muszę iść. - minęłam go, zahaczając łokciem o jego łokieć.
- Wszystko w porządku? - spytał, zmieniając wyraz twarzy na poważniejszy i łapiąc mnie za przedramię.
- Tak. - pokiwałam głową.
- A u ciebie? - spytałam, zmieniając kontekst pytania.
- Yhym. - patrzył mi w oczy wyszukując odpowiedzi, po czym puścił moją rękę i dał mi wejść do łazienki.
Kilka minut później ogarnęłam się i zeszłam coś zjeść. Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, na który dzisiaj nie miałam w ogóle ochoty. Ale żeby nie zemdleć i później nie opowiadać całej historii, która przeżywam, po prostu muszę zamknąć oczy, zatkać nos i wziąć kilka łyżek jogurtu naturalnego. Chowam do torebki dwa banany i wychodzę razem z Mtthew'em z domu. Idziemy na metro i czekamy na ławce. Nie odzywamy się do siebie, tylko patrzymy na wprost jak ludzie mijają się w biegu. Kobieta w płaszczu z kubkiem kawy mija mężczyznę w garniturze, czarnym płaszczu, kapeluszem i walizką w ręce. Matka ciągnie córkę za rękę, która porusza się bardzo wolno, jedząc pomału drożdżówkę. Po prawej stronie chłopak nieco starszy ode mnie wyciąga z pokrowca skrzypce, kręcąc głową w lewo i prawo za pewne po to, by ją rozciągnąć. O! Nasze metro już jest.
Wstaję równo z Matthew'em i stoimy za przepychającymi się ludźmi. Trzymamy się słupa i jedziemy, trzepocząc się na wszystkie strony.
Wysiadamy i rozdzielamy się w swoje strony. Pożegnał się, ale mu nie odpowiedziałam. Nawet nie skupiłam się na tym. Coś innego pląta mi się w głowie.
- Ines, może ty nam opowiesz o Rewolucji francuskiej. - powiedziała głośno historyczka.
Spoglądnęłam na nią i pokiwałam sprzecznie głową.
- Przykro mi.
Znów spuściłam wzrok na dłonie i tylko w tle miałam szmery mówiącej historyczki...
Chemia, to przedmiot w którym nigdy nie byłam dobra, ale mimo to lubię go. Na prawdę go lubię.
- Ines, podasz mi H2O. - spytała Isabell, wlewając substancję z fiolki do flakoniko-podobnego czegoś.
- Hmm? - ocknęłam się, łapiąc się za głowę.
- Podasz mi wodę? Leży obok ciebie. - wskazała dłonią.
- Yhym. Jasne.
- Wszystko w porządku?
- Tak, tak.
Zabrzmiał dźwięk dzwonka. Chwyciłam torebkę i pierwsza wyszłam w klasy, rzucając na biurko nauczycielki biały fartuch. Szybkim krokiem poszłam do szafki, wyciągnęłam z torebki niepotrzebne książki i wrzuciłam je do szafki. List od Luke wysuwał się spod książek. Wyciągnęłam go i schowałam do torebki.
- I jak się czujesz? - zabrzmiał dźwięk SMS-a z mojej komórki.
- Średnio. Nic im nie mówiłaś?
- Nie. Ale moim zdaniem powinnaś im powiedzieć. To też przyjaciele Luke'a.
- Nie teraz. W swoim czasie. Musze kończyć.
Wyciągnęłam z torebki banana i poszłam na lekcję. Dzisiaj musiałam zostać dłużej. Mam ćwiczenia przed sprawdzianem z starszymi dziewczynami. Mam nadzieje, że myśli o Luke'u nie przeszkodzą mi w ich wykonywaniu. Poszło po mojej myśli. Wszystko było dobrze, nawet nie myślałam o nim. Skupiłam się tylko na ruchach. Jezioro łabędzie to dobry początek, ale na egzamin to się nie nada. Na szczęście dziewczyny pomogą mi z podkładem. Isabell została ze mną, a nawet ćwiczyła. Później powaga zamieniła się w zabawę. Humor przez to bardzo mi się poprawił. Dwie godziny nie myślenia o złym... o najgorszym. Wreszcie żyje szczęściem.
- Idziesz w tamtą stronę? - spytała Isabell.
- Tak. Ty też?
- Tak. - uśmiechnęła się. - To chodźmy.
Zatrzymałyśmy się w parku na lodach. Wreszcie słońce wyszło. Rozpromieniało cały park, aż chciało się zostać i szukać tęczy na niebie. Wytarłyśmy chusteczkami krzesła i usiadłyśmy na nich. Dostałam SMS-a od Tiny. Spytała gdzie jestem, na co nie odpisałam. Dobrze rozmawiało mi się z Isabell, a rzadko kiedy razem wychodzimy, więc postanowiłam ten czas poświęcić jej. I minął niesamowicie. Poszłyśmy do niej, gdzie przesiedziałam długi czas. Ma ogromny dom. Trzech starszych braci i jednego młodszego. Jej rodzice są na prawdę mili i utalentowani. Jej mama jest projektantką wnętrz i pokazała mi niektóre projekty, a jej tato tworzy muzykę. Pracuje w filharmonii. Dziś po raz pierwszy usłyszałam dźwięk wydawany z ukulele i jestem bardzo wdzięczna jej tacie, że dla mnie to zrobił. Niby mały, zapomniany instrument, ale na prawdę jest dużo warty w muzyce. Nie koniecznie w filharmonii, ale w ogóle.
Właśnie skończyliśmy jeść kolację. Podziękowałam za wszystko i razem z jej tatą weszliśmy do samochodu.
- Wróciłam! - krzyknęłam, głaszcząc Toffu za uszami. - Cieść piesiećku!
- Nie ma cioci. - zszedł do mnie Matthew.
- A gdzie jest? - weszłam do kuchni i zajrzałam do lodówki.
- Wróci jutro wieczorem.
- Że co? - wypiłam łyk mleka z butli.
- Chłopak i te sprawy... - założył ręce na piersiach i oparł się plecami o blat.
- Yhym. - skinęłam głową wyciągając jajka w pudełka.
- Czemu nie odbierałaś od Tiny?
- Bo byłam z koleżanką.
- No i co?
- I to... - rozbiłam jajka na patelni. - Że chciałam z nią spędzić czas.
- To przecież z nami też mogłaś.
- No mogłam, ale jutro też mogę.
- Wszystko dobrze Ines? - zbliżył się, kładąc dłoń na moim biodrze. - Wyglądasz...
- No jak wyglądam? - podniosłam ton.
- Przepraszam... - wycofał dłoń i odsunął się lekko, spuszczając głowę w dół.
- Nie... - wyłączyłam gaz. - To ja przepraszam. Chodzi o Luke'a.
- Odzywał się? - usiadł na krześle przede mną.
- Powiedzmy... Ale nie chce nic na razie mówić.- zgarnęłam trochę jajecznicy na talerz. - Chcesz?
- Jasne. - położył drugi talerz pod patelnię.
W ciszy przeżuwaliśmy jedzenie. Czasem zerkał na mnie, ale ja nie odwzajemniałam kontaktu. Chciałabym im wszystkim powiedzieć co się dzieje. Nie ukrywać tego wszystkiego. Faktycznie to też jest ich przyjaciel i chcą wiedzieć co się z nim dzieje, ale teraz jest za wcześnie. Może i będą mieć potem do mnie żal, ale nic mnie to póki co nie obchodzi.
Siedzę w salonie na kanapie razem z Matthew'em, który obejmuję mnie jedną ręką na ramieniu. Drugą stuka w klawiaturę laptopa. Będziemy teraz oglądać film. Niby nie lubię horrorów, ale oglądnę. Raz się żyje.
Kilka razy podskakiwałam z przerażenia. Zakryłam się kocem i czasem wypatrywałam ciemnych postaci na podłodze czy ścianach. W tuliłam się w Matthew'a tak, że chyba ledwo dychał. W pewnym momencie złapał mnie za rękę i tak przez dobre kilka minut siedzimy splątani palcami. Jest mi teraz dobrze. Nie myślę o Luke'u... Myślę o czymś miłym. Czymś przyjemnym, coś co mnie uszczęśliwia, powoduje że uśmiech na twarzy sam się pojawia z własnej woli. Jednak wyrzuty sumienia na pewno pojawią się od jutra. Ja się dobrze bawię, a Luke może mieć kłopoty... i nic z tym nie robię. Ale moje ciało i mózg nie chcą nic z tym robić. Chcą odpocząć... chcą być szczęśliwymi. Czy to jest słuszne? Czy ja tak mogę? Przecież Luke tyle dla mnie znaczy, ale... jest tak daleko... albo blisko... już sama tego nie rozumem.
Znów podskakuje, ale Matthew trzyma mnie jeszcze mocniej. Przysuwa mnie jeszcze bliżej siebie i jeszcze bardziej słyszę kołatanie jego serca. TU-DUM!, TU-DUM! Tak pięknie brzmi. Tak pięknie jak ukulele taty Isabell. Ten dźwięk, który chce się słuchać. Zamknąć oczy, wyostrzyć słuch i unieść delikatnie twarz równo z uniesieniem jego serca. Jeszcze pachniał tak przyciągająco. Dlaczego Boże mi to robisz? Czemu kryjesz przede mną Luke'a, a odsłaniasz Matthew'a. Czy chronisz mnie przed jednym, bym mogła spróbować coś z drugim? To jak zakazany owoc, który nigdy nie powinien był być spróbowany. Ale jednak... czy ze mną też tak będzie? Czy oprę się pokusie i... NIE! TAK! NIE! krzyczało sumienie. Głupie, bezduszne sumienie. Zawsze byłaś tak blisko, taka pomocna, a teraz egoistyczna suko sprawiasz, że mam mętlik w głowię! Niech cię szlak!
- Śpisz? - spytał Matthew.
- Trochę. - przetarłam oczy rękawem jego bluzy, którą mi zarzucił podczas pierwszych minut filmu.
- Zaniosę cię do łóżka. - wyłączył pilotami telewizor i uniósł mnie na rekach idąc do mojego pokoju.
Oparłam głowę na jego ramieniu. Trzymałam mocno jego kark i czułam się tak delikatnie. Jak piórko... Takie bezradne, delikatne, małe piórko. A on... taki silny, twardy, ale emocjonalny i... idealny.
- Zostawić ci włączone światło? - spytał, kładąc mnie delikatnie na łóżku i przykrywając kołdrą.
- Nie, nie musisz. - podłożyłam ciepłą pod rękawem bluzy dłoń pod policzek. Patrzyłam na niego ze zmrużonymi lekko oczami. Biała koszula z krótkimi rękawami, ukazywała detale silnych mięśni. Czarne spodnie lekko za duże, ale podobały mi się na nim. Taki skate... i te włosy... uniesione zawsze do góry, lekko opadły. Chciałam wepchnąć w nie swoje palce i przeczesać, by opadły jeszcze niżej.
Powoli ruszył w stronę drzwi, jakby chciał mi powiedzieć, że czeka na moją kolej. Żebym się odezwała.
- Zaczekaj. - powiedziałam cicho, unosząc się lekko i opierając ciało na przedramieniu. - Zostaniesz ze mną? Tylko dzisiaj. Po prostu boję się przez ten horror, a mam zamiar się wyspać. Jutro szkoła i wiesz...
Próbowałam wymyślić cokolwiek, tylko po to, by dzisiejszą noc spędzić z nim. Tylko z nim...
- Jasne. - przytaknął głową i uśmiechnął się lekko.
Powoli ruszył się w moją stronę. Położył się obok mnie bardzo wolno i delikatnie. Miał ciepłe, wolne ruchy. Bez żadnych intencji. Bez żadnych myśli. Nie chciał mnie zranić, co poczułam od kąt mnie przytulił przy filmie. Chyba mu się podobam, co mnie w żaden sposób nie przygnębia. Wręcz przeciwnie... Dobrze mi z tym... Z tym i z nim.
Wsunął delikatnie rękę pod moją głowę, tak że leżałam na jego ramieniu tuż przy jego twarzy. Od niechcenia mrugałam powiekami, dając mu znak, że jestem bardzo zmęczona dzisiejszym dniem, ale też daje mu znak, że chce mu się podobać. Taka właśnie. Taka zmęczona, przerażona myślami, ale chce być urocza. Chce mu się podobać. Chcę, by mnie pocałował... właśnie teraz. Tylko raz... by poczuć smak jego ust, poczuć te chwilę. Jakby wyglądała, gdyby Bóg jednak sprowadził mnie na jego drogę. Może droga Luke'a to przepaść, którą mam za wszelką cenę ominąć. Ale co jeśli to błąd? Taki wirus jak w grach... A jaką mam pewność, że droga Matthew'a jest prosta? Może są schody, których nikt nigdy nie przeszedł i nie przejdzie. Zgubię się w ich połowię, albo złudzenie optyczne, które skieruję moje myśli w dwa różne kierunki. Co jeśli... PRZESTAŃ! mówię sobie w myślach. Powieki mocno się zacisnęły, a jego dłoń opadła na moim policzku. Jego palce rozsunęły się w jego różne części, a mnie przeszły ciarki na całym ciele. Lekko otworzyłam oczy, by spojrzeć znowu w jego źrenice. Powiększyły się, ale nadal jego oczy były piękne. Nie widać w nich było żadnej iskierki, ale migotały. Co raz bardziej chce jego bliskości. Co nam szkodzi... jesteśmy sami. S A M I...
Zgasił światło, nie spuszczając ze mnie wzroku i przysunął twarz do mojej jeszcze bliżej niż była. Czułam czubek jego nosa na swoim nosie. Poruszał nim lekko w jedną i w drugą stronę muskając mój czubek nosa. Była cisza i ciemność. Nic nie widziałam, ale czułam wydychające powietrze z jego nozdrzy. Dziwnie to brzmi... Nozdrza.... ale nie przeszkadza mi to... Przy nim nie krempuje mnie nic. Bałam się swojego pierwszego razu i nadal się boje, ale czuję, że on nie będzie mnie krępował.
Odgarnął mój kosmyk włosów za ucho i opuszkami palców dotykał mojego ucha. Poruszał kciukiem raz w górę raz w dół. Był taki delikatny, pewny siebie... a moje serce próbowało wyrwać się z klatki.
- Ines? - szepnął mi cicho do ucha.
- Tak? - wymamrotałam, pełna zachwytu.
- Chcesz tego? - musnął delikatnie moje ucho.
- A ty?
Po momentalnej ciszy, usłyszałam znów jego głos.
- Cholernie... - zaśmiał się, wypluwając ciepłe powietrze w mój policzek.
- Ja też... - uniosłam lekko głowę, tak że nasze usta lekko się musnęły. Dałam się ponieść chwili. Ale czy dobrze robię?
Świetne! Czekam na kolejną część! :)
OdpowiedzUsuń